Wyświetliła mi się kiedyś babeczka, której pasją jest sprzątanie. Kobieta nie świadczyła usług sprzątających, lecz miała instagramowy kontent pasjonatki czystości. W przyspieszonym tempie w ciągu minuty doprowadzała do błysku dom swój, pokoje dzieci, dom siostry czy taras rodziców. Na Boże Narodzenie włączyła kalendarz adwentowy, gdzie każdego dnia sprzątała jedną rzecz. Łazienkę, okna, sypialnię, podłogi, zasłony, itd. I ogólnie bliżej mi do NIEsprzątania, a tych sprzątających chętnie metkuję, że ktoś kto obsesyjnie sprząta czy wywala, ma jakieś problemy z samoakceptacją i samopozytywnością, ale tych czystych wnętrz ZAZDROSZCZĘ. A idea kalendarza ze sprzątaniem jest po prostu genialna.
Dotarłam do sklepu po lampę (jest identyczna jak poprzednia, więc nie będę Wam pokazywać) i przy okazji kupiłam ramki! Ramek kupiłam dużo i wylądowały w nich pocztówki, które gromadzą panny (na razie tylko cztery, ale efekt mi się podoba i będę to rozbudowywać) oraz moje linorytowe kury, które zrobiłam na warsztatach w ubiegłym tygodniu (TU roleczka z tego wydarzenia). Lampę obiecał powiesić Diabli jak wpadnie z dziećmi w drodze powrotnej (z góry bardzo dziękuję!) a mi doszedł jeszcze kubek do zaparzania. Mam duży do herbaty, a taki MAŁY zamarzył mi się po MONACHIUM. Tym napojem zachwyciłam się wiele lat temu w Berlinie, ale pijane jest to zimą wszędzie w Niemczech. Imbir pokrojony w plastry i zaparzany razem z miętą. Od dziś serwuję to sobie i w domu!
<>🫖<>
Ależ oni pięknie w tym śniegu mają!
A teraz zobaczcie SANECZKOWY zjazd. Nie wiem czy dobrze widać te krzyczące twarze, no a dolna fotka to oczywiście leżenie OBOK trasy 🤣 Mam doskonałe filmiki, ale chyba je jakoś połączę i dopiero wtedy będę wklejać!
-Cormoran Strike, czyli „rodzina to złożona sprawa”. Bo, po kilku falstartach serialowych, mój nowy serial do prasowania całkiem mi się podoba!
Planów na czas BEZ dzieci mam za dużo. Mam kumulację jakiś pracowych spraw, ale równolegle muszę kupić nowy plafon do górnej łazienki, bo w poprzednim rozsypały się oprawki do żarówek i od tygodnia mamy tam ciemnawo. Chciałam wyczyścić mój rower, bo takie piękne rowery po tych Niemczech jeździły, że im zazdroszczę (nic im nie skrzypiało, a koła miały napompowane) oraz znaleźć serwis do jednego AGD urządzenia. W pewnym sklepie widziałam fajną bluzkę, ale byłam tam z dziewczynami i Mieszkiem, a wtedy się NIE da zrobić zakupów, więc mam ochotę podjechać tam ponownie. Dobrze by było gdyby udało mi się zapisać Lilkę na badanie słuchu, co to skierowanie mam od grudnia i dodzwonić się do przychodni ortopedycznej by ustalić KIEDY wizytę ma Łucja. W planie a) było też wyprawa do dentysty na ściąganie osadu, ale to zupełnie nie dam rady, bo musiałoby to być jutro rano… Gdzieś po drodze migną nam Walentynki, a ekipa wraca do mnie w niedzielę!
Taki mają widok z okna. Zajmują chyba cały domek, pokoi mają kilka i z każdego TAKI widok! Ich dom jest na szczycie góry, ostatni przed ścianą lasu.
Kupili u góralki speck, jaja i kabanosy, a o 18-stej mają przyjść po mleko
Już wyżej chyba nie mógł tych rękawków podciągnąć…
Nie byłam nigdy wcześniej w Monachium (raz miałam tam przesiadkę, no ale to się nie liczy). Kojarzyłam October Fest, stadion i drużynę sportową. No i jeszcze tych gości w szeleczkach, jamniki i kelnerki z kuflami. I to wszystko TAM jest. W knajpach gdy zamawiasz sznycla, to tak, po śląsku, na talerzu masz DWA KOTLETY, co chwilą gdzieś sprzedają gorące precle grubo posypane solą, rarytasem jest ciasto biszkoptowe, które podaje się na ciepło z musem z jabłek (pycha), a piwo w wersji bezalkoholowej spróbowałam NAWET ja! Nie dotarliśmy do słynnej monachijskiej Pinoteki, bo byliśmy w poniedziałek, a w poniedziałek muzea są pozamykane. Weszliśmy za to aż na dwie wieże kościołów, pojechaliśmy do OlympicPark, gdzie weszliśmy do BMW Welt, czyli wystawy BMW i obejrzeliśmy górkę, która była najsłynniejszą miejscówką koncertową ubiegłorocznej trasy Taylor Swift. Muzeum BMW dzieli się na dwie części i tę muzealną można było obejrzeć dziś i dzieciaki tam były, za to wczoraj oglądaliśmy różne concept wersje tego auta (też fajne). W niedzielę NIC nie zdążyliśmy załatwić (w sensie np. muzeów), bo:
a)byliśmy strasznie zmuleni po pobudce o trzeciej w nocy,
b)zaginął bagaż Liliany i zanim dotarł kolejnym samolotem sporo czasu spędziliśmy na lotnisku.
Przy okazji, po raz kolejny powtórzę, że my NIE mamy lotnisk w Polsce. Lotnisko w Monachium jest imponujące. Kilometry wielopiętrowych garaży i rozjazdów. Zanim dojedziesz do lotniska, musisz wybrać ten TERMINAL, na którym jest Twoja linia lotnicza. Po przejściu przez odprawę, gdy zmierzasz do gate-u, to podjeżdżasz wewnętrzną kolejką w specjalnych tubach. Na każdym gate-cie jest osobna strefa bezcłowa, knajpy, chill roomy i wszystko inne. Czas dotarcia od momentu przejścia przez pierwszą bramkę dla osób z biletem do gatu (u mnie to było K18) wyniósł ok 40 minut. REALNIE musisz być na lotnisku DUŻO wcześniej, bo inaczej nie zdążysz! Ale wszędzie jest przestrzeń, mnóstwo ogromnych toalet ze strefą do podmalowania się lub zakątkiem na przewinięcia bobasa ORAZ morze pracowników lotniska. Dla porównania jak lądujesz w Polsce i musisz przejść przez taśmę z bagażami na przylotach (ze wszystkich lotów, które właśnie miały miejsce), to jest TAK dużo ludzi, że nie da się przecisnąć. I loty z Polski mają zagubione bagaże i overbooking na każdym możliwym locie. Lot z Amsterdamu do Monachium miał obłożenie ok 60%. Fajną mieliśmy też akcję w tamtą stronę, bo ten SAM samolot i ta sama załoga lecieli z nami na obu odcinkach. I odkrył to pilot, gdy wchodziliśmy i on spojrzał na mój bilet. Wykrzyknął wtedy, że od Amsterdamu również lecą z nami! I całą drogę mieliśmy specjalne przywileje. Co chwila do nas ktoś zagadywał, a w zapasach znalazły się CZEKOLADKI i inne przysmaki dla dzieci! Miło!
🥨🥨
Ale wrażenia! Podobało mi się! Było dość ciepło i rześko, więc dobrze się chodziło. Na ulicach jest bardzo dużo budek z jedzeniem, a najsłynniejsza monachijska knajpa z zupami mieści się w takim mini namiocie na jarmarku. Klimat ścisłej starówki przypomina Brukselę i zrobiliśmy tam wczoraj niezmierzoną ilość kilometrów. I jest to miasto zdecydowanie do powtórki -> bardzo chętnie w takim właśnie weekendowym wypadzie! Tak mi się wydaje, że to ogólnie dobra pora roku na włóczenie się po Europie, bo ludzi mniej niż w lecie, a taka pogoda nie męczy.
🥨🥨
Dziś rano ruszyłam na lotnisko, ku zresztą wielkiej rozpaczy dziewczyn, że MAMO, przecież Ty sama się zgubisz na lotnisku, ale się nie zgubiłam! W sklepie bezcłowym kupiłam jeszcze speck dla dziadków oraz puszkę z jakąś bawarską wątróbką i dziadek był bardzo zadowolony! Bo przyleciałam, dojechałam do domu, wzięłam auto, pojechałam do dziadków i przywiozłam sobie Bibs! Towarzystwo w tym czasie dojechało w okolice Insbrucka!
🥨 BMW Welt, czyli ta część wystawy o BMW, która obejmuje protototypy i auta flagowe. Mieszko pięknie w tych autach wyglądał, a ponieważ zbliżają się Walentynki, to wszyscy dostaliśmy pierniczki!
Rowerów, jak w każdej europejskiej stolicy, pełno. Wszyscy mają piękne zimowe buty i doszłam do wniosku, że ja BARDZO też je potrzebuję.
smesy
tę konfigurację, gdy stoją i coś knują, LUBIĘ
Diabli robi fotkę Łucji
bogactwo znać wszędzie- ominęły ich zawieruchy wojenne i są te budynki tam oszałamiające
BMW WELT to przede wszystkim piękna przestrzeń wystawowa
ja cały pobyt nosiłam kamizelkę w panterę, bo wydawało mi się, że do Bawarii pasuje i RZECZYWIŚCIE panter było bardzo dużo! 😀
to był PIERWSZY matowy lakier jaki mi się kiedykolwiek spodobał!
do aut można było wsiadać, przełączać i biorąc pod uwagę, że wejście jest bezpłatne, to jest to naprawdę świetna rozrywka
Górka na której słychać idealnie koncerty ze stadionu
Przywieziesz mi moje dzieci do Niemiec? – zapytał Diabli miesiąc temu.
Mogę przywieźć. Wszystkie?
Tak. Zaklepię Ci od razu powrotny.
Ale Łuks, pls nie godzinę później, tylko, daj mi jeden dzień na miejscu. To zjem sobie jakiegoś wursta.
Ok… Dobra… Powrotny będziesz miała przez Ateny.
Ateny? Z Niemiec do Polski przez Grecję? Może być.
Szykujemy się na drugą turę ferii! Łucja jeszcze nie doleciała, ale niedługo będzie, przepakowujemy ją i dzisiaj w nocy lecimy dalej. Wcześniej musimy dotrzeć do dziadków, by zostawić im Bibs, którą odbiorę od nich we wtorek rano. Technicznie rzecz biorąc, towarzystwo mogło by lecieć same, ale leci z nimi ich młodsza siostra, która była pełna obaw, czy starsze rodzeństwo nie będzie jej wkręcać. Dlatego też przepilotuje ich awaryjny dorosły, czyli ja. Tym bardziej, że lot jest z przesiadką w Amsterdamie i czas przesiadki jest bardzo krótki.
Tym razem ekipa wybiera się na narty! Po to były potrzebne stroje narciarskie, które kupowane były w kosmiczny sposób. Dzieciaki w Polsce w sklepie mierzyły, natomiast zamówione zostały w tym samym sklepie w Niemczech (btw. z nieznanych mi względów tam te SAME rzeczy są TAM tańsze) przez Diabla, dzięki czemu dotarły do niego kurierem i nie będą zajmować im bagażu. Czyli wracam przez Ateny we wtorek? No właśnie, to też się zmieniło. Jak już się nastawiłam na to, że uzupełnię zapasy greckiego oregano, a może nawet zdążę zjeść prawdziwą grecką musakę na lotnisku, Diabli lot mi przebookował i wracam bezpośrednio. No cóż. Trudno, innym razem.
⛰️
Ostatnie meksykańskie foteczki Łucji (pranie jej rzeczy zrobię po MOIM powrocie, tym bardziej, że są to rzeczy, które na TYM wyjeździe nie będą jej potrzebne). Spójrzcie na fotki! Gdy poszli wieczorem na miasto trafili na jakąś fiestę i moim zdaniem jest to przecudowne. Czasem się tak zdarza, że jak wyjeżdżasz skądś to akurat COŚ się takiego dzieje i to zawsze jest wyjątkowe zwieńczenie całego wyjazdu. Była więc muzyka, miasto tętniło życiem i straganami. Panna kupiła sobie truskawki ze śmietaną (fresas con crema) i oceniała je jako wybitne. Mieli także rozgwieżdżone niebo i ciepłą tropikalną noc, więc Meksyk żegna ich wspaniale!
Byłam dziś z uczniami w starej drukarni na warsztatach linorytu! Strasznie mi się tam podobało i pomyślałam, że z moimi koniami też muszę się wybrać, bo im też się MOŻE spodoba? Na razie zrobiłam SAMA sobie obrazek z totemicznych dla mnie kur. Wątek jeszcze będzie wracał, bo obrazki chcę zawiesić na ścianie (niezmiennie, każdorazowo, jestem dumna z własnego rękodzieła) i wtedy zobaczycie efekt końcowy!
🌊🌊🌊
Tymczasem Łucja, na pożegnaniu z Meksykiem, była na MASAŻU i opowiadała nam, że „babka, która ją WYMASOWAŁA masowała również jej pośladki, a Matiego masażystka JEGO pośladki pominęła”. I strasznie się z tej historii w domu zaśmiewamy, bo to BARDZO historia w jej stylu. ORAZ jest także dramat przy pakowaniu, bo panna się NIE zmieściła do walizki. Będzie więc jechała nie tylko z siatami, lecz ubrana w DUŻO rzeczy…
I wyobraź sobie, Mieszko, że JEJ córka – na spacerze z psem spotkałam znajomą, co TEŻ ma trójkę dzieci – Startuje we wszystkich olimpiadach i konkursach, bo chce się sprawdzić! Ma tyle lat co Ty! Jest w równoległej klasie!
No fajnie.
Wiesz matko – wtrąciła się Lila – ALE może ona swoje dzieci KARMI i one mają siłę?
W tej sytuacji na obiad wjechała pizza. Wielkie mi jedzenie… Ale kot się z pudełka ucieszył!
Lil, możesz posprzątać w pokoju? Zobacz jak ładnie sprzątnął sobie Mieszko.
Mam sprzątać czy zrobić owsiankę z truskawkami?
Zrób owsiankę.
Bo ona sprzątać NIE lubi! A za to panna dziś przygotowała obiad, bo mnie cały dzień w domu nie było! Wrzucę Wam kilka fotek młodych. Byli w meksykańskim Valladolid, a dziś są w Cancunie. Ich pobyt w tropikach powoli dobiega końca, ku oczywiście OGROMNEJ rozpaczy 🙂 Wszystko na tych jej zdjęciach mi się podoba (to są fotki z komórki, nie poddane żadnej obróbce, więc zakładam, że to co mają na aparacie, będzie jeszcze lepsze). I te kościółki w klimatach Desperado, i kolory domów, psy, światełka nad ulicami i nawet puste butelki, jak na tej fotce z kaktusami!
Przebudowałam sobie dzień, żeby wyrwać się ze smarkami na spacer. Leśną polecajkę wzięliśmy z netu, zabraliśmy Bibs i pojechaliśmy! Dotleniliśmy się, złaziliśmy się, znaleźliśmy idealny las na grzyby jesienią, a po powrocie Mieszko (!!!) zrobił nam spaghetti bolognese. Trochę mu podpowiadałam, ale do garów się nie zbliżałam, bo miałam robotę. I bardzo dobre mu wyszło! Tu spacerowa roleczka, a niżej kilka fotek!
Którą grupę byś wybrał? Ja fizycznej bym na pewno nie wzięła. Myślę, że największe szanse miałabym w mentalnej – oglądaliśmy z młodym Mr Beasta i jego show z rozdawaniem pieniędzy. Młody to wyczaił i CHCIAŁ oglądać ze mną.
Ja też bym wybrał mentalną. Jeszcze to losowe może być niezłe, ale nie wziąłbym sportowego na pewno.
Słuchaj, tak z innej beczki. Na ten Erasmus to musisz jakiś prezent zabrać dla tej rodziny, która będzie Cię gościła. Myślę, że jedzenie będzie najbezpieczniejsze. Ptasie mleczko, delicje, słoik z powidłami z róż. Jak uważasz?
Wezmę piwo.
Ale zabawne. Alkoholu na pewno nie weźmiesz.
Zaczynamy ten trudny okres, kiedy dzieci mają labę, a ja jej NIE mam. Łucja wraca w sobotę, potem smarki zaczynają turę z tatą, ale do tego czasu ja próbuję udawać, że nic mi nie przeszkadza. Młodego dziś ogarnęła akcja CZYN i sprząta w pokoju, co oznacza, że co chwila przyłazi z pytaniem o COŚ. Niżej Lila ze świeżym chlebem. I tu taka ciekawostka. Zdjęcie po lewej było zrobione półtora roku temu i moim zdaniem wtedy TEN sam bochen chleba był większy.
Czytałam kiedyś o gościu, który robił zdjęcia wszystkim pokojom hotelowym, w których był. I wydało mi się to wtedy genialne, bo nigdy nie pamiętasz pokoi. Pamiętam pokój w Rzymie z Łucją, ale Lila nie pamiętam ten z Tobą. – wracaliśmy od dziadków, chwilę wcześniej, przez jezdnię powoli przeszedł wielki łoś, więc jechaliśmy wolno.
Ja pamiętam.
To z Tobą suszyłam na kuchence buty? Nie. To było z Łucją… Pamiętam tylko recepcjonistę z Tobą, bo był zjawiskowy. Ale totalnie nie pamiętam pokoju z Mieszkiem.
Ja też nie.
Jak to nie pamiętacie? – włączył się młody.- Przez okno było widać drzewko z pomarańczami, wychodziło się z piwnicy, a obok był był MacDonald.
A dobra, pamiętam! To był fajny pokój. Może nawet najfajniejszy! Wszystkie rzymskie pokoje były extra.
Chciałabym zapomnieć nocleg w Abu Dhabi.
Ja też Lila. Ale nigdy go nie zapomnimy. Pamiętam też nocleg na Śląsku w schronisku i na Podlasiu z dziadkami.
Tam była strasznie krzywa podłoga! Wszystkie noclegi z Uzbekistanu i z Azerbejdżanu też pamiętam dobrze. Ale nie pamiętam pierwszego Berlina.
To był wschodni Berlin. Wchodziło się przez taką bramę i sufit był tak wysoko. Nieważne. Ostatnio trafiłam na osobę, która tak często zmienia pokoje, że jak wchodzi do nowego pokoju to ustawia sobie buty czubkiem w stronę windy, żeby wiedzieć w którą stronę rano iść. To jest niezły patent. Zresztą my te noclegi wybieramy na tyle specyficzne, że chyba łatwo je zapamiętać.
Pamiętam ten Berlin! Tam było graffiti na ścianach. Zresztą po co nam zdjęcia, skoro mamy historię na bookingu 🙂
To prawda, Lila!
🏜🏜🏜
Nie wiem gdzie teraz młodzi są, ale znowu płynęli. Zapytałam czy to takie wielkie płaszczki i panna Ł odpisała, że wielkie płaszczki i wielkie żółwie.