- Mamo, zobacz! STRUSIE!!! Całe stado!
- BOSZE, Łucja… TO CZAPLE!!!! Ty podobno geografię na maturze zdawałaś?
A pomyśleć, że chwile wcześniej nabijały się z jakiejś panny, która przyjechała do Europy oglądać flamingi i myśli, że oto są – patrząc na bociany…
🦩🦩🦩
Odkryciem tego wyjazdu była Suwalszczyzna. Wsiąkliśmy w tamten region całkowicie. Jest zielono, pagórkowato i pusto. Jedyny minus to słaba baza gastro, ale przyroda wyrównuje to z nawiązką. Bitwy bocianów na środku szosy, wijące się ścieżki, plus niezwykła czystość i staranność. Mieliśmy tam dwa noclegi. Pierwszy w drodze na Litwę (tuż przy Sejnach) był zaraz przy jeziorze (tam na tej wielkiej działce rosły grzyby!), drugi w drodze Z Litwy (przy trójstyku)- między polami był niemalże rezydencją w towarzystwie krów, królików i wielkich ciapowatych psów, które polubiła Bibs. W tym drugim gospodyni chciała mnie zatowarować w swoje sadzonki, lecz wzięłam tylko donicę aromatycznej mięty. Trafiliśmy także na wspaniały punkt widokowy, a gdy z niego zjeżdżaliśmy znaleźliśmy cudowną pasiekę. Najlepszy chłodnik na całym wyjeździe zjedliśmy niedaleko Sejn, a z jarmarku w Wigrach przywieźliśmy pesto z pokrzywy, smalec, ogórki kiszone i różnego rodzaju bułeczki z nadzieniem, którymi żywimy się od wczoraj. Ach, no i wiem, że może zabrzmi to fatalnie, ale kocham to kresowe zaciąganie. Naprawdę. I wszyscy są bardzo przyjaźni i pozytywni! Zabawna historia: w Suwałkach gdy kupowałam krokiety, nie wiedziałam które wybrać (myślałam, że wezmę takie z pieczarkami) i zapytałam o to sprzedawczynię… I ona na pytanie, które najlepsze powiedziała, że tez z pieczarkami NIE mają kapusty! Bo kapusta robi przecież cały smak!











