Zajęcia grupowe nie są dla noobies

-doszłyśmy do wniosku z Lilką wczoraj wieczorem… Rzeczywiście jest to godzina bardzo intensywnego cardio, więc dobrze że, wybrałyśmy się na TAKĄ formę fitnessu, dopiero po miesiącu chodzenia na siłownię…

Uczelnia Łucji Lili się spodobała. Powiedziała, że „wyobrażała sobie melinę, ale jest czyściutko, w zabytkowym budynku i na dodatek CIEPŁO”. Mieszko zresztą też uznał, że jest ok. Łucja przeprowadziła rodzeństwo także przez Dział Koreanistyki, gdzie akurat było dość tłoczno, a potem poszli na ramen!

─── ⋆⋅☆⋅⋆ ──

A dziś domowo! Znaczy, Łucja rano pojechała do biblioteki (ona tak się lubi uczyć), ja byłam na bieganiu, lecz główna atrakcją, którą sobie zaplanowałam, to rozbieranie choinki. Nie spadła ANI jedna igła, ale od tygodnia, NIE zapalamy już światełek, więc chyba MOŻNA. Coach-owo chciałam Wam też przypomnieć, że TEN tydzień, zaczynaliśmy od Blue Monday,więc jeżeli jakoś przetrwaliście (cały tydzień pociągi miały opóźnienia z powodu „czynnika ludzkiego”, czyli różnie ludzie* TEN czas DŹWIGALI), TO WARTO sobie przeleżeć te dwa dni i odespać to co się w nas nagromadziło!

*np. jeden pociąg, którym jechała Łucja się zatrzymał na pół godziny, bo czekali na policję, która przyjedzie i zabierze pijanego pasażera, który był w takim stanie, że nie można było go po prostu wywalić na peron.

A ramen dzieciaków wyglądał tak: