Śmiesznie było wczoraj. ➡️Wracaliśmy z tego Lublina tą samą trasą, którą wracaliśmy od dziadków, w CZASACH, gdy jeszcze mieszkali daleko od nas… Jest tam przy drodze knajpa, gdzie ZAWSZE się zatrzymywaliśmy! I tak TEŻ zrobiliśmy wczoraj! A TAM nas POZNALI! Strasznie się ucieszyli, a kelnerka, gdy przyjmowała zamówienie, wszystko pamiętała (wiecie, że to nawet mogło być 10 lat?). Tradycyjnie wjechały więc rosołki, które są u nich wybitne oraz barszczyk z krokietem dla mnie. I ona zapytała: Rosołki z zielonym, czy BEZ zielonego? Wiec odpowiedziałam: Z zielonym. Dorośli. I ona strasznie się śmiała z tego że DOROŚLI i już nie marudzą, że ZIELONE im pływa. A potem przyniosła pierogi i jeden talerz ze schabowym i mówi: Wiadomo dla kogo. I postawiła przed Mieszkiem. Bo on przecież ciągle głodny!
Byliśmy także wczoraj na wystawie „Co babie do pędzla?!” Wystawę miałam na liście do odwiedzenia, więc jak już byliśmy w Lublinie to zajrzeliśmy! To bardzo fajna wystawa, na której zebrano prace polskich malarek złotego okresu polskiej sztuki (tytuł wystawy to okrzyk jednego z malarzy z tamtego okresu). Nie uczono ich wtedy proporcji, nie znały anatomii, więc tworzyły głównie portrety innych kobiet (chętnie też pozowali im poeci) i krajobrazy. Ale wypracowały własne style i niektóre osiągnęły taki poziom mistrzostwa, że ich prace są aukcyjnie nie do przebicia.! ROLECZKA plus kilka fotek:




