Do posiłku zwykle pili piwo, bo z chmielem byli za pan brat.

-słucham teraz jakiegoś takiego cudacznego audiobooka, który fabułę ma ciekawą (strzygi, wiedźmy i kontusze), ale napisał to koleś na początku XX wieku i jest to takim językiem jak „Potop” napisane. Albo „Pan Tadeusz”. Mamy podstolinę, zajazdy, waśnie, waćpanny i język TAKI, że chyba nie dam rady tego dalej słuchać.

  • Może są gdzieś w domu? – pojechałyśmy rano z Lilą na siłownię i pod wejściem odkryłyśmy, że panna nie ma butów. Sama wbiegła do recepcji, weszła do przebieralni, ale butów z wczoraj nie znalazła.
  • Nie wiem…
  • Tak naprawdę bardzo jestem dumna, że jesteś taką fitnesiarą i że chodzimy sobie codziennie! Pójdziemy jutro RAZEM i jeszcze raz poszukamy!
  • Ale Ty nie rozumiesz, że mnie po wczoraj NIC nie boli?! Tak jakbym nie zrobiła treningu! I dzisiaj MOGŁAM zrobić LEPSZY trening!
  • Jutro zrobimy podwójnie dobry! A te buty to jakieś lepsze były? Bo w domu przy drzwiach ich dużo leży. Ja nie wiem czyje są czyje, bo dla mnie macie buty IDENTYCZNE.
  • To były najgorsze.
  • To CZYM my się w ogóle martwimy??
  • Wiesz, NIE chcę zabrzmieć jak Łucja… ALE ja potrzebuję inne buty do szkoły, inne na pola, na spacery z BIbi, a inne na siłownię.
  • Zabrzmiałaś jak Łucja.
  • Po prostu na moje wakacje osiemnastolatki nigdzie nie pojadę i kupię sobie nowe buty, torbę na siłownię, a kosmetyki, o których marzę zamówię sobie przez Internet.
  • Jakie mądre, praktyczne i roztropne!

Byłam dziś w Centrum Pieniądza. Tak noworocznie, zaklinając pomyślność i finanse rozpoczęłam cykl wycieczek z uczniami od miejsca gdzie bogactwa dużo! Tu macie roleczkę (zrobiłam eksperyment zasięgowy, bo jest bez napisów i treść jest w opisie), a niżej kilka zdjęć.

Równolegle przed nami dwie najzimniejsze jak do tej pory noce. Diabli jeszcze w Polsce i dobrze, bo może mi będzie rano potrzebny z kablami. Aaale, może nie będzie potrzebne, bo przepalanie auta późno w nocy na razie jest całkiem skuteczne?