-Copenhagen Test, Skyshotime
- A czemu Ty już jesteś? – zapytałam wchodzącego do domu Mieszka. Była 9-ta rano, ja chwilę wcześniej wróciłam z piekarni, Bibi była wyprowadzona i zamierzałam sobie właśnie rozłożyć majhongga przed rozpoczęciem jakichś POWAŻNYCH zadań.
- Bo dziś jest wyjazd na Targi Pracy.
- A Ty nie miałeś jechać? To chyba było warunkiem zaliczenia doradztwa zawodowego?
- Nie. Dziś są technika i szkoły branżowe. Ja będę jechał na ogólniaki.
Zły ze mnie człowiek, że cenię sobie tę domową samotność, ale matki zrozumieją! Działam dalej z porządkami wiosennymi i tu Wam podpowiem, żebyście JEDNAK tej odzieży jeszcze NIE przerzucali. Owszem, schowanie sweterków zimowych MA sens, ale bliżej im do obecnej pory, niż krótkim spodenkom, których myślę, że przez dwa miesiące (co najmniej!) nie założę. Za to w ogródku mam już uporządkowane! Przypomniało mi sie najbardziej ekstatyczne doznanie z naszych wojaży. Btw. Lilka lubi to wspominać. Rzecz miała miejsce w Albanii, gdy siedzieliśmy na krzesełkach koło namiotu i patrzyliśmy na morze… Bez ruchu. Z tych półek skalnych na spokojnie uderzające fale. I myśmy TAK robili po kilka godzin dziennie 😀 Coś niesamowitego, ale podobne mam wrażenie, gdy siadam i patrzę na mój ogródek. Jest to krótsze i płytsze, bo w warunkach domowych człowiek ma poczucie, że musi wstać i coś zrobić, ale ten kontakt z przyrodą jest BARDZO hipnotyzujący. Zresztą, odkryłam, że ptaki jakieś BEZ lęku się zrobiły, bo GDY ja przewracałam te stare liście, one tuż OBOK mnie sobie kompletowały gałązki do gniazda i raczyły się dżdżownicami. Nawet dziś rano, gdy wychodziłam z Łucja, to tuż obok nas samiczka drozda przekopywała grządkę! Panna też była w szoku na to niesamowite zjawisko!
















