
Dom, który jest remontowo rozgrzebany, przestaje pełnić funkcję oazy i azylu. Cały czas kombinujesz, CO jeszcze jest do zrobienia. No ale zrobione! Kubełki z farbą były rozstawione, bo planowałam podmalować sufit w łazience i w kuchni, a jest z tym problem, bo ściany są zimne i nie mogłam ich zeszlifować. Efekt końcowy jest więc SŁABY, lecz tego typu rzeczy wrzucam do kategorii „NIEWAŻNE jak, WAŻNE, że zrobione”. Wiecie, coś jak arabskie powiedzonko, gdy opchnięto Ci jakiś bubel i przekonują Cię, że „Będzie PANI zadowolona”. Najważniejsze, że nie TYLKO zrobione, ale też posprzątane i zupełnie inaczej się żyje w takiej przestrzeni!
NIESTETY nie zrobiłam NIC z listy zadań na dziś, więc płynnie przechodzi to na resztę tygodnia: odbiór dowodu z gminy, odstawienie prania do pralni, odbiór kompa od informatyka (to dość ważne, bo nie mam dostępu do moich maili) i wyprawa po brykiet wiórowy. Sąsiad zdradził mi miejsce, gdzie ON kupuje i jest nam takie drzewne dogrzanie potrzebne. W tym tygodniu Mieszko ma próbne egzaminy ośmioklasisty, a Lilka próbne maturki. Ach, Łucja miała dziś rano lekarza i była z tym niezła akcja… OTÓŻ, zapisałam pannę do lekarza funduszowego jeszcze w październiku. Zapisałam, zapamiętałam datę i godzinę, ale NIE pamiętałam GDZIE. Liczyłam na to, że przyjdzie esemes, ale NIC nie przyszło i nie miałam pojęcia JAK tę wizytę znaleźć (zapisywałam na pierwszą wolną, do dowolnego lekarza, do dowolnej przychodni). Na koncie e-pacjenta NIE ma danych o planowanych wizytach, tylko o zrealizowanych… I wpadłam na pomysł, żeby poszukać po historii wyszukiwarki! I znalazłam, że 21 października byłam na stronie jednej poradni, którą bym ponownie wybrała… I tam też rano, o ósmej, kazałam jej być!
❄️☃️☕🧦⛸️ 🧤
Choinki JESZCZE nie rozbieramy, zresztą weź wygrzebuj sobie z tego śniegu przed domem, światełka. Brrrr…..
