bailando

Dzień rozpoczęłam z impetem, bo rano pojechałam pobiegać. Ambitne rozmawiając z dziewczynami o dzieciństwie i samodiagnozach psychologicznych, zrobiłam pięć kilometrów i zahaczając o piekarnię, wróciłam do domu. Plany były różne, ale przytuliłam się do Lilki i cyk… obudziłam się o 12-stej… W tej sytuacji pojechałyśmy do sklepu, zrobiłyśmy uzupełniające zakupy i przygotowałyśmy TRZY desery! Ciasto bananowe (przy okazji zaczęłam przetwarzać skórki bananów na nawóz), tiramisu (bo ostatnim razem trafiłam promkę na mascarpone 1+1 i miałyśmy w lodówce trzy opakowania) i jaglankę, która jest wstępnie gotowa, ale muszę obrać do niej orzechy. Powstał też prosty obiad (tłuczone ziemniaki, brukselka i kiełbaski) i szczęście psa osiągnęło zenitu. NARESZCIE normalnie gotują! Z Łucją było zdecydowanie minimalistyczniej w kuchni!

🎺🎺🎺

Panna najstarsza tymczasem raczy się wiadrami świeżego mango i wczoraj dotarli na wyspę Cozumel. Gdyby popłynęli kawałek dalej dotarli by do Havany, a gdyby jeszcze kawałek to przybyli by na plaże w Miami. Niemniej jednak zawrócili, gdyż Meksyk jest cudowny! Wszędzie grają mariachi: byli i przed ich hotelem, i na promie na wyspę i na każdym placu, gdy panna nagrywa nam jakiegoś vloga albo głosówkę, to w tle śniadzi i głośni mężczyźni w wielkich kapeluszach atakują gitary, mandoliny i trabki wykrzykując coś z bailando w refrenie 😀 Na wyspie się spiekli, a dziś są już w drodze do Tulum. W Tulum jest aztecka świątynia!

piątunio

Miałam wczoraj wieczorem zebranie w szkole Mieszka i wróciłam z kartką zapisanych informacji. Dzień Patrona, rekolekcje, nieobecności, spóźnienia, dni wolne, problemy klasowe…

  • Synu, a to przesiadywanie koło kibla z klasami ósmymi, to Ty?
  • Nie. Mnie tam nie ma. Mówiłem Ci.
  • Czterech uczniów ma stypendium. Ile tego jest?
  • Stówa.
  • Miło było by przytulić, nie?
  • Dam radę bez.
  • Ale paseczek na koniec wyciśniesz?
  • Może.

Poszłam do Lili i ona jak mnie zobaczyła to powiedziała:

  • NIE.
  • Co, nie?
  • Nie spełnimy Twojej chorej fantazji.
  • Ale, Lila… To byłoby piękne, gdybyście wszyscy…
  • Nie będziemy mieli WSZYSCY paska.
  • Ale to OSTATNIA szansa!
  • Ostatnia to była, jak Mieszko był w czwartej klasie.
  • Wtedy Ty byłaś w ósmej i miałaś najgorsze świadectwo w historii, a Łucja miała poprawkę. TERAZ, jest TEN moment!

Dobrze, że piątek. Dużo się w tym tygodniu działo i nie wiem co będziemy robić w weekend. Dziadki dotarły do kina na Dylana i były zachwycone, a my mieliśmy pójść na Nosferatu, ale nigdzie już tego nie grają.

🪇🪇🪇

U Łucji pogoda cudowna, wczoraj weszli szli jakąś ulicą i jeden sprzedawca krzyknął za Matim: Lucky Guy! Ale było to jednostkowe, bo wszyscy biorą ich za RODZEŃSTWO. Cóż, są podobni! 😀

to chyba jakieś mango. Na innym zdjęciu Mati był z kokosem

🦩🦩🦩🦩🦩

Wrzucę Wam też ich dwie fotki ze studniówki, bo akurat zaczynają mi schodzić! Aż trudno uwierzyć, że te zdjęcia dzieli sześć dni. Podróże to jednak wehikuł do innych rzeczywistości.

„wleciało pierwsze guacamole”

  • A jak Mieszko radzi sobie w szkole? Jakie ma stopnie? – zapytała mnie pedagog.
  • Dobre. Bardzo dobre. Bierze udział w olimpiadzie z matematyki i został wybrany do Erasmusa.
  • A kontakty koleżeńskie? Aktywność w szkole?
  • Dobre. Bezkonfliktowe. Aktywność w szkole myślę, że w przedziale typowego 14-latka. Został teraz zgłoszony do hufca sztandarowego, ale zachowanie i tak miał zawsze bardzo dobre.
  • Czyli jedyny problem to to charakter pisma.
  • Tak.
  • Dlaczego dopiero teraz jest diagnozowany?
  • Właściwie to jest to sugestia jego wychowawczyni, że jest całkowicie nieczytelny – przecież nie mogę się przyznać, że w tym biegu niespecjalnie zwracałam na to uwagę…
  • A kto wypełniał ten formularz? Pani?
  • Tak.
  • A Pani jest zdiagnozowana?
  • W sumie to jak sobie to sprawdzam to mogę być niezdiagnozowanym w dzieciństwie Aspargerowcem.

😉 Mieszko jest w ciągu wizyt w poradni pedagogicznej. Kolejna w marcu i po niej już będziemy czekać na opinię. Poza tym odkryłam, że Łucja zabrała mi ostatnie piramidki Isany i MÓJ tusz do rzęs…

🏮Rok Węża! 🐍

🏮29 stycznia rozpoczyna się najważniejsze święto w państwie środka. Właściwie nie tylko tam, bo Chiński Nowy Rok jest obchodzony na całym świecie. Razem z energią Drewnianego Węża nadchodzi czas wewnętrznej transformacji, odkrycia w sobie życiowej mądrości i rozwoju osobistego. Zrzucający swoją skórę wąż od wieków jest symbolem odnowy i duchowego przebudzenia, a także tajemnicy. Czeka nas zatem rok potężnych zmian i wyrównania! Brzmi znajomo, nie?

🏮W niedzielę odświętowaliśmy to z dziadkami w naszej ulubionej chińskiej knajpie (kolaż z wyprawy WYŻEJ), dziś z uczniami robiłam tematyczne zdjęcie w pudełku (osadzone w klimatach chińskich), w weekend możemy obejrzymy smoczą paradę?

🐼🐼🐼

Łucja tymczasem dotarła na miejsce. Pierwsze wrażenie było takie, że na lotnisku w Cancun są same Karen (skóra w kolorze skwarek, wyprostowane włosy w kolorze platyna lub asfalt i wypukłe usta), lecz jak wyszła na zewnątrz to wpadła w zachwyt. Hotel mają rajski, jedzenie jest pyszne (wiecie, że tam mają sezon na szparagi?), a wczoraj wieczorem odkryli, że mają w łazience karalucha, którego nazwali Oktawian, lecz jaszczurka Jaśmina go rano zeżarła. Teraz są na plaży i Mati poszedł grać w piłkę z miejscowymi.

Bibi, przywieźć Ci mexican street dog? Chciałabyś małego braciszka?

-Łucja do Bibs dziś o piątej rano

Pamiętacie, że na swoją 18-stkę w sierpniu panna zbierała na wyjazd? Trochę dostała, trochę miała odłożone i wystarczyło, żeby na początku września kupić sobie bilety do… Meksyku! Myśleli o Wietnamie, ale tam trzeba by na trzy tygodnie, a Mati wyraził zgodę maksymalnie na tydzień (jest ciut dłużej).. I od tego września panna planowała. Dzień po dniu, godzina po godzinie ułożyła im plan atrakcji. Pisała to jakiegoś Rajmonda, który miał na miejscu im zorganizować nurkowanie na bezludnej wyspie, sprawdzała menu w małych knajpach i kompletowała walizkę (walizka od dwóch tygodni stała na środku domu i była pakowana). Na studniówkę poszła w paznokciach pomalowanych samodzielnie, bo chociaż planowała zrobić sobie PAZY, to chciała by wzór był meksykański, a one STYLISTYCZNIE nie pasowały do studniówki (wczoraj jechała do China Town, żeby w jakimś salonie z Azji zrobili jej paznokcie TAKIE jak na zdjęciu, które im pokazała).

Poleciała dziś bardzo wcześnie rano i późno wieczorem mają być na miejscu. Po drodze Mati dostał jeszcze wezwanie do wojska, więc wymyśliliśmy, że ma się skontaktować z meksykańskim crushem Liliany (znajomość z Kanady), żeby zawiązali tam jakiś kartel. Nie obyło się bez dodatkowych atrakcji, bo na studniówce młodzi się pokłócili i rozstali. Ja te ostatnie dni kręcę jak się chomik w kołowrotku, a tu doszły mi jeszcze telefony od mamy Matiego. Łucja była na tyle zdesperowana, że postanowiła, że jedzie SAMA i ja powiedziałam, ze ok, ale oficjalnie przed rodziną się do tego NIE przyznam i zwalę wszystko na nią, że mnie okłamała. Niemniej jednak wczoraj w nocy się POGODZILI i dziś na lotnisku byli RAZEM. Miejsca mają po prawej stronie i gdy będą mijać Grenlandię (bo krzywizna ziemi jest tak, że leci się przez Atlantyk nad Grenlandią), to będą JĄ widzieć. Na miejscu ma kupić sobie kartę telefoniczną, więc Internet będzie mieć. Adapter do kontaktów też kupowała dopiero wczoraj. Walizkę wzięła w podróż RÓŻOWĄ, bo to meksykański kolor, książkę wybrała napisaną przez hiszpańskiego autora, a do celu podróży mają 10 tysięcy km. Na ekranie fotela może podglądać mapę, gdzie się znajdują, lub oglądać Greys Anatomy. To jej serial, więc jest zachwycona! Relacje będę Wam wklejać!

bez kurtki, bo tę zostawiła mi w aucie („Mamo, tam będzie 28 stopni!”)

Ależ zimno w tym domu!

wykrzyknął Mieszko, a potem dorzucił jeszcze: „Jak mogłaś tak oskurować choinkę?!” i poleciał do kompa ściągać aktualizacje i nowe gry.

Lila była równie okrutna, bo weszła do łazienki i krzyknęła: NIC nie kupiłyście! NIC! Odpowiedziałam, że jest nowy dywanik, ale ona odpowiedziała, że przecież mówi o kosmetykach i tak to się kończy jak się nas zostawi SAME.

🛻 Bo przywiozłam sobie wypisaną z sanato ekipę i Mieszka oburzyło, że rozebrana choinka stoi w rogu i obcinane są jej gałęzie… (rozpalam nimi w kominku, bo się łatwo palą).Towarzystwo jest wygimnastykowane, rozciągnięte i wizytę kontrolną mamy w lipcu. Rehabilitacyjnie mają dobrane zestawy ćwiczeń, a Mieszko ma ponadto nosić wkładkę. Najprawdopodobniej był to ostatni pobyt Lilki i jeśli da radę, to pierwszy z turnusów Mieszka. Młody, po tym miesiącu, jest całkiem zadowolony, a dziś na pożegnanie zrobili sobie turę z Lilą po oddziale i każdy kto z nim był został poczęstowany dubajskim ptysiem. Pojawiło się w cukierni takie cudo i Lila wyraziła chęć, by TAK właśnie zakończyć ich pobyt. Dubajską czekoladę w Abu Dhabi jedliśmy, a ptyśki miały pistacjowe nadzienie z ciastem kadayif. Polane były mleczną czekoladą i smakowo były bardzo zbliżone!

Równolegle zamykając temat WOŚP-u to cudowne były akcje wymyślane przez ludzi. Sprzątanie mieszkania, spacery z kawą z pisarzami i nakarmię Ci sernikiem (Ach, ten Rozkoszny!). Jeden mój znajomy kupił jakiegoś starego grata i będzie jechał na zlot!

Gramy!

Zgarnęłam rano Mieszka z sanato i pojechaliśmy po PUSZKĘ. W sztabie wskazali nam rewir i tam też się udaliśmy. Razem z nami był kumpel Mieszka ze swoją mamą, a my byłyśmy konieczne, bo wolontariusze byli niepełnoletni. I łaziliśmy, i łaziliśmy. Jeden starszy gość wyjrzał z okna bloku i zawołał nas by do niego podejść. Podeszliśmy i wrzucił. Byli tacy co się autami zatrzymywali, żeby wrzucić i tak naprawdę ludzie sami do nas podchodzili. Do 12-stej młody uzbierał elegancką czterocyfrową kwotę, więc puszkę oddaliśmy. Zbiórka trwa dalej na jego e-skarbonce i też pułap czterech cyfr już jest! Ubrałam się w sukienkę, kożuch i kozaki w myśl zasady, że jak zamierzasz prosić o pieniądze to musisz wyglądać jakbyś je miał 😉

Podobało nam się, po drodze byliśmy karmieni kawą i ciasteczkami, a gdybyśmy pobyli dłużej, to jeszcze załapalibyśmy się na kiełbaskę i grochówkę i uzbieralibyśmy kolejną puszkę! ALE musieliśmy się zbierać, bo umówiliśmy się na dziś z dziadkami na tradycyjne świętowanie chińskiego Nowego Roku! Tak naprawdę Rok Węża zaczyna się w środę, lecz w przyszły weekend nie ma Łucji, więc mieliśmy taką „wigilię” nowego roku! Odświętowaliśmy to smakowicie w naszej ulubionej chińskiej knajpie i taki nam wyszedł dzień WIELU atrakcji!

BAL! 💃🕺

  • Mamo, chciałabym pojechać koło 16:30, bo wpierw chciałam do Matiego i potem sobie sami pójdziemy. Co ja mam założyć na wierzch? Puchówkę? Płaszcz?
  • Weź płaszcz Lilki. Będzie super. Nie masz z tym problemu, że NIE idę z Tobą na studniówkę?
  • Nie.
  • Łucz, NA PEWNO?
  • Tak. Zresztą musiałabyś się odpowiednio ubrać. Wiesz, nie w dresy.
  • ALE ja mogę się odpowiednio ubrać. Ja MAM ubrania.
  • No, ale to trzeba by tak studniówkowo.
  • JA mam studniówkowe ubrania!

Niemniej jednak idzie beze mnie. Już się szykuje, maluje i zaraz będę ją odwozić. Impreza zaczyna się o 18-stej, ale wcześniej mają JESZCZE jedną próbę i fotki jak będą to pokażę! Plan jest taki, że koło 22-giej przywiezie ją Mati i wraca na imprezę (panna tak chce). Śmiesznie bo jej wychowawczyni zapowiedziała, że o czwartej rano CHCE zatańczyć z KAŻDYM chłopakiem, żeby sprawdzić JAK się trzymają 😀

💃🕺

Wczoraj byłyśmy u maluchów, tam dynamika towarzyska jest ogromna a Mieszko jest niezmiennie grupowym całego oddziału i wyjątkowo wszyscy są z niego zadowoleni. Grupowi na ogół są lekko nieprzytomni, a on kojarzy kogo nie ma, kto ma przepustkę, a kto jest na jakich zajęciach. Nikt nie chce go wymieniać, więc rekordowo wygląda na to, że będzie pełnił tę funkcję, nie tydzień, lecz cały miesiąc!

🩸Krwisty poranek

  • Ojej, zobacz Łucza jakie ekskluzywne likiery w promocji! Który bierzemy? – na półce były tylko dwa smaki i półka była już pustawa.
  • Oba.
  • Oba to nie. Koniec miesiąca. Ananas czy creme brulee? Ten ananas będzie dobry do ananasa w cieście – alkohole schodzą nam do gotowania.
  • Fakt. Ale myślę, że jednak weźmy creme brulee.
  • Niech Ci będzie.

Potem było jeszcze zamieszanie przy kasie samoobsługowej, bo musiałam poczekać na kasjerkę, aż zatwierdzi:

  • Co się stało?
  • Nic. Chciałam sobie alkohol kupić i nie wiem czy mogę…
  • A może Pani?
  • No mogę. Ba, dziecko też już może sobie kupić – i się zaśmiałyśmy.

A potem zrobiłyśmy monte jaglankę, gdzie jako innowację dodałyśmy zagęszczone mleko zamiast miodu oraz ze 30 mililitrów nowego likieru i powiem Wam, że to najlepsza jaglanka jaka nam kiedykolwiek wyszła!

🥨🥨🥨

Dziś Łucza ze mną w domu, bo rano miała pobieraną krew (cd badań medycznych zleconych im w szkole na przeglądzie) i do szkoły nie poszła. Nie było jej tam też wczoraj bo była niewyraźna, a nie chcę, żeby rozłożyła na studniówkę czy na ferie. Za to zaraz rusza na rzęsy! Btw. w przychodni była ta sama pielęgniarka, która ją pamiętała jak była malutka ❤️

Łucja, z GÓRY, pod gabinetem. W ręku kubeczek z wodą i telefon, a te zielone dresy obok to MOJA noga (wyciągnęłam rękę nad nią 🙂

szykowanko

  • Mamo, szarpniesz mi pachy? – jak panny wyrażają chęć, to czasem pomagam im z plastrami z woskiem.
  • Ojej, Łucza. Co się stało? Ty nigdy z tym nie walczyłaś.
  • Studniówka.
  • No tak. Sukienka z gołymi ramionami… Jeszcze będziesz tańczyć z Luśką [nauczyciel matematyki], a on z tego pokolenia co kobiety sobie tak nie folgowały. Kładź się.
  • Już się boję.
  • Niepotrzebnie. Matiemu rozumiem to nigdy nie przeszkadzało? Nawet na początku, a przecież Ty byłaś bardzo w nim zakochana.
  • Ja byłam obssesed. Aaaa!!!!!
  • Zobacz ILE było! Lilka miała mniej, jak szła do sanato. Dawaj drugą pachę.
  • Muszę do siebie dojść!
  • Wydaje Ci się. A tak z innej beczki. Kiedy my mamy ortopedę z Tobą? Ja nie mam nic wpisane w kalendarzu.
  • Mi tylko napisałaś, że w marcu. Ale bez datyYYYYYYY!!!

🧌🧌

Pełna zachwytu jestem nad moim poserwisowym autem. ŻADNA kontrolka mi się nie pali! Zapomniałam, że może być tak idyllicznie! Byłam u Lili i Mieszka i towarzystwo zaczyna TRYB: wydawanie. Ilość rzeczy, które im przywożę musi być ściśle wyliczona na to ile dni im zostało, a to czego mają za dużo, mają mi już oddawać. No i jak zaczęłam przeglądać historię mojej rozmowy z Łucją, to rzeczywiście nie podałam jej daty wizyty u ortopedy, czyli muszę tam zadzwonić i to sprawdzić. Za to widzę, że w tym październiku zupełnie nieracjonalne zafascynowana byłam wyszukiwaniem połączeń do Tokio 😀