Ten rosół u babci to był jackpot

-powiedział Mieszko wczoraj wieczorem (a u dziadków zjadł DWA talerze!)

Drugi miesiąc wakacji zaczęliśmy od choróbsk. Lila po powrocie z Albanii, przez trzy dni, miała gorączkę, a potem (na dwa dni) rozłożyła mi się Łucja. Ból głowy i wysoka gorączka, których nie dało się uśmierzyć i zbić. W nocy z soboty na niedzielę spała ze mną i monitorując ją w nocy doszłam do wniosku, że JEŚLI do rana nie będzie poprawy to jedziemy na ostry dyżur. Ale panna obudziła się zdrowa, ba prawie od razu mi ogłosiła, że oni chcą z Matim sobie zrobić city break do kolejnego polskiego miasta i to najlepiej w tym tygodniu. Ach, no i po drodze ja miałam jakąś ostrą reakcję alergiczną (pokarmową), która objawiła się wysypką na całym ciele. Wywaliłam główny podejrzany, czyli kajmak w puszce, ale tak tak teraz myślę, że może wszyscy przeszliśmy trzydniówkę?

No i mamy JUŻ sierpień i jest to zdecydowanie chłodniejszy miesiąc niż czerwiec oraz lipiec! Ja od jutra znowu pracuję, Łucja dalej robi prawo jazdy (gość akurat pojechał na urlop, więc panna ma dwa tygodnie przerwy i zdecydowanie wejdzie z tym kursem w jesień) i może uda nam się wyrwać jeszcze na krótką, bliższą wyprawę. Za dwa tygodnie panna najstarsza obchodzi 18-stkę, a letni grafik usztywnia też impreza 18-stki Matiego, na której panna musi być. Na SZAFĘ wrzuciłam podsumowanie tegorocznych wyprzedaży, więc letnich rzeczy i gadżetów w tym roku więcej już NIE nabywamy. Mamy za to dwie próbki farb, które MOŻE pasują do koloru naszych ścian i muszę je sprawdzić. Wrócili nasi sąsiedzi, których kotami opiekowały się panny i dziewczyny dostały za wykonane zadanie wynagrodzenie! Miłe to, bo każda na coś tam swojego zbiera. W ubiegłym tygodniu i Łucja, i Mieszko byli w kinie, więc może wszyscy TEŻ się na coś wybierzemy?

panna Ł z auta, którym jeździ
  • Przestraszyła mnie ta choroba Łucji. Ty wiesz, że ona płakała, bo tak się bała, że coś się z nią dzieje? – zapytałam Lilkę w nocy. Z panną średnią najlepiej gada się około północy.
  • Nie przesadzałabym. Ona lubi być overdramatic. To oglądanie Greys Anatomy nie wzięło się z niczego. W końcu jej ulubiona zabawa to było w lekarza.
  • Bawiliście się w lekarza? Taka byłam urąbana, że nic o Was nie wiem!
  • Tak. To była jej ulubiona zabawa. Ona miała jakieś 10 lat i ciągle się w to bawiła. Bo pamiętam, że w nowym domu dziadków też to odgrywaliśmy. Najgorszy było poród, bo ja szybko kończyłam, a to miało trwać 20 minut.
  • Skąd wy mieliście taką wiedzę?? Kto na ogół rodził?
  • Łucja. I zdecydowanie lepiej było być lekarzem niż pacjentem, bo lekarz mógł po prostu powiedzieć: Jest Pani zdrowa i ma Pani paranoję i się wychodziło. Najgorzej, że Mieszko było taki goofy i ciągle się zgadzał na bycie pacjentem, a potem ona krzyczała na niego, jak on mówił, że ma dosyć tej zabawy.

Powiem Wam tylko, że jeśli Liliana zostanie lekarzem i do niej traficie, to macie przechlapane 😀

niedziela na słodko

Jak niedziela to obiad u dziadków! Tradycyjnie ogarniamy kwestię deseru i dziś rano, z Lilką, ulepiłyśmy knedle z morelą. TEN przepis wychodzi idealnie- dokładnie na 9 morel i jest to DUŻO. Suszonej lawendy nie miałyśmy, ale Łucja wybiera się na jakąś plantację w przyszłym tygodniu, więc do kolejnego setu będzie. Wyszło dobre, lecz JEDEN knedel był tak sycący, że naprawdę by wystarczył. Chociaż wydaje mi się, że nasze morele były dużo większe! Poza tym one tryskają tym masłem z wanilią, więc uwaga bluzki! Dumne jesteśmy obie (ja z Lilą) bardzo, bo opanowane knedle to kolejna przydatna umiejętność, chociaż ma rację Lilka, że to danie dobre na zimę!

Pokażę Wam również wynalazek Łucji. Albańskie gliko jest fantastyczny do podlewania jogurtu z brzoskwinią. Kawałki arbuza mają taką konsystencję jak kandyzowane owoce, czyli są twarde i lepiej pokroić je na drobną kostkę, tym bardziej, że są strasznie słodkie. Albo używać je do słodzenia herbaty, za to lepki miodowo-arbuzowy syrop jest doskonały do letnich jogurtów!

mówią, że „Eras Tour” to najbardziej komercyjny show w historii muzyki

  • I jak było? To co widziałam przed wejściem było niesamowite!
  • Wiesz, że niektórzy NIE znali słów piosenek? Ja nie znałam tylko jednej, ale znałam ją tylko średnio mi się podoba. I powinnam była mieć balonik! W ten balonik wkładało się latarkę i robiło się lampiony przy jednej piosence.
  • Ale ogólnie podobało Ci się?
  • Tak. Ucieszyła mnie surprise song, bo ją lubię.
  • Poczułaś taki ścisk w sobie gdy pojawiła się na scenie?
  • Tak. Dwa razy się płakałam. Chyba dwa razy.

Nie mamy filmików – tylko TEN ➡️ jeden, który panna nagrała chwilę po wejściu… Potem „światło się jej odbijało i nie mogła nagrywać”. Czasem mam wrażenie, że ona pewna rzeczy chce mieć TYLKO dla siebie i nie dzieli się nimi. Tak jakby podzielenie się wrażeniami i obrazami mogło je osłabić. Podobnie było ze wspomnieniami z Kanady, które są JEJ i tylko jej. I tutaj JEST to samo.

Mam fotkę gdy ją zgarniałam. Ta lampka na nadgarstku mieniąca się różnymi kolorami to coś, co dostawali na wejściu i po tym rozpoznawałam wracające grupki koncertowe gdy po nią jechałam. W komentarzach piszą, że ten szał przypomina Beatlesów i jeśli ten nieempatyczny Liliowy przypadek to poczuł, to AUTENTYCZNIE musiało być mistycznie! Koncertomaniacy recenzują, że NIGDY nie byli na TAKIM koncercie, a nagromadzenie pozytywnych ludzi było aż nierzeczywiste. Jeden dalszy znajomy napisał, że nie słucha jej (jak 99% mojego pokolenia), ale ktoś kto jest dla niego ważny chciał iść, więc poszli. I pisk, który tam usłyszał był najgłośniejszym piskiem jaki słyszał w życiu. Baa, gość był w czwartek, mieszka niedaleko stadionu i w piątek wieczorem będąc AKURAT w zamkniętej łazience (!!!) usłyszał ten pisk ponownie!

Za to pomimo niewyspania zerwałam się dziś rano na bieganie i cyk – 6 km zrobione! Z biegowymi dziewczynami gadałyśmy o koncercie i olimpiadzie. Ależ ONA emocjonująca w tym roku! Temat rzeka to, czy wytyczać granice dla zawodników transpłciowych (przypomniały nam się pływaczki z DDR), ale jest też sporo do omówienia w kwestii strzelectwa, co to dwóch zawodników (ten zjawiskowy Turek i Koreanka) rozsławiło ten sport na nowo. Rozmawiałyśmy również o turystyce koncertowej, bo to co się dzieje z cenami hoteli i wynajmem prywatnych mieszkań na te trzy dni koncertów to szok.

~~Swiftomania~~

Nasi TAM są! Właśnie odwiozłam Lilkę, panna już przeszła przez bramki siedzi na swoim miejscu! Bilet mamy od roku! Pamiętacie jak byliśmy na Podlasiu i poszliśmy na spływ? Chwilę przed 12-sta przybiliśmy do pomostu (w południe ruszała sprzedaż pierwszej puli), panna się zalogowała (to był ten moment na fotce niżej) i ZDOBYŁA bilet na koncert Taylor Swift! Chętnych było dużo, system się wieszał, ale się jej udało! A potem rok CZEKAŁA. Uczyła się piosenek i oddawała się rozpaczy, w co się ubrać i co jeśli bilet nie zadziała?!

Rano zrobiła mi rodeo, bo zaginął jej dowód, nie mogłyśmy znaleźć torebki i nieznane było miejsce jej karty kredytowej, ale większość z tych rzeczy znalazłam. A potem powiedziałam, że ma jechać TERAZ, a nie godzinę przed koncertem, gdyż ja mam żołądek zawiązany w supeł i muszę ją już wywieźć.

I jak jej tam? Ma JUŻ sporo nowych bransoletek (bo fani Taylor wymieniają się na koncertach bransoletkami, więc SPECJALNIE takie – z tytułami jej albumów, kupiłyśmy) i jest bardzo podekscytowana! Tłum był straszny. Szpaler policji stał wzdłuż stadionu i nie pozwalał parkować, więc ją na nielegalu wysadziłam na pasach. Boomacherzy przyjmują zakłady czy Taylor da jakiś prezent widzom oraz JAKI będzie surprise song, ale co co najlepsze z trzech koncertów w Polsce dzisiejszy jest uważany za najważniejszy, bo podczas niego mają popłynąć kawałki z nowej płyty! Ach, no i miasto jest zawalone grupami ludzi ubranych w CEKINY!

taki ma widok

1 sierpnia

Wystawy immersyjne są łatwe. Nawet jak ktoś średnio czuje snucie po muzeach, to immersja jest czymś więcej. Jest muzyka, głosy, ruchome obrazy i możliwość tworzenia. I mieliśmy na liście JEDNĄ wystawę, którą obserwowałam. I tu szach-mat na lato zrobili promkę, że dzieci (do trzech sztuk) wchodzą na wystawę, z osobą dorosłą, za darmo! Więc pojechaliśmy na Fridę!

Dotarliśmy tam komunikacją publiczną, bo dziś ważny dzień i miasto ma utrudniony ruch (więc wyszła nam z tego cała wycieczka). Niezłe są klimaty, bo ulica jest podzielona na dwie grupy. Z jednej strony mamy brygady harcerzy i ludzi z flagami (rocznica powstania+ marsz), z drugiej mamy mniejsze ekipy ubrane w stroje z cekinami, zmierzające na stadion na koncert Taylor Swift! Ależ niesamowita atmosfera!

My wybraliśmy jeszcze inną drogę, bo wsiąkliśmy w kolorowy i dźwięczny Meksyk, a później poszliśmy na nachosy z serem i guacamole! Btw. jednym z elementów wystawy jest seans w okularach VR (ten moment, gdy leżysz w łóżku i lecisz do góry zrobił wrażenie nawet na Mieszku!). Tu roleczka.

przy wyjściu maszyna do selfie robi Twoją fotkę w kolorach obrazu Fridy. A potem na takim kolażu z boku wyświetla. W prawym górnym rogu macie Łucję, a dwa środkowe to ja!

falujące gąbeczki w stercie zapisanych zeszytów

Ci rodzice to naprawdę kreatywny gatunek! Na ogół na jeden miesiąc wakacji jest jakiś plan, a potem zaczyna się kombinowanie, jak tu wypełnić DRUGI? Jak towarzystwo jest młodsze to można podrzucić do dziadków, jak starsze to czasem samo się organizuje, ale i tak nas trafia, od samego patrzenia, jak oni strasznie się nudzą! Wypchnęłam wczoraj Mieszka do biblioteki, żeby oddał mi książki, a Łucja nauczyła brata jak robić wysyłki z paczkomatu to będzie ogarniał JEJ przesyłki na vinted! Lila zajmuje się kotami, a dziś jedzie ze mną do budowlanego, żeby rozkminić jak można kupić farbę jeśli nie znamy numeru koloru (muszę podmalować ściany i nie wiem jak trafić z kolorem).

Inni są jeszcze lepsi! Widziałam wczoraj jak do naszego stawu na polach, który jest deszczo- zbiornikiem i z roku na rok coraz bardziej wysycha, przyjechał ojciec z córkami (wszyscy na rowerach) i przywieźli ryby w worku foliowym i je tam wpuszczali. W sumie czemu nie? Ale to nic! Dwa dni temu widziałam DZIADKA, który szedł z wnuczką i bawili się w SAFARI. Wnuczka miała okrągły kapelusik i lornetkę, a dziadek puszczał na telefonie piosenkę „Lew na pustyni”. Mało zresztą, że puszczał, bo on skradał się i to śpiewał!!! Ba, jakiś taki miał przebłysk, że to chyba straszny cringe i chciał przerwać, ale wnuczka nakrzyczała: Dziadku, dalej!

Zmieniam pościel, a WCZORAJ przejrzeliśmy szkolne zeszyty (hura, zdążyliśmy w lipcu!). Była tego piętrząca się góra (plecaki wyprałam gdy towarzystwo było w Danii) i musieli to zrobić ONI. Kartkówki wylatują, ćwiczenia co mogą się przydać do matur, zostają. Na uzupełnianie szkolnego asortymentu nikt nie chce ze mną iść, a za świadczenie „Dobry Start”, co to mam nadzieję wkrótce mi wjedzie na konto, dzieci chcą NOWĄ walizkę, z której działają kółka…

Taką plastyczną pracę Mieszka znaleźliśmy w TEJ stercie. CUDNA. Te falujące gąbeczki się nawet uśmiechają!

Kółka (na stole i na twarzy)

  • Jak Wam minął dzień? – zapytałam wczoraj mamę, przez telefon.
  • Jakoś zleciał… Byliśmy z ojcem u lekarza, a potem musieliśmy pojechać banku z tą zablokowaną kartą. A u Was?
  • My pojechaliśmy do szwedzkiego sklepu na te klopsiki i wyobraź sobie, że Liliana wyszła z niemalże jadącego samochodu, bo doszła do wniosku, że ona nie chce, z NAMI, jechać.
  • Ty, też zawsze, po wakacjach byłaś nie do życia.
  • Pamiętam. Jakoś tydzień chyba trwało? Takie obrażenie na cały świat.
  • Tak było. Ktoś musiał to po Tobie odziedziczyć. Udało się coś kupić?
  • A wiesz, że tak? Kupiłam sobie łapki do kuchni. Miałam takie zużyte, nadpalone i prałam je by wyglądały jako tako, ale one były bardzo zniszczone.
  • Takie rzeczy trzeba wymieniać. Dobrze, że sobie kupiłaś.

Bo rzeczywiście kupiłam sobie takie termiczne podkładki. Potrzebuję je w kuchni i przy kominku, a w sklepie okazało się, że dwupaki kosztują kwotę jednocyfrową. Nad czym tu było myśleć? I jeszcze obrus na urodziny Łucji, ale to pokażę jak będzie w użyciu!

I dołączyłam do grona OKULARNIKÓW! Widzieć cały czas widzę, wada jest nieduża, lecz miałam sytuacje, kiedy tego wzroku zabrakło. To były np. momenty urzędowe, gdy nie widziałam druku. Stałam w okienku, w US i te krateczki mi się rozmazywały. To nie była przestrzeń na kokieterię „że NIE widzę”, było to bardzo ważne, ba wydaje mi się, że jedną rzecz zawaliłam przez to, że źle wypełniłam. Szkła, które wybrałam mają też filtr blue ray, bo czasem piszę coś w nocy (nie bloga, to na ogół robię rano – wieczorem tylko, gdy wcześniej się nie wyrobiłam) i są to jakieś pracowe tematy i przestaję widzieć. Bolą wtedy oczy, boli głowa, a ja próbuję się jeszcze na chwilę skupić. Nie są to okulary progresywne, więc normalnie chodzić w nich nie mogę, bo nie widzę tego co przede mną. Ma to ma być moja pomoc PRZY druczkach i formularzach. I przy kompie powyżej iluś tam godzin. A, wybrałam oprawki przezroczyste, bo bałam się, że będzie mi przeszkadzać krawędź, dlatego też są większe. Ogólnie bardziej podobały mi się takie całkowicie kwadratowe, ale to był wzór męski i one były trochę za duże.

poniedziałek

Rano się odczuliłam (w piątek odczulałam Lilkę) i zaczynamy kolejny tydzień! Zaproponowałam w pracy, że chętnie będę pracować TERAZ, za to przysługujący mi urlop wykorzystam jesienią. Czekam więc na decyzję, bo wtedy będę wiedziała jak mogę zaplanować resztę wakacji (jeśli coś to będą to takie krótkie wypady).

Mieszko z kumplem i Łucja z Matim (dwie grupy, nie jedna) chcą iść na Deadpola i jest z tym filmem pewne zamieszanie. Chodzi o to, że na świecie film ma kategorię 18+, w Polsce 16+ i jest cała masa obrońców dziecięcej psychiki, która w kinach zwraca dzieciom uwagę, że są na to za mali. Co jest totalną bzdurą, bo jak zostawiasz ekipę na sali i wygrywasz dwie godziny, żeby zrobić zakupy w galerii handlowej, a oni dzwonią po 10 minutach, bo jakaś pani powiedziała im, że to NIE dla nich, więc wyszli, to wszystko idzie Ci do góry. Poinformowałam już Mieszka, że jeżeli ktoś się do nich dowali, to ma powiedzieć, że matka WIE, że ten film zryje mu beret i jest gotowa ponieść koszty psychologa oraz, że JEDNAK (mimo wszystko, świadomi wszystkich możliwych zagrożeń) obejrzycie TEN film.

Mamy również w planach wyprawę do szwedzkiego sklepu, bo zestawy dziecięce w ich jadłodalnii są przez lato za złotówkę, a tu jakoś do pierwszego trzeba dotrwać. Ponadto jedna multimedialna wystawa zrobiła fajną promkę na wakacje i pewnie się wybierzemy, bo cena regularna nas odstraszała, a jak dzieci wchodzą za friko, to też zupełnie inaczej to wygląda. W piątek muszę podskoczyć do gminy, z praniem już jestem na bieżąco, a wypłukane z soli maska i buty do wody schowane są na strychu w oczekiwaniu na kolejny rok!

w aucie włączyłam sobie kolejnego audiobooka – widzicie jakiego fajnego mam alikowego pen-drive? To cała seria ukryta w „lodach i plastikowych czekoladkach” i bardzo je lubimy!

Wszystkie kluby w Gangnam będą nasze

z mojego nowego koreańskiego serialu na Dinsey-u. „Zło absolutne” to takie trochę „Młode Wilki”, tylko, że akcja osadzona jest w Seulu. Leci mi to szybko, bo prasowania mam sporo!

Niedziela. Wychodzę na prostą z praniem. Tłok w kolejce do bębna wywołują jeszcze dywaniki, które trzeba wyprać, a po nich zawsze piorę ręczniki. Czyli pierwsza tura ręczników była wyprana zaraz po przyjeździe, a druga dopiero jak ogarnę dywaniki. Dwa razy zrobiłam sobie już peeling, bo pomimo filtrów 50, ja na twarzy, po takich wakacjach, robię się skwarka. Przyszło mi do głowy, że ostatni raz pływałam w morzu dziesięć (2014) lat temu w Bułgarii (jeszcze w małżeństwie). Gdzieś po drodze wyświetlił mi się filmik z gościem, który mówił, że pływanie morzu jest zdrowe bo synchronizujemy pulsowanie naszego ciała z pulsowaniem ziemi. I chociaż zabiegi kosmetyczne były tam po łebkach, w dwóch na trzy miejscówki NIE było ciepłej wody pod prysznicem, to włosy mam mocne, a paznokcie mi się nie łamią. W Albanii ciepła woda jest podgrzewana przez słońce w takich baniakach i dopiero na drugim kempingu umyliśmy się dokładnie.

Nie byłam wczoraj pobiegać, bo odwoziłam towarzystwo na konwent kultury japońskiej (wrócili już sobie sami) i myślałam, że może DZIŚ rano się sprężę? Nie udało się jednak, obudziłam się za późno, a chciałam jeszcze upiec ciasto na obiad do dziadków (z papierówkami!). Panny opiekują się kotami sąsiadów – muszą tam chodzić i się BAWIĆ z kotami i mają za to dostać jakieś wynagrodzenie. Absolutnie niepotrzebnie, oni zawsze pomagają przy naszej kotce, ale fakt, że u nas instrukcje są uproszczone. Gonię też panny, by pozbyły się na vinted ubiegłorocznych podręczników, ale one twierdzą, że zajmą się tym PÓŹNIEJ. Btw. klubów! Na tej pierwszej plaży były dyskoteki (zaczynały się po 20-stej). Padaliśmy na nos w tym upale, ale dźwięki rezonowane przez kanion słychać było aż za dobrze. Najpierw mnie to przeraziło, ale o północy wszystko cichło i robiła się idealna cisza. I dziś przeglądając insta odkryłam filmiki z tych dyskotek 😀 I wyglądały te / te imprezy nieźle! DJ podejrzewam, że na motorówkach przybywali z włoskiego Bari 🙂

zrzutka zdjęć chyba już ostatnia!

to koczowanie na lotnisku PRZED odlotem- towarzystwo gra w UNO, które też jest rozrywką grywaną masowo przez europejską młodzież na kempingach/ w tle zachód słońca. – nie mieliśmy ciepłych rzeczy, więc wyjęliśmy z bagażu parea
z tych klifów na końcu cypla niektórzy skakali. To było wysoko, ale tam dość głęboka woda była.
widać BUTY Łucji. Wszyscy mieliśmy buty do pływania, chociaż na początku panny się krzywiły, że paskudne

To co się Unii udało to ta wolna młodzież. Wszyscy się ze sobą dogadują, każdy ma jakąś bazową wiedzę geograficzną i tak naprawdę inny kraj to jak inne miasto. Mieliśmy na tych kempingach mieszanki z różnych krajów i to były bardzo fajne dzieciaki. Na tym ostatnim kempingu trzech (chyba Niemców?) rozwiesiło sobie hamaki tuż obok naszych namiotów. W nocy tam zalegli i zaczęli gadać, co mnie obudziło. Leżałam i tak myślałam, że jak poczuję jakieś zioło to wyjdę i zagrzmię, ale nic takiego nie nastąpiło. I tak wyjrzałam i zobaczyłam, że zasypiają, a jeden ma rękę wywaloną z tego hamaka i przewraca szyszki na ziemi. Tak jak mały Mieszko, który zasypiał z ręką na podłodze, bo zanim padł budował z klocków. W społeczeństwie, gdzie nie ma zakazów, nikt się nie buntuje, bo i po co? Wskakiwali do wody (jak świetnie ci Niemcy pływali!) i było ich dziesięcioro płci obu.

Na tej dzikiej plaży były grupki szczupłych długowłosych Hiszpanek i włoskie pary. Włoszki opalały się topless i miały włosy pod pachami. Niektórzy ludzie w namiotach spali bez ubrania i co mocniejsze nie naciągali tropików, więc rano, zanim się przykryli, dzieciaki miał szok 😀 Btw. Były też francuskie rodziny z dziećmi jej i jego. Wszyscy byli fit, bo zejście na plażę nie było łatwe i wprowadzało to pewną selekcję, ale cała Albania to dziesiątki. Nawet moja piękna Łucja miała w którymś momencie doła, że ona jest gruba i wszyscy są od niej atrakcyjniejsi. Fajnie jest być częścią społeczności łatwych i bezkompleksowych ludzi. Nikt się nie upijał i nikt nie potrzebował coś udowadniać. Jest w tej młodzieży bananowe przeświadczenie, że bycie Europejczykiem to górka drabiny społecznej i chociaż rodzi to inne problemy (to, że spada chęć kształcenia się – bo i po co?) i być może, jeśli wejdzie się w ten świat mocniej, to okaże się, że to wszystko jest powierzchowne, to to ogólne wrażenie jest cudowne.

Podsumowująco wrzuciłam na szafę listę co przywieźć z Albanii, gdybyście się wybierali i polecam Wam też rolkę gościa z tej ekipy, którą spotkaliśmy na lotnisku. Takie właśnie teamy młodych Europejczyków włóczą się po Albanii. Holendrzy przyjeżdżają własnymi autami, ale większość przylatuje i JAKOŚ dociera na miejsce, gdzie urzęduje przez naście dni.

Lila z Mieszkiem są dziś na konwencie anime – też cudowne miejsce pełne różnorodności, Łucja od rana randkuje z Matim, a ja siedzę z kotami sąsiadów. Wyjęłam ze skrzynki kartkę z Danii przysłaną przez dzieciaki i chyba zacznę szukać jakichś japonek? Wyjazdowo mieliśmy kilka kataklizmów. Przede wszystkim rozpadły się klapki moje (i dziewczyn!!!), czyli poszły trzy pary butów. Poza tym pierwszego dnia wlazłam na osę i spuchła mi stopa. Był to problem, bo musiałam przecież włożyć nogę do buta i prowadzić auto! Na szczęście jak dotarliśmy do cywilizacji poszłam do apteki, powiedziałam łacińską nazwę leku, który wiem, że zmniejsza mi odczyny alergiczne po ugryzieniach i ona dała mi coś PODOBNEGO. Lilka raz wlazła na jeżowca (krawędzią dużego palca) i potem już pilnowali, żeby ZAWSZE buty do wody zakładać. Nieroztropnie zajrzałam już też na mój rachunek telefoniczny i widzę, że NIE upilnowałam i złapałam parokrotnie albański roaming (to poza Unią, więc trochę łupnęło :/)