🎁Polskie złoto (nie, nie bursztyn!)

Kupiłam na rynku mirabelki. Znalazłam gościa, który miał jakieś stare odmiany śliwek i dwa kolory mirabelek. Żółte i czerwone. Widzę czasem jak się mienią i złocą się na drzewach przy drodze, ale głupio zbierać czyjeś, a poza tym najlepiej by było, żeby pod drzewkiem podłożyć agrowłókninę i po prostu je przesypać do wiadra… I one RZADKO na rynku SA! Lecz TEN gość miał i na dodatek sprzedawał je w cenie ziemniaków (czyli bardzo tanio!). Mirabelki są wspaniałe. Mają wyraźny smak i żadnych „lokatorów”. Nastawiłam z nich dżem, ale zdaje się, że zanim przełożę do słoików, to zniknie. Kupię jeszcze, a na razie zrobiłam dzieciom awanturę o te śliwki typu ulena, które TAKŻE przyniosłam do domu…OTÓŻ, pestki są w CAŁYM domu. Bo zmieniam te pościele i przy okazji sprzątam… Ekipa została więc poinformowana, że owocówki MUSZĄ zostać w kuchni i od tej pory NIE ma jedzenia POZA kuchnią!

Trochę chłodniej i trochę wilgotniej, więc na spacerze co chwila wyłaził mi wielgachny ślimak! Dobra taka pogoda na początek roku! Lila pewnie NIE pójdzie do szkoły (bo przecież BYŁA na zakończeniu), ja muszę podbić do hurtowni po nową baterię wód mineralnych do szkoły, do pralni i do krawca. Diabli kupił Mieszkowi niezły gajer na ten poczet, ale spodnie trzeba poprawić. Zbieramy siły, bo od jutra znowu czas przyspiesza!