- Mamo, a kiedy będzie nasze kosmetyczne zamówienie?
- Lil, chodzi o to z weekendu? Powinno już być, ale w weekend blik nie działał dobrze, więc może coś się zawiesiło.
- W aplikacji jest info, że zamówienie anulowano.
- Poczekaj, sprawdzę, czy mi z rachunku nic nie pobrali… Nie pobrali. Dobra, to szybko zamawiamy… „Złóż ponownie zamówienie”… Dostawa: kurier gratis…
- Weź tego „kurier express”. Też jest gratis, a może przed weekendem dotrze!
No więc złożyłam i okazało się, że „kurier express” oznaczał, że po półtorej godzinie koleś z zamówieniem zapukał nam do drzwi (!!!) SZOK. Aż miałyśmy wyrzuty sumienia, że promujemy tryb pracy Amazona, bo nam się kremy pokończyły 😉 Inna sprawa, że Lila powiedziała, że TEN rodzaj dostawy to life changer i od tej pory nie będzie się martwiła, że CZEGOŚ zabrakło!
Mieszko tymczasem ma wyniki z próbnych i rezultaty są niezłe! Mamy już polski (81%) i angielski, gdzie jako jedyny w szkole (bo słuchanka była trudna) – ma 100%. Próbne-próbne na ogół wypadają słabo, a on pozamiatał. Niemniej jednak, to jednak JEST produkt zbiorowy, jak to Diabli słusznie zauważył: Olimpijczykiem nigdy nie zostaje najstarszy z rodzeństwa, bo nad rozwojem młodego pracują także jego siostry. Dziś w nagrodę zabrałam go więc do sklepu i mamy kupione spodnie i koszule, ubrany w które, poniesie szkolny sztandar!
I pliczek fotek. Najpierw spacerowa Bibi z poranka, a potem nużąca doskonałością 😉 słoneczna wyspa Łucji!

🌴🌴🌴


















































