love-hate relationship stycznia: śnieg

Dużo lęków budzą we mnie nadchodzące mrozy. Martwię się o auto (chociaż dolałam mu dziś dobrego oleju z czego jestem bardzo dumna) i o to, że woda z termy płynąc zimnymi rurami będzie docierać do wanny zimna. I że drewno nam się kończy, chociaż w rozpalaniu kominka osiągnęłam mistrzostwo. Łucja dziś na noc znika z Miłkiem, na jego święto (wyżej macie jej paznokcie- ręce są czerwone, bo rękawiczek RACZEJ nie nosi, a pazy prezentowała po wejściu do domu trzymając ciasto drożdżowe) i dobrze, bo będzie jej cieplej! Jest więc zimno, lecz z drugiej strony piękny ten biały śnieg i WIEMY, że dobrze, że go tyle JEST, bo był potrzebny…

Btw. Mieszkowi też jest ciepło, a dziś byli na warsztatach robienia NOŻY. To taka atrakcja, o której młody marzył i było to zarezerwowane jeszcze z Polski. Ostrzyli je, grawerowali i osadzali. Mają nawet plan jak przewieźć je do Polski (samolotem w podręcznym nie da rady, a oni mają tylko plecaki), bo będą wysyłać je stamtąd kurierem!

widok z okna hotelu
a tu już zajęcia
Tak, TEŻ widzę, że ONA się do niego uśmiecha!
a na tej ulicy Mieszko kupił sobie spodnie. Wiedział już wcześniej, że japoński denim jest wysoko oceniany, poprosił więc tylko wcześniej Łucję, żeby mu znalazła adresy i modele, które będą dla niego dobre i w takie konkretne miejsce trafili!

🎏Są na świecie miejsca, gdzie NIE ma… ŚNIEGU!

  • Chciałam zaktualizować mój numer dowodu, bo moje dzieci mają u Państwa konta.
  • Mogła to Pani zrobić przez aplikację.
  • Ale ja nie mam aplikacji. Ja NIE mam u Państwa rachunku. Natomiast dostaję od Państwa esemesy, że skoro mój dowód się kończy, to muszę wprowadzić dane nowego dokumentu.
  • I tak może Pani utworzyć panel rodzica i przez niego przeprowadzić aktualizację.
  • Tego też NIE chciałam robić, bo zależało mi na tym, żeby SAMI odpowiadali za własne finanse.
  • I żeby nie kusiło, by podglądać? Brawo! Pani da dowód, to wszystko wprowadzę.

Jednym z tematów do załatwienia, w styczniu, była wizyta w banku, gdzie dwoje moich nieletnich ma konta. Były też dziś dwa kolejne urzędy i z tego wszystkiego nie dałam rady dotrzeć do szkoły Lili, więc to przechodzi na przyszły tydzień. I tak rekordowo dużo spraw żeśmy ruszyli!

🇯🇵🇯🇵🇯🇵

A Mieszko, o 27:00, czyli jak to wyliczyłyśmy z Lilką o trzeciej w nocy (dodawałyśmy po prostu do godziny wylotu czas lotu) dotarł do… Japonii! Mieli tam 10-tą rano, czyli zwiedzanie Tokio rozpoczęli w trybie „zombie”. Pomysł na męski trip miał Diabli już od jakiegoś czasu, ale w planie a) była Ameryka Południowa. I szczerze mówiąc, to bardziej JEGO kierunek (zresztą kiedyś oboje uczyliśmy się hiszpańskiego). LECZ dwa miesiące temu wykrzyknął Japonia i Mieszko powiedział OK. Plan mają bardzo napięty, właściwie to nie powtarzają żadnego noclegu, więc pojechali z plecakami i najbliższy tydzień spędzą ekstremalnie aktywnie. To ich pierwszy wspólny solo wyjazd i nie było wcześniej w ich relacji takich momentów, że byli TYLKO we dwóch. Trzymam więc za nich kciuki, uważam, że budowanie relacji ojciec-syn jest ważne i cieszę się, że to nowe pokolenie ojców ma takie pomysły, a trend tripów z jednym dzieckiem tak dobrze się przyjmuje!

Aaa, jak widzicie, w TOKIO świeci słońce i nie ma śniegu!!!! Ostatnia fotka to widok ze Skytree, czyli wysokości 451 metrów! Z najwyższego budynku w stolicy Japonii!

Śniadanie po… brytyjsku!

  • Co jest na śniadanie? – zamarudził Mieszko wczoraj.
  • Możesz zrobić sobie tosty.
  • ZNOWU??
  • Jutro rano będziesz mógł sobie zjeść brytyjskie śniadanie. Musisz tylko dogadać się z ojcem. Z jakąś fasolką i kiełbaską?

Dziś rano Diabli ruszył z Mieszkiem na męski trip. Pobudkę mieliśmy o czwartej i panowie polecieli! Trasę mają długą i pierwsza przesiadka wypadała im w Londynie. LECZ, zanim tam wylądowali Diabli załatwił Mieszkowi wizytę w kokpicie PILOTÓW. Żeby było śmieszniej, ostatnio widziałam rolkę, gdzie było o TYM, że najdziwniejszą fantazją jaką mają mężczyźni, jest, że stewardessa wybiega z kokpitu i krzyczy, że pilot zasłabł i CZY ktoś grał może kiedyś na symulatorze? No i jak widać na wpisie NIŻEJ (z naszej grupy), Mieszko BYŁ dumny z przygody. BARDZO 😀 Ach, no i w tym Londynie (na lotnisku) zjadł śniadanie BRYTYJSKIE!

My z Łucją byłyśmy w drodze do pracy i na egzaminy, więc pozdrowiłyśmy naszą grupę z POCIĄGU… A TEN mały SNOB zripostował…

Lila, masz ochotę na jakiś napój?

-gość w recepcji, na siłowni, do Lili. Panna oczywiście nic NIE chciała, ale podoba jej się ta familiarność i bezpośredniość osób, które tam bywają.

Od rana sypie. Wczoraj wszędzie było już widać bruk, a dziś znowu wszystko białe. A tę biel i przedzieranie się przez zaspy oraz twarde muldy przy przejściach odczułam, bo byłam w OKE, gdyż będę zdawać egzamin na egzaminatora. NIE jest mi to potrzebne, nie mam to ochoty i absolutnie nie mam na to przestrzeni (zajmie mi to dwa pełne weekendy lutego), lecz takie mam służbowe zadanie. A może mi się zresztą przyda? Ale wracając weszłam do sklepu po passatę z pomidorów i szukałam jej z innym klientem. I w końcu obsługa nam powiedziała, że nie ma. WYSZŁA. On potrzebował do pizzy, ja do spaghetti, więc kupiłam pomidory w puszcze i je zmielę (całych Mieszko nie zje). Ale tak sobie myślę, że wszyscy ogrzewamy się również kaloriami. Naleśniki, sosy, duszone potrawy i dużo słodkiej herbaty!

ﮩـﮩﮩ٨ـ🫀ﮩ٨ـﮩﮩ٨ـ

  • Lil, jak widzę te babki na siłowni, które mają gładkie nogi, są lekko opalone i mają takie super oufity, to myślę, że mają gorzej, bo one już są, tam gdzie ja zmierzam. Masz tak?
  • W sensie one sa swoje 10-tki, a Ty zamierzasz być 12-stą.
  • Nawet 15-stką.
  • Nie mam. Wolałabym moja 10-tką, niż dwójką aspirującą do bycia 15-stką.
  • Niemiło.

𝜗𝜚𝜗𝜚Meteopaci, trzymajmy się dziś mocno!

Wiem, że to wredne, ale to naprawdę miłe, że kolejne dziecko zbliża mi się do osiemnastki. To, że odpadły mi z grafiku różne medyczne i urzędowe atrakcje związane z Łucją, to MEGA odciążenie. Dziś miałam odczulanie z Lilką, kolejna wizyta w marcu, a przy JESZCZE kolejnej, jeżeli będzie mi to z czymś nachodzić, TO panna pojedzie już SAMA. Btw. Super akcja dziś wyszła, bo zaginęła nam we wrześniu jej „książeczka odczulania” i dziś okazało się, że pielęgniarka ją miała w szufladzie. Co myśmy się okombinowały i otłumaczyły to nasze!

PÓŹNIEJ Łucja miała egzamin (i jeszcze jej nie ma), Lila się uczyła (i uczy się dalej), Mieszko grał (i ciągle gra), a ja pojechałam oglądać szopki! Wiem, że szopki to temat bardziej końca roku, ale tak naprawdę można je podziwiać do lutego, a ponieważ robię to regularnie od kilku lat, to i pojechałam obejrzeć i tym razem. To oczywiście dobry punkt wyjścia do edukacyjnej rozmowy o historii i metaforach, więc gdyby nie to, że głowa mi zaraz pęknie, to uznałabym dzień za wyjątkowo udany!

𝜗𝜚𝜗𝜚𝜗𝜚𝜗𝜚𝜗𝜚𝜗𝜚

  • Lil, nie dam rady dziś na siłownię.
  • Wczoraj też NIE byłyśmy.
  • Wiem, ale jak pochylam głowę, to ciemność. Może jutro rano pójdziemy? Tak z samego rana?
  • No ja myślę.
  • Nawet na Bikini Shape.
  • Nie ma mowy. Dopiero mnie przestało wszystko boleć. Jak chcesz to sobie sama idź. Nawet na Brazylijskie Pośladki. Ja sobie poćwiczę na maszynach.
  • To mamy umowę!

🐻‍❄️ drugi tydzień ferii 🐻‍❄️

Patrząc na czerwone od komputera oczy Mieszka, podjęłam wczoraj decyzję, że jest to ostatni okres, kiedy w szkole jest wolne, a młody nie ma nic do roboty. Chodząc z Lilką na zajęcia, spotykałyśmy na siłowni, kumpli Młodego, więc pomimo tego, że ortopeda zabronił, za dwa miesiące, jak już panna średnia się wdroży, wykupię karnet i Mieszkowi.

🐻‍❄️

Nowy tydzień zaczęliśmy od wyspania się, bo sesję zaczęła Łucja i porannej pobudki NIE było. Za to udało mi się na chwilę wyrwać z całą ekipą do szwedzkiego sklepu i kupiliśmy LAMPĘ dla Mieszka (na sufit). Jest zupełnie inna niż ta, którą wybrał przez Internet i po raz kolejny powtórzę, że jestem z nich dumna, że wiedzą co chcą (bo ja, w ich wieku, zupełnie nie miałabym pomysłu, jaką lampę można chcieć). Lampę zawiesi Diabli, który będzie w środę, bo w czwartek jadą z Mieszkiem na męski trip. Zima trochę odpuściła (phi, co to jest -3), ale uderzenie dużych mrozów będzie jeszcze w przyszłym tygodniu. Choinki już NIE mamy, dekoracje świąteczne zdjęte, a pudła z bombkami pochowane. Będzie się dużo działo w tym drugim tygodniu ferii. Ja mam kilka spraw urzędowych, sporo rzeczy poza domem, więc nawet się trochę martwię, że wszystko muszę wcisnąć w pięć najbliższych dni!

🐻‍❄️🐻‍❄️🐻‍❄️

  • Miłek już wie jaki będzie jego kolejny tatuaż.
  • Kolejny, Łucja? Myślałam, że ma tylko kolczyki.
  • Nie… Ma jeden na łydce, ale jest paskudny, a jeden na żebrach i ten jest nawet uroczy.
  • A jaki będzie ten kolejny?
  • JA. A właściwie moja sylwetka.
  • Cudowne. A co on powiedział na to, że Twój kolczyk się NIE najlepiej przyjmuje?
  • Że to słabo, ale się cieszy, bo chciałbym żebym nie miała żadnych. Ale tak w ogóle to mnie zirytował ostatnio.
  • Bardzo dynamiczny jest ten Wasz związek 🙂

🐻‍❄️🐻‍❄️🐻‍❄️🐻‍❄️🐻‍❄️

Pokażę Wam jeszcze fragment rozmowy znajomej z synem. Została właśnie babcią, jest wnukiem zachwycona i na okrągło obiecuje miesięcznemu bobasowi, jaka to świetlana przyszłość go czeka:

Gramy!

  • Lila, która Internetowa aukcja wydaje Ci się najfajniejsza?
  • Nocowanie z Wieniawą.
  • Łucja tak samo powiedziała!
  • Gdyby nie było takie drogie, kupiłabym dla ojca. Wiesz, jaką on ma do niej słabość – nie znosi jej 😀
  • Ojciec to się przymierza do wspólnej siłowni z Tobą, jak przyjedziesz do Hamburga.
  • Zobaczymy.

Styczeń to… WOŚP! Rok temu dzielnym kwestującym był Mieszko, a w tym po prostu dorzuciliśmy się do dwóch puszek. Jedna była przy przejeździe kolejowym i dużo wcześniej były pomalowane tablice: DRIVE puszka, DRIVE blik i wielki symbol serduszka, więc DOJEŻDŻAJĄC zdołaliśmy wyzbierać cały bilon po samochodzie i tam zostawiliśmy pierwszy datek. Drugi poleciał na wirtualną puszkę syna sąsiadów. Szacunek wielki dla wolontariuszy, bo dziś zimno! A warto dawać, co roku, aż do końca świata!

Z takich społecznych akcji, w piątek na rynku, kupiłam dwa kilogramy ziarna dla ptaków i podzieliłam na kubełki. Dostali sąsiedzi, dostali dziadkowie i dostał mój brat. Zima ma jeszcze chwilę potrzymać, wiadomo, że ptaki lubią tłuszcz, więc do takiego suchego warto dorzucić tłuszcz (słoninę, kocią karmę, orzechy), ale miejskie ptaki dadzą sobie już radę!

wybrałam taką mieszankę z kukurydzą, grochem i zbożami dla średnich ptaków

Zajęcia grupowe nie są dla noobies

-doszłyśmy do wniosku z Lilką wczoraj wieczorem… Rzeczywiście jest to godzina bardzo intensywnego cardio, więc dobrze że, wybrałyśmy się na TAKĄ formę fitnessu, dopiero po miesiącu chodzenia na siłownię…

Uczelnia Łucji Lili się spodobała. Powiedziała, że „wyobrażała sobie melinę, ale jest czyściutko, w zabytkowym budynku i na dodatek CIEPŁO”. Mieszko zresztą też uznał, że jest ok. Łucja przeprowadziła rodzeństwo także przez Dział Koreanistyki, gdzie akurat było dość tłoczno, a potem poszli na ramen!

─── ⋆⋅☆⋅⋆ ──

A dziś domowo! Znaczy, Łucja rano pojechała do biblioteki (ona tak się lubi uczyć), ja byłam na bieganiu, lecz główna atrakcją, którą sobie zaplanowałam, to rozbieranie choinki. Nie spadła ANI jedna igła, ale od tygodnia, NIE zapalamy już światełek, więc chyba MOŻNA. Coach-owo chciałam Wam też przypomnieć, że TEN tydzień, zaczynaliśmy od Blue Monday,więc jeżeli jakoś przetrwaliście (cały tydzień pociągi miały opóźnienia z powodu „czynnika ludzkiego”, czyli różnie ludzie* TEN czas DŹWIGALI), TO WARTO sobie przeleżeć te dwa dni i odespać to co się w nas nagromadziło!

*np. jeden pociąg, którym jechała Łucja się zatrzymał na pół godziny, bo czekali na policję, która przyjedzie i zabierze pijanego pasażera, który był w takim stanie, że nie można było go po prostu wywalić na peron.

A ramen dzieciaków wyglądał tak:

☕🍪🤎📜🧸marzyć można o rzeczach różnych

  • Nałóż zimowe buty, Mieszko.
  • NIE.
  • Nałóż. Jest zima. Wszyscy chodzą w zimowych butach.
  • Nie lubię ich.
  • Trudno. I szalik.
  • NIE. Albo buty, albo szalik!
  • Niedługo masz wyjazd z ojcem. Chcesz się przeziębić??
  • No dobra…
  • Super. Pomożesz mi skrobać auto. Chodź […]… Oglądam taki serial na showmaxie o psychopacie z lat ’70.
  • Jak się nazywał?
  • Serial nazywa się Devil in Disguise.
  • Nie. Jak się nazywał ten psychopata?
  • Gacy, ale różnie go zapisywali i policjanci przyjmujący zgłoszenia, nie połączyli ze sobą wcześniejszych ofiar.
  • Znam tego gościa. W sensie, wiem o kogo chodzi.

??? Nigdy nie zrozumiem tej chłopięcej fascynacji mrocznymi przypadkami z historii ludzkości, ale pogadaliśmy sobie na takie właśnie tematy, jadąc do ortodonty. Trafiliśmy do super kliniki, zrobili Mieszkowi kilka badań, symulacji i pomiarów (wyżej młody wypełniający ankietę w poradni) i teraz musimy się zastanowić, czy idziemy w to dalej? Temat trzeba by ruszać szybko (Mieszko chce bardzo), mają jakiś system ratalny i będę miała o czym myśleć w weekend!

A właściwie mogę zacząć myśleć już dziś, bo ekipa młodsza jedzie odwiedzić siostrę na uczelni, więc jakieś jedzenie SAMI sobie ogarną! Łucji Miłek snowborduje i mamy pannę dla NAS. Zresztą to akurat bardzo fajna akcja, bo Miłek, ma dwójkę młodszego rodzeństwa (wiekowo wszystko jest identycznie jak u nas) i jego mama, jak jedzie w góry, na ferie, to bierze WSZYSTKIE swoje dzieci!

z okna, z wczoraj

🌾słomki

  • Ktoś ma, widzę, shopping addiction… – powiedziała Łucja wchodząc do domu i patrząc na wielkie pudło na środku… Ogólnie my sobie tak czasem dogryzamy, ale Lila twierdzi, że OBIE jesteśmy takimi samymi utracjuszami.
  • No i właśnie, że nie, bo to DOSTAŁAM.
  • DOSTAŁAŚ??
  • Tak. Z WŁOCH.
  • I co to jest???
  • Słomki ze zboża.
  • SŁOMKI?? Całe pudło?
  • Tak sądzę.

🌾🌾🌾🌾

Byłam w grudniu na jednej wystawie dla nauczycieli. Wyszłam, szłam już do wyjścia i zobaczyłam, że w hallu, w drugim końcu jest jakiś tłum ludzi. Cofnęłam się więc i podeszłam zobaczyć… Było do spotkanie z Chrisem Nidenthalem, którego bardzo lubię i który jest cudownym przykładem, że podążanie za pasją (w tym przypadku fotografią) bywa czasem idealną szansą na idealny zawód i styl życia. On opowiadał o niektórych fotograficznych przygodach (fotografował Polskę w latach ’80 i świetnie po polsku mówi) i na tym spotkaniu po raz pierwszy zobaczyłam (bo na wielkiej ścianie był pokaz slajdów ze zdjęciami, o których on opowiadał) SŁOMIANY łańcuch na choinkę. CUDO! Bo od dawna, się zastanawiałam, czy te sztuczne świecące łańcuchy, które wieszamy, były ZAWSZE, czy było coś wcześniej? I okazuje się, że BYŁO coś wcześniej. Pokażę Wam fotkę z TAMTEGO spotkania i fotkę, która mnie rozłożyła na łopatki. Sprzedawca papierowych łańcuchów na choinkę…

I zapragnęłam MIEĆ taki łańcuch, nawet JEŻELI będę musiała sobie to żyto wyhodować… I dojrzewała we mnie ta idea, gdy pojawił się dobry duszek, czyli MMOZD, która przysłała nam karton z craftowymi przydasiami! Przybył wczoraj i rozpakowywaliśmy GO wspólnie. Zaczęłyśmy z Lilką, ale jak odkryłyśmy, że w środku są mniejsze paczuszki, a w nich są kolejne, i to przyda się do wianków, to do kartek, to na Wielkanoc, a to na święta, zawołałyśmy Łucję, a potem Mieszka i wszyscy mieliśmy naprawdę wspaniałą zabawę okdrywając kolejne niespodziewane akcesoria. Ach, słomki oczywiście TAKŻE były, także muszę już chyba łańcuch zrobić?? DZIĘ-KU-JE-MY!!! 🙂 💜💛❤️