Poniedziałek. W tym tygodniu siedzę w robocie, ale muszę też gdzieś wcisnąć wyprawę do warsztatu i zrobienie przeglądu w aucie. Przyszło mi do głowy, że w podsumowaniu tego świetnego roku szkolnego zabrakło info, o tym, że młody zrobił wolontariat (Wośp, Operacja Rzeka, a ostatnie brakujące godziny doszły mu na gminnym pikniku, gdzie miał promować Erasmusa) i w ten sposób ma już komplet 40-stu godzin, które przydadzą mu się na przyszłorocznym świadectwie!
Mam zaległe foteczki, które przyszły na grupę klasową Mieszka. Jeden z ojców w radzie rodziców jest fanem militariów i załatwił im dzień na poligonie-strzelnicy. Nie jestem fanką zabaw militarnych i w żaden sposób nie jest to coś co chciałabym promować jako rozrywkę. O ile jeszcze podoba mi się wizja czystej strzelnicy, gdzie ćwiczysz koncentrację i wzrok bo celujesz do tarczy, albo strzelanie z łuku czy kuszy, to takie bieganie w mundurach i strzelanie do siebie jest dla mnie dyskusyjne. Widzę tu dużo elementów agresji i fascynacji wojną. Niemniej jednak młody był względnie zadowolony, chociaż miał rany po takiej zabawie. Na szyi i na rękach i te strupki miał jeszcze po powrocie z Turcji!
🪖🪖🪖
Dla równowagi pokażę WAM coś innego. Otóż młody przed wyjazdem ustawił ŚCIĄGANIE. Jakichś kolejnych gier… Włączył jakiś 48 godzinny black screen i to miało się tak ciągnąć. Raz na jakiś czas miałam sprawdzać czy coś się nie zawiesiło…I przy tej okazji odkryłam, że NIC nie mogłabym zrobić na JEGO kompie BEZ jego wiedzy!!!
Mieszko, rozbijaj jajka do tych ziemniaków. – rzuciłam poranną dyspozycję
Tu? Do patelni? Z ziemniakami?
To się nazywa „tortilla”. Jajecznica z ugotowanymi wcześniej ziemniakami. Powinniśmy też dodać cebulkę, ale Ty nie lubisz.
To ja też poproszę! – zgłosił się Diabli – Czyli Łucja jest jedyna, która nie potrafi gotować?
Tak. – odpowiedziałam.
Dopóki nie zlikwidują Starbucksa to chyba to się nie zmieni… Mieszko, a kiedy się nauczyłeś gotować? – dopytał się ojciec syna.
Nie wiem.
A dlaczego? Pewnie z głodu?
Pewnie i tak ;), ale fajnie, że mam takiego pomocnika! W podróż ekipa ruszyła w miarę posilona, a ja działam sobie dalej. Wczoraj nie byłyśmy w stanie znaleźć z Lilką dowodów jej i Mieszka i nie mam pojęcia gdzie one znowu są. CO lato, to dowody giną. Powinnam więc JE znaleźć. Dziś muszę także coś tam wydrukować i jutro rano wpaść na pocztę. Na szafę wrzuciłam zestawienie co przywieźć z Turcji i może się komuś przyda.
𓇼 ⋆.˚ 𓆉 𓆝 𓆡⋆.˚ 𓇼
Pokażę Wam tureckiego pieska. Dziadek, jak wysłałam im fotki, w pierwszej chwili pomyślał, że jest z nami Bibi. Ale to był nasz turecki piesek, który w Cesme wszędzie z nami łaził. Szliśmy naszą ekipą i biegł przy nas TEN piesek! Nie mają tam źle zwierzęta. Są karmione przez miasto, kopczyki karmy i michy ze świeżą wodą są na każdym rogu, a psy mają dodatkowo w uszach klipsy z numerem i informacją. Wszystko są to zwierzęta WSZYSTKICH i wszyscy o nie dbają. Niemniej jednak LILA zajęła się wyczesywaniem liniejącej sierści i tym zdobyła serce tego akurat egzemplarza!
No dobra, my zaczęliśmy CHWILĘ wcześniej, ale oficjalnie laba zaczyna się dziś! Krótkie są w tym roku, ale zaplanowanych do końca jeszcze NIE mamy. Przede wszystkim dziś, lub jutro z rana, dzieci bierze Diabli. Od momentu powrotu ja prałam, suszyłam i prasowałam (roleczka), żeby ZDĄŻYĆ. Na suszarce wysychają skarpetki, to ostatnia pilna partia, więc temat ogarnięty. Dzieci jadą do taty na trzy tygodnie, ale co ciekawe, na JEDEN lipcowy tydzień dołączę też do nich JA. Stęskniłam się za Hamburgiem i będę mogła trochę ze smarkami powłóczyć się po tamtej części Niemiec. Chcielibyśmy też zrobić na tych wakacjach wyjazd z dziadkami. Dziadki bardzo nam pomagają przygarniając Bibi na te nasze wyjazdy, nie dane im było w tym roku zabrać na wyjazd majowy wnuki, więc tak moglibyśmy im to jakoś wynagrodzić. LECZ nie wiadomo kiedy by to mogło być. W planie a) miało to być pod koniec lipca, ale dziadek złościł się ostatnio, że ma inne plany (cały dziadek), więc pewnie przesuniemy to na sierpień. W sierpniu chciałabym także pojechać na kilka dni z dziećmi i z Bibsem w Polskę. Dwa kierunki nam przychodzą do głowy i może się to uda?
Mamy kilka medycznych spraw. Doroczny przegląd zdrowotny zaczynam ja (pobrałam sobie z e-pacjenta skierowania), ale już wiem, że poniedziałkowy termin badań laboratoryjnych muszę przełożyć na później. Chcę wykonać też kilka badań spoza tej rekomendowanej puli, ale umawianie się zacznę od przyszłego tygodnia. Mamy dwa ważne spotkania w sprawie diagnozy Lilki (oba będą w lipcu) i wizytę z młodszymi u ortopedy (fajnie by było zaklepać jakiś termin do sanatorium na przyszły rok szkolny dla Mieszka). Duże będzie też zamieszanie z Łucją, bo panna zaczęła cykl spotkań ortodontycznych (ona strasznie zgrzyta zębami), ale to chyba nabierze tempa dopiero pod koniec lata.
Mam sporo do zrobienia w ogródku. Trawa rośnie jak szalona, ale Diabli rozpoczął proces wycinki iglaków i ja muszę to zakończyć, bo teraz wygląda to tragicznie. Nie do końca mam plan, ale w puste miejsca muszę coś dosadzić… Chcę też pomalować/odświeżyć wiklinowe kosze, które przygarnęłam ze dwa miesiące temu. Szłam ze znajomą, akurat ludzie powystawiali rzeczy na gabaryty, psy biegły przodem i ona powiedziała patrząc na czyjeś graty, że zawsze marzyła o takiej donicy. Ja jej odpowiedziałam: Bierz donicę, a ja wezmę TE kosze wiklinowe! I wzięłyśmy! Ze spraw domowych muszę również wymienić deskę w sedesie, którą połamała Lilka dwa dni przed przybyciem Agnes. Dużo tych planów, więc zabieram się za robotę!
🏖️☀️🍹
Wrzucę Wam dziś foteczki z Izmiru. Z miasta Izmir. Bo bardzo nam się ono podobało. To największe miasto w jakim byliśmy i w przeciwieństwie do Rzymu, czy Paryża, jego skład tworzą mieszkańcy (4 mln), a nie turyści (ich właściwie nie spotykaliśmy). Miasto jako żywy organizm. Orientalny megapolis. Różnorodny jak Hamburg, z dzielnicami z których każda jest inna. Jest bazar zajmujący całe stare miasto, są eleganckie dzielnice, które mogły by być w północnej Europie, są te pudełkowe domy jeden na drugim na wzgórzach otaczających miasto i port. Mamy taką refleksję z dzieciakami, że skokowo rośnie nam na naszych wyjazdach integracja z mieszkańcami. I TEN wyjazd był maksymalny jeśli chodzi o relację. Była babeczka, u której mieszkaliśmy w Cesme, która przy wyjeździe nas przytulała i się popłakała, byli funkcjonariusze na lotnisku w Izmirze, którzy pomagali szukać Łucji jej telefonu komórkowego (zostawiła go w łazience), była jakaś kobieta z córką, która w sklepie nam pomogła podając swój numer telefonu (to była drogeria, gdzie panny kupowały kosmetyki do włosów i z tureckim numerem telefonu obniżyliśmy nasz rachunek o 60%!!!), były policjantki w metrze, które nas wpuściły za darmo, bo bilety są sprzedawane tylko do południa i wymieniać mogę jeszcze dłużej. Plus to o czym już pisałam, że Turcja jest skrajnie sensoryczna. I dumna jestem z dzieci, że ten miejski kolos ich nie przytłoczył, chociaż co chwilę ktoś do nich zagadywał!
Izmirskie kotki mieszkają w parkach!
Mieliśmy pokój na piątym piętrze i jak rozsuwaliśmy okna to zapach kebaba wbijał się do środka
wzgórza
palmy i szerokie ulice. ulice nie mają nazw tylko numery – W Cesme mieszkaliśmy na ulicy 2008, czyli ulicy Liliany!
Tory tramwajowe porośnięte trawą.
To Nicea? NIE! To Izmir!
wzgórza wokół miasta i w KAŻDYM mieście jest gigantyczna flaga
Ulice zaroiły się od dzieciaków ubranych na biało-granatowo, czas więc na zamknięcie kolejnego roku szkolnego! Jak był? Wspaniały! Przede wszystkim było sporo naukowych sukcesów. Cała ekipa jest sklasyfikowana (7, 3 LO i 4 LO), a na dodatek mają stopnie DOBRE. Wszyscy mają średnią powyżej cztery i bardzo dobre zachowania. Łucja miała maturę, która zakładamy, że wypadła pozytywnie, Mieszko wziął udział w kilku konkursach zdobywając PIERWSZE miejsce, a Lila dobrze sobie radzi z poszerzoną matmą, która łatwa nie jest. Mieszko został zdiagnozowany w kierunku dysgrafii, a proces orzekania Lilki jest w trakcie.
Dobrze zawodowo toczyło się MI i wiem, że kolejny rok TAKI nie będzie, bo z początkiem wakacji tradycyjnie stoję na rozstaju dróg. Ale o tym będziemy myśleć w sierpniu! Udało się NAM natomiast mnóstwo rzeczy w ciągu ostatnich 10 miesięcy. Nie za wiele podróżowaliśmy WSPÓLNIE, bo raptem tylko na jesieni do Uzbekistanu i ostatnio do Turcji, ale a) zaprzątała nas matura Łucji, więc odpadła majówka i wczesna wiosna, b) młodsi byli przez miesiąc w sanatorium, c) Mieszko brał udział w Erasmusie. Młody był więc także w Hiszpanii i hiszpański gość był u nas, a z okazji 18-stych urodzin Łucja była w Meksyku. Ekipa była też na ferie zimowe z tatą w Austrii (ja wpadłam na chwilę przy nich do Monachium). Nie odbyły się także wspólne weekendowe wypady (tak jak na Mazury albo Podlasie w ubiegłym roku), bo raz takich możliwych weekendów było małe, a dwa wskoczyły tam atrakcje w podgrupach (jak wrześniowy wypad panien do Berlina).
Szumiało w wielkim świecie (najbardziej medialne konklawe w historii papiestwa) oraz w polityce: najpierw były wybory w Stanach, następnie kontrowersyjne wybory w Niemczech, a później u nas i to CO ważne z punku widzenia EDUKACJI, wszystkie te wydarzenia bardzo przeżywali ludzie młodzi. Nazwałabym więc ten rok „oświeceniem poglądowym” młodych. Mieliśmy w Turcji taką sytuację, że niemalże dzień później po tym co się stało w Iranie, trafiliśmy na grupkę bardzo fajnych młodych ludzi z Iraku. Rodzice natychmiast ewakuowali ich z kraju, bo wiedzieli, że nastąpi odwet, który uderzy w nich. A później była Gaza, a później jeszcze Sławosz i kosmos, który szkoły świętowały jako sukces polskiej nauki. Ach, gdzieś tam po drodze sklonowany został wymarły gatunek wilka, co pewnie się przełoży na popularność kierunków biochemicznych.
👨🔬🔎🔭🪐
To oczywiście cd Turcji i port w Cesme.
TAKIE mają tam rododendrony! UPDATE, bo okazuje się, że się pomyliłam! TO OLEANDER! DZIĘKI! 🙂
Gadałem z jednym Turkiem u mnie w pracy i bardzo ucieszył się, że moje dzieci jadą do Turcji – Diabli ma pracowników z całego świata i rozmawiałam z nim PRZED naszym wyjazdem.
I coś mówił?
Mówił, że Antalya i Alanya są ok, ale jak dowiedział, że do Izmiru, to powiedział, że Izmir jest the best!
No to extra! A coś mówił, czy przeszkadzają im estetycznie kobiety w krótkich spodenkach z cellulitem nawet na łydkach?
Mówiłem Ci, że powinnaś pójść na drenaż limfatyczny.
A na Ciebie ZAWSZE można liczyć, że nie odpowiesz na pytanie!
Bo tak uważam. A wiesz, że oni jakoś inaczej historię pamiętają? Ten mój Turek mówi, że my zawsze byliśmy sojusznikami. A przecież Sobieski pod Wiedniem to z Turkami walczył?
Pomysł Turcji pojawił się po ubiegłorocznej Albanii. Ciepłe morze to był TAKI strzał w dziesiątkę, że i w TYM roku chciałam podobnie. Przerażała mnie Riwiera Turecka i to co tam się dzieje na lotniskach teraz tylko mnie w tym utwierdza. Izmir jest INNY. To jest ogromne portowe miasto, gdzie właściwie nie ma turystów, lecz tuż obok (80 km) jest cypel, na którym chowają się przed zalewem europejskich turystów autochtoni. I tam też spędziliśmy większość naszego czasu. Jadaliśmy śniadania w tureckich piekarniach, chodziliśmy do sklepów i na stragany. Popłynęliśmy statkiem na tureckie wysepki z pochowanymi plażami i poznaliśmy całe miasto. Na dwa ostatnie dni wróciliśmy do Izmiru, ponieważ wylot mieliśmy bardzo wcześnie rano. I Izmir jest rewelacyjny. To takie wielkie i tętniące miasto z turecką duszą. Jak idziesz ulicą to wpadasz z jednej chmury zapachów w drugą. Kebab, prażone orzeszki, sklep z perfumami, kebab, smażone mięso, barber, kebab, itd. To miasto to sensoryczna bomba. I BARDZO nam się Turcja podobała. Otrzymaliśmy morze pomocnych i dobrych gestów od obcych ludzi, plus wiele razy nas nacięto, ale zrobiono to z ogromnym urokiem. Szczegóły będę Wam jeszcze wrzucać, ale do Turcji CHCEMY wracać. BARDZO!
🌴🌴🌴
Roleczki (pamiętajcie, że wejdziecie na mój profil na insta, to w wyróżnionych relacjach macie filmiki, które nagrywałam i wysyłałam dziadkom):
Mamo, tyle rzeczy chciałabym robić i nie wiem czy to się da połączyć.
To wspaniale, Łucza. Tak powinno być. Myśląc o przyszłym życiu powinna nas przytłaczać ilość ścieżek, które możemy wybrać.
Ale ja nawet w kwestii studiów chciałabym robić różne rzeczy…
Bardzo dobrze. To wszystko się ułoży i dopasuje.
A TY nie masz tak, że czujesz, że czegoś NIE zrobiłaś?
Nie mam. Wręcz przeciwnie mam wrażenie, że wszystko się przydało, a wydarzyło się sporo więcej niż planowałam. Obejrzyj ten film 1883, tam ładnie o tym mówią, że matki to nie tylko kwoki bojące się o swoje pisklęta, lecz samodzielne kobiety z ich pragnieniami.
🧳✈️⛱️
Jednym z takich gorętszych edukacyjnych tematów ostatnich miesięcy jest projekt by uczniowie NIE mogli OMIJAĆ szkoły. No bo teraz jest tak, że jak ten bobas, nawet w wieku lat nastu, jest wieczorem niewyraźny, to mówisz: Wiesz co, zostań jutro w domu.Tak na wszelki wypadek, żebyś mi się bardziej nie rozłożył. Albo jak jest długi miesiąc gdy nic się nie dzieje (listopad albo marzec) to czasem też się zdarza, że mówimy: Jak nie masz sprawdzianu, to zrób sobie w tym tygodniu jakiś dzień wolny.Dzielnie chodzisz, nie chorujesz. Wyśpisz się przynajmniej. Dochodzi jeszcze czerwiec, gdy do szkoły, po prostu, się NIE chodzi i w szkołach średnich jest to na TYLE unormalizowane, że dla nauczycieli jest to okres uzupełniania papierkologii. Taka sytuacja NIE jest jednak typowa w Unii i na świecie i ktoś PRZEBIEGLE wykombinował, że w POLSCE również nie powinna być. Honorowana będzie wyłącznie nieobecność poświadczona zaświadczeniem lekarskim. No i pomińmy samą ideę, ale nasza służba zdrowia nijak nie jest gotowa na setki tysięcy tygodniowo teleporad, gdy rodzice proszą o zwolnienie dla dziecka. Nie wiem w kogo to ma uderzyć, bo są też rodzice, którzy zrywają dzieci na jakieś wakacje. Bo lodowiec w marcu jest pusty, albo bo kilkodniowe powietrze morskie w czerwcu pozwoli lepiej znieść alergię. Zaliczająca minimalna frekwencja jest już przecież ustalona od dawna! No cóż, panny już na szczęście szkołę kończą (Łucja planuje DZIŚ złożyć dokumenty na studia), a Mieszko też już bliżej niż dalej. A korzystając z tego, że JESZCZE można – zrywamy się ze szkoły i MY!
Jutro bardzo rano ruszamy na pierwszą wakacyjną turę! Dziś odwozimy Bibsa do dziadków, Mieszko ma także klasową wycieczkę, a ja muszę skosić trawę. Pakowanie zaczniemy koło 18-stej, gdy wyprasuję ostatnią porcję prania. Panny są przeziębione, ale głęboko wierzę, że zmiana klimatu ZAWSZE robi dobrze. Jutro o tej porze powinniśmy już być na miejscu – te 2000 km dalej! Wracamy za tydzień – w czwartek!
Łucja, czemu Wy wszystko przede mną ukrywacie? Lila ukrywa swoje zakupy, Mieszko ukrywa swoje tematy i Ty też masz jakieś tajemnice.
Bo boimy się Twojej krytyki.
Ojej. Ale skoro już jestem taka zła heksa (czyli „wiedźma” po czesku) to zabrałam jeszcze Bibsa do weterynarza! I psa jest już w końcu zaszczepiona! Ba, wyrobiliśmy jej także paszport, który nie wiemy czy tego lata się przyda, ale ma już zrobiony!
🐾🐾
Siedzieliśmy wczoraj w tej pracowej ekipie i opowiedziałam im niezłą historię. Otóż na ostatnim pikniku zrobiłam sobie zdjęcie z dziećmi znajomej. Właściwie to nie ja zrobiłam, a zrobiono nam Instaxem. Ja chwilę pomachałam, by się wywołało i wrzuciłam do torebki. I ZAPOMNIAŁAM. I wracaliśmy od dziadków i przypomniało mi się, że na początku lipca zawsze robię przegląd auta i powiedziałam do Łucji:
Babko, znajdź dowód rejestracyjny w mojej torebce i przeczytaj DO KIEDY ja mam ważny przegląd. Nie wiem kiedy mam jechać go zrobić…
I panna zaczęła szukać, otworzyła tę książeczkę i ze środku wypadło TO zdjęcie. I ONI się przestraszyli, a Łucja powiedziała:
Bosze matko, zawał. My myśleliśmy, że masz drugą rodzinę 🙂
to niemalże tak, jakby zdjęcie kochanka wypadło z portfela 🙂
Poczekaj, poczekaj, muszę włączyć telefon, żeby zobaczyć jak bardzo zawalił się świat, gdy sie wyłączyłam – powiedziałam do znajomego, gdy wsiedliśmy do windy.
„Mamo, jestem głodny. W domu nie ma nic do jedzenia”.?
Dokładnie tak. Oooo, nawet Biedronka do mnie napisała, że woda gazowana na promocji!
Zakończyłam siedzenie w komisjach. Kolejna tura w sierpniu i wstępne dane pokazują, że ponieważ matury były trudne, spodziewamy się 30% ludzi z pierwszych terminów. To dużo. Powtórzę jeszcze raz, że bardzo lubię tę zawodową społeczność, która mnie teraz otacza. To są zabawne, mądre i wrażliwe osoby. Śmieliśmy się np. ostatnio, bo w grupie anglistów opowiadałam historię o tym, jak Lilka obcięła sobie rzęsy zalotką i starsza siostra jej radziła, że jak nie chce doklejanych rzęs, to może zrobić sobie na magnes. I powiedziała, że nie wie jak to polsku, ale chyba to się nazywa gąsienica. No więc zapytałam (Łucję) jak to jest po angielsku i ona odpowiedziała, że caterpillar, na co młodsza siostra powiedziała, że nie zrobi sobie Collina. I to taki inside joke, ludzi, którzy znają podręczniki do angielskiego i wiedzą, że w klasach 1-3 bohaterem książek (których zresztą NIKT nie lubi) jest Collin the Caterpillar. Dziś wieczorem mam jeszcze spotkanie grupy z którą pracowałam stacjonarnie najczęściej, więc jadę do domu, przebieram się i ruszam z powrotem! Bardzo to był dobry, chociaż strasznie intensywny, okres!
Lila, czy my mamy jakiś NOWY kosmetyk do włosów kręconych? – zapytałam patrząc na nową butelkę w łazience.
Tak. Nie wiem skąd się wzięła opinia, że JA jestem oszczędna?
Ja tak nie uważam, ale myślę, że czujesz się bezpiecznie jak MASZ oszczędności. Btw. Nie znam tej marki. Ona już u nas była?
Jeszcze nie. Lubię testować nowe rzeczy.
A skąd my mamy papier toaletowy w banknoty dolarowe?
To zakupy Mieszka na nocowankę.
Aaaa… No tak. Oni mieli robić unboxing randomowych itemów w piątek?
Tak. I każdy miał zamówić pięć dziwnych przedmiotów.
Dobra, pamiętam!
Bardzo lubię moje biegowe koleżanki. Zawsze w któryś weekendowy dzień się przebiegniemy i każdorazowo mnie to spotkanie z nimi dystansuje od cywilizacyjnych problemów. Jedna ma chorego męża, druga ma jakieś inne poważne rodzinne tematy i jak później się spotykam z ludźmi, którzy emocjonują się pracowymi tematami, szkolnymi sytuacjami, albo wydarzeniem społecznym to sobie myślę DLACZEGO ktokolwiek uważa, że są to rzeczy ważne?
Przed nami krótki tydzień, na który zaplanowaliśmy sobie DUŻO. Mieszko po nocowance (pamiętacie, że jest to coś, CZEGO nie znoszę? – bo zawsze zarywają noc) jest oczywiście przeziębiony, gila mają też panny, bo im alergia naruszyła system odpornościowy. Ja rano jadę na kolejne maturki, a panny ustawiły się na lunch. Łucja rozwaliła oponę w rowerze i zostawiła go na stacji (odbiorę autem jutro), ale na szczęście mamy CO jeść, bo z niedzielnego obiadu u dziadków wróciliśmy zaprowiantowani „słoikami”!
Dziś, w podgrupach, obstawiliśmy TRZY pikniki! Piknik pracowy miałam ja i jako członek teamu społeczność było to bardzo aktywne i bardzo wyczerpujące, piknik zarobkowy miała Łucja (ona obstawiała dziś jakąś tam strefę piknikową producenta pieczywa (u niej były lamy!!!) i na pikniku gminnym wylądował też Mieszko (bo było stanowisko Erasmusa, na którym miał opowiadać o projekcie w którym wziął udział). Wszyscy mieliśmy to w wersji bardzo długiej (Łucja wyszła z domu zanim wstałam) i padamy na nosy (Mieszko miał noc wcześniej nocowankę u kumpla i na dodatek miał zarwaną noc). Ja do jedzenia NIC nie dostałam, za to jak wracałam to zajrzałam do fast foodu, Łucja zjadła jakieś pieczywo czosnkowe, za to Mieszko wszamał karkówkę. Domu i Bibi pilnowała Lila i bardzo dobrze, że przynajmniej ona ten upalny dzień przesiedziała w cieniu! Btw. z takich lżejszych tematów panna średnia zmiksowała ostatnio środek ugotowanego bobu z przyprawami i nazwała to polskie awokado (tylko, że zawierające więcej białka). Ależ to jej pyszne wyszło!