Dajcie trochę mniej tej ostrej przyprawy.

-Łucja do mnie i do Lili. Ta czarna przyprawa to pieprz i NIE dałyśmy jej mniej, bo PIEPRZ lubimy!

Dziś jest dzień poprawkowych matur. One były trudne w tym roku – podobno dlatego, że to pierwszy rocznik, który szkołę kończył NIE w pandemii, a wiadomo, że jak egzaminy są trudne, to najbardziej uderza to w uczniów słabszych (ci dobrzy na tym wygrywają, bo jest większa dywersyfikacja punktowa wśród najlepszych). Dużo było także odwołań i liczba tych skutecznych jest tak duża, że możemy prognozować, że jeżeli nie będzie zmian w zasadach odwołań od oceny, to za rok egzaminy będą oceniane łagodniej. To zresztą akurat bardzo słabo świadczy o solidarności zawodowej nauczycieli, bo arkusze odwołujących się – opiniują (wysoko odpłatnie) inni egzaminatorzy! Niemniej jednak, podczas kiedy ja siedziałam w komisji poprawiających się nieszczęśników, którym nie udało się w maju, dzieci poszły sobie na lanczyk!

Czekam AŻ mi przyślą zdjęcia JAK coś jedzą, ale ponieważ nie mogę się doczekać, wkleję Wam, co, w ramach projektu DOM, przyniósł nam SIERPIEŃ. Nie za wiele, ale może jeszcze coś dojdzie? Jak by nie było, mamy kolejny talerzyk- półmisek, w truskawki, który upolowałyśmy z Lilką na końcach wyprzedaży na początku sierpnia oraz grawitacyjny MŁYNEK do pieprzu. Poprzedni młynek został ZUŻYTY. Rozwaliłyśmy go z Lilką, bo pieprz w kuchni używamy często i z upodobaniem, wbrew sprzeciwowi Łucji. Czasem mieszamy różne odmiany i ten młynek nie jest idealny, bo mieli za DROBNO (!), ale także go rozwalimy i kupimy kolejny! W bonusie, w layoucie niżej macie hot łapkę Miaustry!