- Lila, tak będziemy teraz cały dzień SOBIE w bonnecie chodzić?
- Tak. Czuję się w nim dobrze. Komfortowo. Jak pomyślę, że włosy będą mi się przyklejać do twarzy, to wiem, że nie mam ochoty go ściągać.
- Ok. A wyjdziesz ze mną do ogródka walczyć z bluszczem?
- Tak.
- A jeżeli nadleci dron jakiegoś stalkera to będziesz udawać, że to francuski beret?
- Oui, oui.
Pewnie nie ruszylibyśmy ogródka TEGO lata, gdyby nie Diabli, który podczas majowego pobytu Agnes wyszedł z maczetą i ściął dwa iglaki. Bo uschnięte, a on jak się rozpędzi z porządkowaniem to nie można go zatrzymać. I stały takie wysuszone i połamane na samym środku tylnej ściany ogródka i wiadomo było, że cd MUSI nastąpić. WIĘC działamy. Wycięte zostały w sumie cztery drzewka, czyścimy przestrzeń pod nimi (bluszcze), pniaki są cięte na drewno kominkowe lub pakowane do wywiezienia, gdy będzie odbiór zielonego. Pomaga mi Mieszko, który po pół godzinie ma DOSYĆ oraz Lila, która po pół godzinie już kicha. Idzie więc wszystko WOLNO, a plan jest DUŻY. Mam np już kupioną farbę na beton, którą pomaluję murek zanim zacznę tam ustawiać donice i sadzić hibiskusy…

🐊🐊🐊🐊
Z innej beczki, wracałam wczoraj z roboty i kupiłam sobie happy meal-a. Nie dlatego, że lubię fast foody, ale bardzo chciałam zobaczyć książeczkę o Stevie Irvinie, a dzieci NIE chciały mi jej kupić. Powiedziały mi natomiast, że DOROSŁY też może sobie kupić zestaw dla dzieci…

