rutyny oswajanie

  • Lila, ja nie chcę!!! Co mam zrobić??
  • Napisz im, że jeszcze jesteś na wakacjach.
  • A jak zobaczą auto?
  • Pomogę Ci zrobić zdjęcie, na którym będzie Twoja głowa z palmą w tle.

Odezwali mi się pierwsi korkowicze i dziś rano odbębniłam pierwsze zajęcia. Bo to już połowa września! Zaczęłam zamawianie podręczników (większość panny załatwiły sobie używane, ale kilku nie ma), kupiłam sobie bilet miesięczny na kolejkę podmiejską i nie ma co się oszukiwać, że rok szkolny się nie rozpoczął.

⬇️Foteczki od dziewczyn z aparatu⬇️.

Ładny ten Berlin! Taki dekadencki i undergroundowy.

wodniście

Panny wróciły, z dworca odebrałam je w rzęsistym deszczu, czyli dziś od rana wszyscy realizujemy obowiązkowe zajęcia (w jednoosobowych podgrupach 😉 W piątek odebrali mi gabaraty i elektrośmieci (hura, TYM razem, nie przegapiłam) i pozbyłam się zalegających od miesięcy klamotów: starej lampy (a nawet dwóch!), spalonego AGD (blender, toster), zepsutego AGD (krajalnica, depilator, żelazko, opiekacz, kable, słuchawki, światełka choinkowe) i może optycznie sąsiedzi wywalili więcej, ale pomieszczenie gospodarcze, gdzie to składowałam, ODETCHNĘŁO.

Pochwalę również Mieszka, bo przez te cztery dni, on był moim kuchennym pomocnikiem. Nie tylko zrobił ciasto, ale również potrafi JUŻ zrobić bowla. Bowl wyszedł nam mocno keto (ziemniak, ryż, mięso, jajka), ale podczas kiedy ja kroiłam kartofle na przezroczyste plasterki, które później przyprawiłam i smażyłam na patelni by powstały z nich czipsy, Mieszko ugotował i obrał przepiórcze jajka, usmażył mięso i odmierzył i zagotował ryż. Ciasto też wyszło mu super i zabraliśmy je do dziadków. U dziadków pochłonął nas temat powodzi, bo mój kuzyn mieszka koło Jeleniej Góry i babcia przedwczoraj dzwoniła do swojego brata, czy Michał z dziewczynkami (on ma trzy córki) jest bezpieczny? Jest bezpieczny, ale tak myślę, że dołączę się do trochę może bananowego apelu, że jak to wszystko się skończy, jedźcie tam. Na ferie, na Majówkę i na wakacje. My tam byliśmy, jest cudownie, z przerażeniem patrzę na miejsca które latem widzieliśmy, a na tych relacjach o uratowanych zwierzętach to w ogóle jak bóbr płaczę.

Poniedziałek. Na ten tydzień mam odczulanie z Lilką, czekają mnie dwa dni poza domem, planuję też zasadzić kupione w sobotę roślinki! Pogody mówią, że lata już nie będzie, ale z przerzucaniem garderoby jeszcze chwilę się wstrzymam.

Era viva no quasi

-wróciłam do oglądania włoskich „Przyjaciółek”. Na początek obejrzałam ponownie sezon drugi i znowu mnie wciągnęło. Ten tekst z tytułu to Lenu o Lili. Elena zastanawia się co nie tak jest z jej życiem i dochodzi do wniosku, że u niej wszystko jest PRAWIE. A u Lili nic nie jest quasi!

Panny już wrzuciły bagaże do skrytki na dworcu i za kilka godzin ruszają z powrotem! My z Mieszkiem jedziemy do dziadków i mam plan, żeby upiec ciasto z orzechami. W nocy była burza i dziś na spacerze z Bibs napchałam sobie kieszenie świeżymi orzechami. Jak potrząsnęło drzewkami to było co zbierać! Młody bez sióstr trochę się wynudził i chociaż była i wyprawa do kina (Nie mów zła całkiem nam się podobało!) i wczorajsza wycieczka, to się stęskniliśmy!

Lilki ucho ma się chyba dobrze. Tak naprawdę to miało to być lewe ucho, ale panna miała w ubiegłym tygodniu zapalenie ucha (znalazł się jakiś antybiotyk w szafce i zaleczyliśmy), więc woleliśmy TEGO lewego nie ruszać (taka akcja w naszym stylu, gdzie plany zmieniają się w ostatniej chwili). A może tak miało być, żeby od początku zrobić w prawym uchu? Berlin był ludny i dżdżysty z przejaśnieniami. Panny chodziły po galeriach i wystawach (były chyba aż w trzech!) i piły dużo berlińskiego przysmaku, który urzekł nas wiele lat temu, czyli napoju z imbiru. Zadowolone!

Dożynki!

Skierniewickie Święto Kwiatów Owoców i Warzyw to tak naprawdę takie większe dożynki. Btw. bardzo podoba mi się jak to święto (DOŻYNKI) się rozwija w naszej kulturze. Było więc mnóstwo dekoracji ze świeżych kwiatów, owoców i warzyw, były liczne stragany z kwiatami, krzewami, drzewami i cebulkami, mnóstwo jadła i inne atrakcje. W tym roku była też parada aut (tu taka ciekawostka, bo auta były OZDOBIONE tymi plonami lasów i ogrodów) i taki trochę może niespójny, ale bardzo uroczy pokaz różnych kultur. Czyli chiński smok, motocykliści oraz roztańczony orszak promujący kulturę amerykańską. Wielkie auta i ludzie tańczący muzykę coutnry. Tuż obok sprzedawano kanapki ze smalcem i ogórkiem kiszonym, więc był to głośny i idealny miszmasz absolutnie wszystkiego. Ale podobało nam się, mam TRZY sadzonki do mojego ogródka, naście różnych kwiatowych cebulek, które pewnie pogryzie Miaustra jak wykiełkują i sznurek po obwarzankach, które zeżarł Mieszko.

Ideę podrzucili dziadkowie, którzy planowali tam być, a ja po prostu zaproponowałam, żebyśmy pojechali razem! Tym bardziej, że nie ma panien, więc mieścimy się wszyscy do jednego auta.

Śmiesznie było, gdy jechały te STARE samochody, na jedno czekała na poboczu jakaś część rodziny. Gdy w końcu się pojawili, to ci stojący ucieszyli się i krzyknęli: Myśleliśmy, że znowu pchacie!, bo jak wiadomo te stare auta są klimatyczne, ale niestety często zawodne! 😀 Tu roleczka, a niżej kilka fotek:

to mi doszło!
widzicie to wiadro z dyniami na dachu?
a to auto miało WIANEK
Trzy kwiatowe gracje i durna baba, która robi im diabełka
a te instalacje były niesamowite: widzicie jaki miks porów, kwiatów i zbóż?

Schwestern

A dokąd to panny pojechały? A do Berlina! A po co? A bo Lilka chciała zrobić sobie dziurki w uszach na Kreuzbergu!

Projekt NIE był nowy. Gdy byliśmy w Berlinie ostatnio (ferie: dwa i pół roku temu), Łucja była pół roku po założeniu kolczyka w pępku. Trafiłyśmy wtedy do studia piercingu, gdzie panna młodsza wpadła na pomysł, że na 16-urodziny (które miała w marcu tego roku), ona zrobi sobie TU, w jednym uchu, dwie dziurki. Znajoma od piercingu mi kiedyś mówiła, że z dwiema dziurkami na raz jest problem, bo po pistolecie uszy trochę puchną i jak robić naraz w JEDNYM uchu, to trzeba u piercera, żeby było igłą.

Panny do stolicy Niemiec pojechały pociągiem i autobusem, bo trwa akurat przebudowa Berlin Hauptbahnhof i od Frankfurtu konieczna jest przesiadka do busa. Z drugiej strony miał do nich dotrzeć Diabli, który w tej chwili pracuje tak, że pięć dni spędza w Hamburgu, a dwa w Berlinie. Rodzic był konieczny, bo zabieg został wykonany na niepełnoletnim dziecku i potrzebna była zgoda któregoś z nas. Zapewnił dziewczynom nocleg na tę pierwszą noc, nakarmił i przewiózł rzeczy do ich hotelu, gdzie spędzą kolejne dwie noce. Panny mają dość gęsty grafik planów, ale dziś na śniadanie miały zabrać ojca na najlepszą szukszukę na libańskiej ulicy. Pogoda jest dżdżysta, ale do przemieszczania się w mieście taka akurat jest bardzo dobra. Btw. akurat w ten weekend odbywa się Berlinen Art Week.

Technicznie rzecz biorąc pasował nam wrzesień, bo nie było na ten miesiąc żadnych planów i szkoła się dopiero rozkręca. Bilety na kolej kupowaliśmy przez PKP, bo o dziwo DB tym razem było droższe, czyli zawsze warto porównywać. Jeśli chodzi o nocleg ważne było, żeby załapał się w granicach drugiej strefy, żeby obejmował go bilet miejski.

I jak? Zrobione! Oczywiście okazało się, że to to studio jest na East Side, a nie Kreuzebergu i na DZIŚ nie było już miejsc, ale Diabli to załatwił, podpisał wszystkie zgody na zabieg i pojechał do roboty. A panny zrobiły to co było zaplanowane!

Jakie kosmetyki do włosów nam zapakowałaś?

-Łucja do Lili

  • Widzisz Lila jaka intryga? Ona pisze list, żeby doprowadzić do spotkania Backinghama z królową! Do każdego z osobna podszywając się pod to drugie!
  • Która to królowa, mamo?
  • Ta co była obok króla.
  • A który to król? Jezus, czy ten drugi?
  • Jezus. Ten lokowaty.

Obejrzałyśmy z Lilką „Trzech muszkieterów” ➡️ wersję z 2023 (Amazon). DOBRE! Widzę, że jest już sequel, tylko na razie jest extra płatny. Ale TAK zakończyli tę część (porwaniem Konstancji, czyli ukochanej D’Artagnana), że czekamy aż nam to odblokują, bo 🪶płaszcz i szpada są jednak BARDZO wciągające!

Panny dziś ruszyły na wycieczkę. Wczoraj było pakowanie, a największe awantury było w kwestii kosmetyków do włosów. Technicznie tylko Lilka jest włosomaniaczką, ale KAŻDA używa innych rzeczy w trosce o swoje loki. Odwiozłam je na pociąg (na styk było, bo panna młodsza DŁUGO rano wychodzi), a teraz już przesiadły się i jadą autobusem (fotka niżej). Więcej szczegółów jutro, ale czeka mnie czas wolny z Mieszeczkiem. Jakiś taki nam się ostatnio smutny wydaje, wczoraj z dziewczynami go rozbawiałyśmy, więc może zabiorę go do kina na jakiś thriller?

11.09

Lila ma ciekawą panią od fizyki. Babka spędziła sierpień w Japonii, kręcąc się w okolicach Hiroszimy, bo ciekawi ją tematyka broni jądrowej. Chce puścić uczniom jeden film o tym co dzieje z ciałem poddanym promieniowaniu, ale by tak się mogło stać, cała klasa musi na to wyrazić zgodę. Inny temat gdzie ich o to zapyta, będzie związany z kalorycznością. Dla wielu osób liczenie kalorii jest tematem niezręcznym i mogą się w nim czuć niekomfortowo. Naprawdę niesamowite jest współczesne uwrażliwienie edukacji. Ja nie mam takiej cierpliwości, więc szacunek do wszystkich którzy ją mają!

Mamy do odbioru dowód Lilki (jadę z nią dziś) i jej paszport (pojadę jutro, bo jest mi do tego niepotrzebna). Pewnie jak pojedziemy do gminy to wpadnę na znajomego, który jest zastępcą wójta i wiele lat temu 11.09 spędzał na Manhatanie (bo tam mieszkał). Co roku robi akcję nagłaśniającą atak na WTC, tak że zapomnieć się nie da!

A jak pokażę Wam dziś amerykańsko-osławioną kukurydzę. Czy to roślina niewymagająca, czy po prostu lepiej znosi ocieplenie klimatu (?), ale na rynku niedługą będą ją chyba sprzedawać na kilogramy, a nie kolby. Jest jej pełno, nie straszne jej suche lata i rośnie u każdego. My kupujemy u takiego gościa, który specjalizuje się w czosnku, ale wysiewa także kukurydze i ścina to co wyrosło przy płocie. Jest zupełnie inna niż z tych styropianowych tacek z marketu. Trzeba ją obrać, pościągać te włochate liście i nawet po ugotowaniu ma wyraźnie wyczuwalne ziarenka. Ja ją ciosam, mieszam (w MISCE Z BOLESŁAWCA) z masłem i solą, a z tej sklepowej, po takim zabiegu, robi się taka papka!

wilgotność- 95%

  • Mamo, może JA Ci pomogę?
  • NIE, Lila. MIESZKO!
  • Ale dlaczego nie mogę to być ja, a musi być on?
  • Bo dawno temu, ja pomagałam babci i babcia wtedy powiedziała, że ma nadzieję, że ja w moim domu NIE będę musiała tego robić. Nie nauczę Cię, żebyś TY nie musiała. Zatrzymamy przeznaczenie na mnie.

Raz na jakiś czas zatyka mi się zlew. Nic do niego nie wlewam, traktuję go z czcią, ale i tak raz na jakiś czas woda STOI. Mojej mamie też tak się przydarzało i pamiętam, że za czasów studiów, gdy przyjeżdżałam do domu, Lutka wyciągała sprężynę i mówiła: Dobrze, że jesteś. Pomożesz mi. W piątek pomagał mi więc Mieszko, ale NIE udało nam się. Wchodziło 3,5 metra i się blokowało. Wczoraj wezwałam hydraulika z assistance, dzieci go przyjęły, bo ja byłam na zebraniach i JUŻ wszystko działa! Co prawda powinnam do niego jeszcze zadzwonić, bo jakieś uwagi mi napisał, ale najważniejsze, że sprawa załatwiona!

Wtorek. Z Lilą byłam na rynku, bo dziewczyna ma dziś na drugą zmianę. Była o tym dyskusja na jej wczorajszym zebraniu, czy ten plan lekcji MUSI tak wyglądać, ale podobno MUSI. Obie panny mają wycieczki i podobnie jak Mieszko NIE jadą. One akurat obie nie chcą i jest mi to na rękę. Coś innego im wymyślę w zamian! Niżej macie jesienną Bibi. To z ubiegłego tygodnia, bo w tym SIĄPI.

No to kolejny tydzień!

Dziś mam DWA zebrania i na dodatek większą część dnia wypadło mi być poza domem. Jest gotowy do odbioru paszport Liliany, ale to może w środę dam radę? Być może jest też już jej dowód? W czwartek panny na chwilę wyjeżdżają, a w sobotę wybieram się z dziadkami i Mieszkiem na Festiwal Ogrodniczy. Dom mam z grubsza ogarnięty, ale na jutro muszę wezwać hydraulika :/ Powinnam podskoczyć do biblioteki, po jakieś tam lektury, bo szkolne biblioteki jeszcze nie działają i zapisać dzieciaki do tych lekarzy, co mam skierowania.

Relaksacyjnie mam dla Was fotki z piątku. Ci zakochani po szkole szukają zamków i pałaców i jeżdżą tam sobie na spacer (i kawę). Wspaniale!

Jesieniarstwo

Ale się dziś na obiedzie u dziadków ojadłam! Siedzę teraz taka sztywna i zastanawiam się czy to już jest etap do hospitalizacji czy jak ściągnę spodenki i będę siedzieć w majtkach to mnie to uratuje? Jeden kotlecik w moim wieku zdecydowanie wystarczy – nauczka na przyszłość!

Z zadowoleniem patrzę na deszczowe przyszłotygodniowe prognozy i nawet sobie gdybałam o grzybobraniu, ale inna atrakcja (na kolejną sobotę) nam z dziadkami wpadła, więc wyprawa do lasu się przesuwa. Ale planując tydzień myślcie o GRZYBACH Wy, może WAM się uda? My w ramach zaprzyjaźniania się z jesienią wymieniliśmy wianek nam i dziadkom! Ach, no i wynalazłam krzaczki (samosiejki i odnogi), co to je z ICH ogródka wykopię (niech no tylko ciut popada) i wsadzę u mnie!