after taste

  • Lil, to jest ten adwokat, który kupiłam z Mieszkiem, gdy kupowaliśmy mu przekąski na podróż.
  • Ten poprzedni już zużyliśmy.
  • Tak. Dwa lata nam to zajęło! Teraz TEN będziemy dodawać do ciast. Chcesz spróbować? Czuć, ze to alkohol, ale chyba lepszy niż ostatni.
  • Ten alkoholowy after taste jest straszny… Ale zdecydowanie lepszy niż poprzednia butelka!

Tak się z Lilką zabawiamy! Byłyśmy też wczoraj na bao sushi, czyli na daniu, które cieszy się wyjątkowym hypem. Za to Mieszko w tym czasie zwiedzał Morskie Oko, pływał w hotelowym basenie i chyba nawet coś zjadł!

Łucja tymczasem spędziła noc w czeskim Libercu i pojechali dalej!

Obsypię Cię pieniędzmi. Będziesz jeść same pomidory. Będę chodził z Tobą do kina, tylko nie opuszczaj mnie

-Witkacy w liście do żony. Te pomidory najlepsze 🙂

  • Synu, WYCHODZIMY. Za 7 minut mamy być pod szkołą.
  • Nie ma mojej kurtki.
  • Jak to nie ma Twojej kurtki?
  • No nie ma…
  • Sprawdź w aucie. Ja poszukam na wieszaku! Może jest pod czymś… Kluczyki do auta w miseczce.
  • [chwilę później] Nie ma… Musiałem zostawić w szkole.
  • SUPER. Znajdę zimową.

Bieg do szaf, znalazłam zimową. 6:12. Za 3 minuty powinniśmy być pod szkołą. Wychodzimy, wsiadamy do auta. Młody:

  • Jednak autem? – w planie a) mieliśmy iść pieszo, bo nie wiedziałam ilu rodziców odwiezie swoje dzieci i jak tłoczno będzie na parkingu pod szkołą.
  • JEDNAK tak. Za późno jest, żeby iść na piechotę. Wytrę szyby… Co to na NICH jest??? Qrcze, szron!!!! Idziemy z buta, będzie szybciej.

Idziemy. Podbiegamy. Patrzę na zegarek: 6:22. Mieszko chwilę wcześniej gadał przez komórkę z kolegą, wiedzą, że idziemy. Będziemy za 3 minuty. Rozprężam się i przypominam sobie:

  • Nie dałam Ci w końcu żadnej gotówki. Ale masz karty.
  • Karty. Nie wziąłem. Zapomniałem.
  • Dobra. Daj mi plecak i ja idę z walizką dalej, a Ty biegiem do domu po karty.

Doszłam do autokaru, wstawiłam jego walizkę, zagadałam do wychowawczyni i WTEDY zdyszany młody przybiegł. Wsiadł do busu, usiadł koło koleżanki, bo to było jedyne wolne miejsce i pojechał w Tatry! Koniec końców nie zabrał dowodu i legitymacji szkolnej, a resztę chyba ma 😀

Zaraz jedzie jeszcze Łucja i na kilka dni zostaniemy z Lilą same. Ja dziś jeszcze mam jedną urzędową sprawę i muszę podbić do szkoły Łucji, więc z pracowymi planami szykuje mi się dzień poza domem, ale i tak wymyślimy sobie jakąś atrakcję dla nas DWÓCH! Nawet jeśli będą to tylko pieczone jabłka z żurawiną. 😻

zielona szkoła- wyjazd jutro o szóstej

Pojechałam rano z Mieszkiem do piekarni. Pytam się go:

  • KTÓRE?- [buły w sensie]- Dwie pampuchy i pączek pistacjowy?
  • Czekaj. Sprawdzę obiad w szkole. Dziś gitez będzie.
  • To ile tych pampuch? – to takie puchate bułki z ciasta pizzowego z serem i sosem pomidorowym.
  • Weź trzy. I pączka.

Ja tu myślałam, że skoro obiad gitez to może JEDEN pampuch wystarczy 🙂 Pytam się go potem, bo pierwsza lekcja, na którą się właśnie spóźnialiśmy, to był niemiecki:

  • Wie heißt du?
  • So lala
  • Du bist amazing 🙂

I tak sobie pogadaliśmy, nieprawidłowo oczywiście, bo przecież ja pytałam Mieszka o imię, a on mi odpowiedział jak się czuje, ale sprawdzian później napisał DOBRZE! Urwanie głowy mamy z tą jego nieoczekiwaną wycieczką. Wyjazd jest w góry i potrzebne były buty trekkingowe, których NIE mieliśmy. Byliśmy więc wczoraj w sklepie, gdzie spotkaliśmy jego panią, która powiedziała jak bardzo się cieszy, że młodzian jedzie. Jest naprawdę cudowna, więc chwilę pogadaliśmy o dowiedziałam się, że jeszcze muszę dać leki na wszelki wypadek. My, oczywiście, w domu leków NIE mamy, czyli dziś byłam też w aptece po paracetamol i ibufen (jakie drogie te leki!!!). Byłam też u niego w szkole popodpisywać dokumenty wyjazdowe i przy okazji odebrałam opinię do poradni. Wizytę mamy w połowie listopada!

pocztówki z Podlasia

Kilka dni temu włączyłam piecyk w łazience i Miau zaczęła realizować nocne spanie poza naszymi łóżkami. Tam ma ułożoną całą konstrukcję z kocyka i swetrów i uwielbia to zimowe legowisko! Rowery wywiezione, bagażnik mam zawalony oponami, czyli w wolnej chwili muszę zadzwonić do warsztatu i się z nimi umówić.

Dzieciaki już ruszyły w podróż do mnie i będzie ten tydzień nietypowy. Klasa Łucji pojechała na wycieczkę do Estonii (oni bardzo tanie mają te wyjazdy), ale panna z Matim zostali. W ten sposób powstał im tydzień wolnego, który chcą spędzić razem. W planach mają wyprawę do parku wodnego i do… Czech! Tam odbywa się jakiś rajd, a Mati to samochodziarz i chcą w tym wziąć udział (jako obserwatorzy). Wyjeżdża też Mieszko, który ma szkolną wycieczkę! Miał na nią nie jechać, bo droga, ale jeden rodzic przepisał swoje dziecko do edukacji domowej i nie ma możliwości wycofania opłaconej kasy. Tym sposobem młody wskoczył na opłaconą miejscówkę. Będziemy oczywiście tego rodzica łapać, żeby mu choć coś tam zwrócić, ale jeśli się nie uda, to po prostu młody na zbiórkę przed szkoła pójdzie z jakąś paką drożdżówek albo podróżnych przysmaków, żeby wszyscy coś mieli z tego jego wyjazdu. Mi natomiast szykuje się tydzień gdzie więcej dni będzie poza domem niż w domu, co pewnie najbardziej unieszczęśliwi Bibs. Wszędzie kuszą wielkie ozdobne dynie, ale z kupowaniem zaczekamy do przyszłego tygodnia!

Sport narodowy 🍄‍🟫

W którą stronę by nie spojrzeć jesienią wszyscy biegają. Ba, nawet JA zaczęłam się zastanawiać, że może by tak Mieszka wyciągnąć, żeby ze mną jakąś piąteczkę machnął? Namówimy też jego kolegów i się młodzian przebiegnie. Muszę popatrzeć na te biegi…

Biegi jednak biegami… ALE jesienią, naszym narodowym sportem jest grzybobranie!

Dziś pojechałam. Sama, z moim dzikim psem Bibi. Ubrana w dresik, bez lęku, weszłam w leśne ostępy, bo tuż obok mnie jest moja strażniczka. Bardzo, bardzo jestem szczęśliwa, że ją mam i ona ZAWSZE ochoczo gna tuż obok! A bez dzieci, bo dzieci rano zabrał Diabli. Jego mama, a ich babcia, obchodzi okrągłe urodziny (70). Btw. to nie to, że on się jakoś wcześnie urodził, ale jest młodszy ode mnie o ponad 4 lata, więc 20 letnia różnica wieku pomiędzy nami jest logiczna. Nieważne. Z okazji takiego wydarzenia cała ich rodzina pojechała na wspólną wycieczkę! Niedługo, bo już jutro, wracają. A grzyby? Zazdrościłam całemu światu tego grzybobrania i już NIE mogłam dłużej czekać.

Grzybia gorączka ogarnęła chyba wszystkich! Wzdłuż lasów sznur aut. To nawet nie jest tak, że one wjeżdżają w te leśne ścieżki, bo parkują tuż przy drodze. Odjechałam od cywilizacji 30 km i trafiałam w lesie na innych grzybiarzy. Jakiś koleś przez telefon obsługiwał klienta od instalacji rolet. Bo w lesie są wszyscy! Wszystkie zawody i wszystkie grupy wiekowe. I wszyscy z tą grzybią gorączką w oczach. Nie znalazłam DUŻO grzybów, ale są. Przy tylu ludziach, one SĄ. Znalazłam również w lesie szkielet jakiegoś dużego zwierzęcia. Filmik wysłałam dzieciom, żeby w drodze na te Podlasie miały co oglądać 😀

Wszystko, co warte wysiłku, zaczyna się od złego pomysłu.

-„Król z bliznami”. Zaczęłam czytać książkę, którą dostał na święta Mieszko i wciągnęło. Napisana jest w ten irytujący sposób, że są dwa fascynujące wątki i rozdziały są naprzemiennie albo o jednym, albo o drugim, ale jest to na tyle dobre, że chyba kupię kolejną część!

  • Mamo, mam takie marzenie, że jak będę bogaty…
  • Tak synu?
  • To kupię wszystkie smaki kabanosów.
  • To może kupimy dzisiaj jakieś różne?
  • Tak? Ile opakowań?
  • Powiedzmy dwa różne.
  • To wezmę papryczkę piri piri i te z cheddarem.
  • Extra.

Dziś po bieganiu zabrałam Mieszka na zakupy. Łucja miała jazdy, Lilka pojechała do pewnego sklepu z kosmetykami, po konkretny preparat ratujący jej cerę, a ja wzięłam sobie młodego. I staliśmy w kolejce do wędlin, ja donosiłam do wózka różne rzeczy, a on zerkał na alejkę z kabanosami. Jak zaczął mówić to gość przed nami aż się obejrzał. „MAM marzenie…” I każdy myśli, że padnie coś w stylu dom w Marbelli, limonkowe Ferrari, gajer od Zegny (ups, to marzenie jego ojca), a on wyjechał z kabanosami. Cud, że opieka społeczna tego nie usłyszała 🙂

Niemniej jednak skorzystałam z jego sił i chęci i podjechaliśmy później do ogrodniczego. Miałam upatrzoną przepiękną przecenioną donicę, ale teraz jak mnie na nią stać, to donice już zniknęły. Weszliśmy więc obejrzeć donice w hali, a tam były tylko TAKIE mniejsze i bez dziurek :/ Trudno. Za to jeszcze bardziej poprzeceniane, więc KUPIŁAM. Miała być zielona, jest ceglasta, no i była BEZ odpływu. W domu wyjęłam WIERTARKĘ i nawierciłam dziurki, a potem przesadziłam oliwkę! Do poprzedniej donicy wsadziłam kwiatki (stoją przed domem). Powyrywałam chwasty, dosypałam kory, dosiałam trawy, a porządkując PRZED domem, odkryłam, że mam JEDEN owoc pigwy. Bardzo to miłe, że choć jeden ocalał! Tym samym porządki ogrodowe przed zimą uważam za zakończone. Muszę jeszcze tylko kupić kaptur ogrodniczy, ale to już chyba przez net zamówię! Tu roleczka, a niżej kwiatki!

promenada kubków

  • Synu, a dlaczego nie chciałeś, żebym rano sama pojechała kupić Ci bułki do szkoły? Złe Ci wybieram? – jechaliśmy rano z młodym do piekarni, przed jego szkołą (były okolice godziny siódmej) – Mógłbyś dłużej pospać!
  • Nie, ale Ty zawsze robisz potem side quest – wczoraj jak mu podrzuciłam rano bułki to go nie widziałam, za to spotkałam jego koleżankę i dałam jej, a ona dała jego koledze i ten rogalik z pączkiem wędrował w torbie przez pół klasy, zanim dotarł do niego.
  • Mhm. Chodzi o wczoraj? A jak oceniasz tę herbatę? Kupiłam nowy syrop. Imbir, cytryna. Nie uważasz, że pyszna? – herbatę pijamy w aucie (przelewam ją do wąskiego kubka, który mi się mieści w auto-podstawce).
  • Nie jest zła, ale jestem die hard za malinę.

Piąteczek! Dziś smarki jadą całą ekipą gdzieś do miasta na lunch, czyli ja mam wielkie dojadanie zupy dyniowej. Trochę ostatnio wychodziła nam oszukana, bo nie miałam soczewicy i daal robiłam na grochu. Ale byłam rano na rynku i już mam, więc od przyszłego tygodnia będzie już wersja premium.

Najważniejszy plan na weekend to wywiezienie rowerów do dziadków i przywiezienie opon. Z rowerami zrobiłam kiksa, bo w poprzedni weekend wywiozłam jednoślad Łucji, a ona jeszcze jeździła. Lila nie jeździ, bo trzeba z nim do serwisu (zrobimy to na wiosnę), a Mieszko nie jeździ, bo wyrósł (trzeba schować na zimę i na wiosnę sprzedać). No, ale skoro omyłkowo wywiozłam rower Łucji, to tym bardziej można wywieźć pozostałe. Mój na razie zostaję, bo jeżdżę. I jest rower sprzętem cudownym. Wysiadam z kolejki, idę pod daszek, żeby go odpiąć i jadę! Wiatr mnie odświeża, głowa się oczyszcza i nawet jak mży to TO nie przeszkadza! Nic nie wyszło z mojej karty multisporta, lecz nie będę jej na razie wykupywać, bo nie mam kiedy, a ruchu mam sporo!

A tu macie wszystko: Dwa pozostałe rowery pod plandeką, mój rower przy drzwiach i trzy kubki, które mają wąską postawę i mieszczą się do auta. ALE jak muszę wstawić kubek, to muszę wyjąć poprzedni, w którym herbata już ostygła. I żeby nie wnosić do domu, gdzie będzie szczekała Bibi, poirytowana, że ja wychodzę, ALE nie z nią, ustawiam je pod domem. I w ten sposób powstaje kolekcja kubków z auta, które MUSZĘ później sprzątnąć.

korekta korekty korekty

Złożyłam dziś pit-a. A to nie jest tak, że pita składa się do końca kwietnia? No jest tak. Tyle, że ten mój pierwszy pit był źle wypełniony, więc składałam korektę. A później kolejną. Korektę korekty. Ta złożona w sierpniu również była nieprawidłowa, o czym wiem od 1 października. Czyli powinnam była złożyć kolejną korektę. Korektę korekty korekty korekty? (nie wiem ile razy). Zadzwoniłam więc na infolinię podatkową i bardzo miła pani chciała mi pomóc (cudowni i empatyczni ludzie tam pracują).

  • Proszę się nie nie denerwować. Ja Pani pomogę. Teraz jak weszłam w pani konto, to pani w ogóle nie dodała pitów 11. A ma ich Pani aż cztery. A nawet pięć. Trzeba zsumować dochód ze wszystkich i dodać do kosztów uzyskania przychodów w 2023. Ja Panią poprowadzę. Krok po kroku.

Czułam, że zaraz wybuchnę szlochem od tego zsumować i uzupełnić, więc się rozłączyłam. Nie dałam rady, więc nadszedł moment, by przekazać zadanie osobie, która ma do czynienia z finansami na co dzień. Bo to zaraz 2025, a ja 2023 mam niezamknięty! I dziś mój Pit w końcu został wysłany! Za tydzień muszę zadzwonić do Skarbowszczaka czy wszystko gra, ale już czuję się lekka jak piórko!

  • Lila, widziałam rolkę gościa, który powiedział, że każdy powinien mieć na koszulce napis ze zwrotem jaki mówi najczęściej… Ale nieźle było by też gdyby mieć zwrot jaki najczęściej słyszymy. Dla Ciebie bym dała: „Dlaczego taka jesteś?”
  • CZEMU taka jesteś! Nawet nie możesz dobrze zapamiętać! „CZEMU TAKA JESTEŚ?!”
  • Ach, dokładnie! Czemu? A co byś dała dla mnie? Zawsze inni nas lepiej oceniają niż sami się oceniamy.
  • Dla Ciebie bym dała to co mówi do Ciebie Mieszko, kiedy przyłapał Cię na twerkowaniu. „MATKO, co Ty ZNOWU robisz?!”

pada

  • Lila, to chyba Twoja nauczycielka z podstawówki! – wykrzyknęłam w aucie do Lili, na szybko przebiegającą przez jezdnię, skuloną postać.
  • Nie. Albo tak. ONA.
  • Skąd ona ma taki płaszczyk? – zawsze na jesieni dochodził mi płaszczyk i teraz widzę je wszędzie…
  • To płaszczyk kobiet po rozwodzie.
  • Bardzo śmieszne. I co w nim takiego rozwodowego?
  • Brak paska i guzików. Wy się tak nimi owijacie.

I ja przemykam się dziś między kroplami, ale to chyba koniec dni POZA domem w tym tygodniu, więc jutro już będę mieć sucho 😉 Zapisałam panny do fryzjera, a Mieszka do poradni. Czeka na mnie, na wspólny wieczór, górka prasowania i mam dylemat czy aby nie ruszyć z jakimś horrorem? Październik to wysyp mrocznych filmów i tyle ich wrzucili, że aż trudno wybrać CZEGO tu się bać. 🥷

My poranne z Lilką. To tzw. zimowe koszulki, czyli takie pod COŚ. Moja była POD bluzę, w której szłam na spacer z Bibs. I tak żeśmy NIEZALEŻNIE się wyszykowały, że OBIE wybrałyśmy TĘ samą! 😀

Dziś w drodze

  • Czym się martwisz Łuczku?
  • Nie wiem jaki w-f wybrać na studiach…
  • Czyli studia już wybraliśmy?
  • Tak… Ale teraz patrzę na w-f. Nie wiem czy się dostanę na pilates, bo jest mało godzin, więc chyba na wszelki wypadek zapiszę się na „zdrowy kręgosłup”.
  • To rzeczywiście dramat 🙂 A jak tam nauka do matury?

Weszłam wczoraj na dziennik Mieszka, co to na niego wchodzę ostatnio często, bo czekam na pismo ze szkoły. I odkryłam, że młody został wytypowany do reprezentowania swojej klasy na spotkaniu w innej szkole o Erasmusie. Ja go jeszcze nawet nie zgłosiłam do programu (zresztą cały czas nie wiem czy się zgłosimy, bo mamy średnie warunki lokalowe do przyjęcia jakiegoś dzieciaka), a on już został wybrany. On i dziewczynka z Wietnamu, dla której angielski jest właściwie językiem pierwszym. Bardzo jestem dumna, młody w środę nie ma lekcji, bo będą gdzieś tam jechać, by reprezentować jacy to są fluent w języku Szekspira! Dla równowagi sukcesów ciemne rzeczy wyprały mi się z papierową chusteczką i wszystko będę musiała rolować :/ No cóż, sezon chusteczkowej czujności rozpoczęty!