Gdy nas nie było, byli goście od nieczystości i zabrali mi CAŁE wystawione przed domem ZIELONE. To doskonała informacja! Bałam się, że wrócimy i powitają mnie sterty nieodebranych gałęzi (tego dużo było), lecz zabrali wszystko. Pranie po-wyjazdowe już zrobione, a z samego rana byłam z Lilką w gminie po nowe karty mieszkańca (są potrzebne do biletów na kolejkę). Załatwione i to też bardzo dobra wiadomość. Nie ma w tej chwili karty tylko Łucja, ale musi to ogarnąć sobie sama. Nie dziś, bo dziś pojechała na RZĘSY. Równolegle, ja – w tym tygodniu mam dwa dni pracy, Lilka ma psychologa, a cała ekipa jedzie gdzieś tam na lanczyk. Na piątek mam plan całodziennej wycieczki, lecz NIGDZIE już tego lata nie jedziemy. Teoretycznie mamy jeszcze dwa tygodnie wakacji, ale wykorzystamy ten czas na różne zaległości oraz cd mojego szukania pracy. Wrzesień nie będzie jeszcze tragiczny, bo mi wjedzie sierpniowa pensja, ale od października zrobi się krucho. Pod koniec tego tygodnia do Polski ma wpaść Diabli i muszę też dotrzeć na rynek, by kupić coś MOIM sąsiadom w podzięce za opiekę nad Miau. Dziś też kończę moją przygodę z HBO, a akurat wrzucili prequela Outlandera (dwa pierwsze odcinki są przecudowne!) oraz trzeci sezon Pozłacanego Wieku. Oznacza to tylko tyle, że do nich wrócę jak jak skończę sagę z Yellowstone!
🌅
A tak było w Połądze. Ja zostałam z Bibs i chodziłam z nią po dzikim parku niedaleko naszego apartamentu, a ekipa poszła do miasta i odkryła, że jest tam MOLO. Zanim tam jednak dotarli przysłali mi fotkę NAKARMIONEGO bąbelka!

