Wiem, że to wredne, ale to naprawdę miłe, że kolejne dziecko zbliża mi się do osiemnastki. To, że odpadły mi z grafiku różne medyczne i urzędowe atrakcje związane z Łucją, to MEGA odciążenie. Dziś miałam odczulanie z Lilką, kolejna wizyta w marcu, a przy JESZCZE kolejnej, jeżeli będzie mi to z czymś nachodzić, TO panna pojedzie już SAMA. Btw. Super akcja dziś wyszła, bo zaginęła nam we wrześniu jej „książeczka odczulania” i dziś okazało się, że pielęgniarka ją miała w szufladzie. Co myśmy się okombinowały i otłumaczyły to nasze!
PÓŹNIEJ Łucja miała egzamin (i jeszcze jej nie ma), Lila się uczyła (i uczy się dalej), Mieszko grał (i ciągle gra), a ja pojechałam oglądać szopki! Wiem, że szopki to temat bardziej końca roku, ale tak naprawdę można je podziwiać do lutego, a ponieważ robię to regularnie od kilku lat, to i pojechałam obejrzeć i tym razem. To oczywiście dobry punkt wyjścia do edukacyjnej rozmowy o historii i metaforach, więc gdyby nie to, że głowa mi zaraz pęknie, to uznałabym dzień za wyjątkowo udany!







𝜗𝜚𝜗𝜚𝜗𝜚𝜗𝜚𝜗𝜚𝜗𝜚
- Lil, nie dam rady dziś na siłownię.
- Wczoraj też NIE byłyśmy.
- Wiem, ale jak pochylam głowę, to ciemność. Może jutro rano pójdziemy? Tak z samego rana?
- No ja myślę.
- Nawet na Bikini Shape.
- Nie ma mowy. Dopiero mnie przestało wszystko boleć. Jak chcesz to sobie sama idź. Nawet na Brazylijskie Pośladki. Ja sobie poćwiczę na maszynach.
- To mamy umowę!
