No i daczka nie odpaliła. Wróciłyśmy z Łucją wczoraj do domu przed północą, auto było nagrzane, ale jak dziś rano chciałam je odpalić, bo miałyśmy ustawioną z Lilą wizytę u mojej kosmetyczki (temat będzie powracał), to niestety usłyszałyśmy tylko ciszę w silniku. Mamy plan B, a nawet plac C, ale tak naprawdę jedyne co wiem, że dzisiejszy dzień skupi się wokół akumulatora. Do warsztatu dziś, jakby nie było, NIE dowiozą, ale mogą mi wymienić w poniedziałek.
🐧🐧🐧
A skąd my wróciłyśmy z Łucją tak późno? Ano byłyśmy na przedpremierowym pokazie filmu Głos Hind Rajab. To jedna z historii ze strefy Gazy. Ogólnie, zawsze jeśli mowa o konflikcie na Bliskim Wschodzie, to jedyne co nas dociera to cyfry. I to bardzo ważne, żeby losy pojedynczych ludzi (w tym przypadku sześcioletniej dziewczynki uwięzionej w samochodzie pod obstrzałem na 12 dni) były wyodrębniane, bo to pozwala nam lepiej zrozumieć konflikt. Po spotkaniu była rozmowa z ludźmi pracującymi w „Lekarzach bez granic” i fundacjach ratujących ludzi z regionów konfliktów, a ponieważ Łucja widzi się w pracy w takim miejscu, to TO wyjście było ważne. Na sali były znane mi postacie z przestrzeni gadających głów z telewizji, ale panna, która telewizji NIE ogląda nikogo nie kojarzyła 😀

Natomiast, przed wejściem do salę kinową była instalacja w lodówce. Lodówka miała temperaturę powietrza na dworze, a w środku szczelnego pojemnika był bałwan. Jeżeli zacznie się robić cieplej, bałwan się rozpuści, LECZ na razie, jak widać MA się dobrze!

