- Tak marzyłem rok temu o prawdziwej zimie, rok temu!
- Świetnie to sobie synu wymarzyłeś. Gratuluję! Weź czapkę nałóż. Jest -10.
- Nie. Mam włosy. Znajdziesz mi jakiś worek na strój na w-f?
- Tak. Przynajmniej kaptur! Kalesony masz?
- Mam.
- Sprawdzę… Ciekawe, bo ja w tych nogawkach, to TYLKO włosy na łydkach czuję! W-F?
- Tak. A kalesony, te polarowe, wrzuciłaś do pralki.
- Na jutro będą. Może jeszcze jedną parę Ci kupić??
Rano ledwo auto odpaliłam, a biorąc pod uwagę, że temperatura spadnie za chwilę do -17stu będzie jeszcze gorzej. Zatankowałam dziś lepszą benzynę, choć podobno to nie ma znaczenia i chyba będę, po prostu, parę razy dziennie je „przepalać”
🥶🥶🥶
I wygląda na to, że dziś ruszamy z remontem pokoju Mieszka. Nie podoba mi się ten pomysł, bo a)jest zimno i ściany nie będą schnąć, b)nic nie jest przygotowane (mamy tylko resztki moich farb, a nie ma np. materaca, którego teraz NIE kupię, bo może zaraz będę kupować akumulator), c)NIENAWIDZĘ remontów. Tego chaosu i porządków. Kanapa RAZ postawiona, ma tkwić w ustalonym pierwotnie miejscu po wsze czasy. To daje mi sens, spokój, bezpieczeństwo i szczęście. Zresztą, gdybyśmy TO robili w lecie, to można by przynajmniej okna otworzyć, żeby szybciej schło! Ba, można by, to wrzucić na okres gdy Mieszko będzie w sanato. ALE wiem też, że przekładane terminy ZAWSZE są gorsze, Diabli już oberwał kawałek fototapety u młodego, żeby mi udowodnić, że łatwo pójdzie, więc NIECH już będzie. Przechodzimy więc do etapu ruiny, który zajmę się JA (nikt się TEGO nie spodziewał). CZYLI zaczynam wynoszenie z jego pokoju rzeczy, bo Diabli jest tylko do piątku i czasu jest mało.
Btw. strój na w-f okazał się niepotrzebny bo jadą na lodowisko. Szkół jeszcze nie zamknęli, ale uniwerek już leniuchuje, bo zajęcia odwołano! Z siłowni wczoraj: jak widać bieżnie wszystkie zajęte były!

