🎁Polskie złoto (nie, nie bursztyn!)

Kupiłam na rynku mirabelki. Znalazłam gościa, który miał jakieś stare odmiany śliwek i dwa kolory mirabelek. Żółte i czerwone. Widzę czasem jak się mienią i złocą się na drzewach przy drodze, ale głupio zbierać czyjeś, a poza tym najlepiej by było, żeby pod drzewkiem podłożyć agrowłókninę i po prostu je przesypać do wiadra… I one RZADKO na rynku SA! Lecz TEN gość miał i na dodatek sprzedawał je w cenie ziemniaków (czyli bardzo tanio!). Mirabelki są wspaniałe. Mają wyraźny smak i żadnych „lokatorów”. Nastawiłam z nich dżem, ale zdaje się, że zanim przełożę do słoików, to zniknie. Kupię jeszcze, a na razie zrobiłam dzieciom awanturę o te śliwki typu ulena, które TAKŻE przyniosłam do domu…OTÓŻ, pestki są w CAŁYM domu. Bo zmieniam te pościele i przy okazji sprzątam… Ekipa została więc poinformowana, że owocówki MUSZĄ zostać w kuchni i od tej pory NIE ma jedzenia POZA kuchnią!

Trochę chłodniej i trochę wilgotniej, więc na spacerze co chwila wyłaził mi wielgachny ślimak! Dobra taka pogoda na początek roku! Lila pewnie NIE pójdzie do szkoły (bo przecież BYŁA na zakończeniu), ja muszę podbić do hurtowni po nową baterię wód mineralnych do szkoły, do pralni i do krawca. Diabli kupił Mieszkowi niezły gajer na ten poczet, ale spodnie trzeba poprawić. Zbieramy siły, bo od jutra znowu czas przyspiesza!

🎰DOBRE, bo NASZE

Dzisiaj na bieganiu jedna znajoma opowiadała o weselu swojej córki. Wydarzenie czeka ją już w przyszły weekend i panna młoda wymyśliła, że chce mieć wianek z chabrów i czarnuszki (mają podobne kwiatki). A one na jesieni NIE rosną! Więc wysadziła je sobie z nasion i ma! Bardzo mi się takie zagranie podoba, sama pewnie bym na nie NIE wpadła, więc sprzedaję Wam też tę metodę, bo pomysłowa! Pogadałyśmy też o tym, że podobno to co mamy teraz za oknem, to nie jesień, lecz susza i to akurat jest bardzo smutne. Rzeczywiście cały sierpień trawy nie kosiłam, bo zwyczajnie nie urosła, a teraz wszędzie leżą jeszcze na niej liście.

🎰🎰🎰

Przypomniało mi się, że do podsumowania lata miałam dać jeszcze złotą myśl. Złotą myśl podrzuciła mi Lila gdzieś na początku wakacji. Słuchała o planach różnych osób – NIC, jak to ona, nie mówiła o sobie, ale później powiedziała MI: NIE zazdroszczę ludziom ich wyborów. Zazdroszczę im MOŻLIWOŚCI. I bardzo wydało mi się to trafne, lecz do rozmowy włączyła się przysłuchująca się nam Łucja, która powiedziała: A ja NIE zazdroszczę im nawet możliwości. Co im po możliwościach, skoro nie wiedzą JAKIE mają wybory! No i oczywiście jest to bardzo ludzkie podejście, że: ja na JEGO miejscu zrobiłbym INACZEJ, ale rzeczywiście cieszmy się naszymi możliwościami! Są nasze nie bez powodu! SAMI sobie wybraliśmy!

Wieszam kolejne kartki na ścianach. Pocztówka z wystawy jest teraz z mojej sypialni!

to ostatni piąteczek

  • Łucja, gdzie jest ostatnia czekoladka?!?
  • Zjadłam.
  • ALE ja sobie specjalnie herbatkę zrobiłam!
  • No.. Cóż…
  • Dobra, zjem czekoladowego zająca z Wielkanocy.
  • Ktoś go musi zjeść.

Tak to jest, jak nie kupuje się smakołyków i zawsze jest walka o ten jedyny 🙂 Piątek! Ostatni wakacyjny weekend dzieci spędzają z Diablim.Wczoraj mi zabrał całą ekipę, a ja (do górki prasowania zbieranej przez tydzień) włączyłam sobie Gladiatora II (och, jakie straszne rozczarowanie!). Zmieniam pościel przed nowym rokiem szkolnym, wysypiam się i może podjadę na tę myjnię, chociaż strasznie mi się nie chce!

Letnie inwestycje zamykamy rowerem. Rower dostał Mieszko od taty, to rower po kumplu Diabla i jest to sprzęt ligi jakie jeszcze nie mieliśmy! Młody rower już zna, bo jeździł na nim jak byli u ojca, więc muszę tylko jakiś łańcuch mu podebrać!

🐝Lato 2025 ➡️200% normy jeśli chodzi o zaległości!

Łucja pojechała na Spice Latte (dla posiadaczy złotej karty w jej ulubionej kawiarni przedpremiera jest tydzień wcześniej), wiec zróbmy podsumowanie lata! Trendowe już wisi na szafie, więc teraz czas na całą resztę.

Dobre było! I WAŻNE. Chyba nigdy wcześniej nie udało nam się załatwić TAK wiele rzeczy! Nie udały mi się wyprawy, które planowałam (miał być Śląsk, Bieszczady na koniec lata, Jura z Bibi i zakwaterowanie w schroniskach). Miałam tam być w TYM roku, bo specjalnie wyrobiłam sobie legitymację nauczycielską! Zresztą zapomniałam jej też zabrać do Finlandii i tak naprawdę jej NIE użyłam (zniżka w schroniskach i zniżka przy wejściach do muzeów). UDAŁY się za to inne rzeczy! Przede wszystkim mega fajna była Turcja, która planowałam od ubiegłorocznych wakacji. Podobały nam się także Helsinki i otworzyliśmy sobie wrota na Suwalszczyznę, która kusić nas będzie chyba już zawsze. Byliśmy tylko na jednym festiwalu (Re:tradycja w Lublinie) i omijały nas koncerty, chociaż były świetne (J.LO była podobno wyjątkowa). Zabrakło tradycyjnej wyprawy nad polskie morze, ale Bałtyk, choć w wersji litewskiej się pojawił. Byliśmy na odpuście (Wigry), na dwóch wystawach (Alfons Mucha i polskie malarki), a cenę drożdżówek przebił hit lata, czyli POZIOMIANKI. To także kolejny rok z rzędu, kiedy dzieci SAME sobie czasami organizowały czas. Szli pojedynczo (Łucja) lub całą ekipą na miasto. Na lunch, na kawę, na gofry. Łucja pracowała i ma jeszcze jedną większą fuchę nagraną na wrzesień. Bibi został wyrobiony paszport i psa odbyła swoją pierwszą ZAGRANICZNĄ podróż!

Globalnie lato 2025 było ciepłe. Fale upałów dotarły nawet nad Skandynawię. Nasiliły się tzw.coolcations, czyli cele wypoczynkowe w CHŁODNYCH krajach. Moim zdaniem bardzo popularna był Finladia i „Pribałtika”, czyli Litwa, Łotwa i Estonia. Martwiliśmy się konfliktem w Palestynie i był pewien spadek zainteresowania wypoczynkiem na Bliskim Wschodzie, ze względu na ryzyko wojny.

NIE były to wakacje DŁUGIE, połowę zorganizował dzieciom Diabli, a w tych odcinkach, które mieliśmy na miejscu ogarnialiśmy głównie różne lekarskie zaległości (najważniejsze to tematy wokół Lilki). Pierwszą część lata zajęły rozterki naukowe Łucji (wyniki matur, przyjęcia na studia) i za ROK czeka nas TO samo. WAŻNYM elementem była renowacja ogródka i zostało to zrobione, a było tego SPORO. Kusi mnie, żeby podjechać po hortensję, ale podoba mi się JUŻ TERAZ, to co żeśmy wymyślili. Mega ważnym elementem było też lakierowanie podłogi i to BYŁ tak DAWNY plan, że realnie czuję, że wszystko zaległe jest ogarnięte. Zmieniłam też operatora Internetu i to TEŻ był kolos decyzyjno-organizacyjny. Ach, mam też NOWY telefon i w sumie też się już do niego przyzwyczaiłam.

🐝Transport – była wyprawa autem do Pałągi (przy okazji wyszło na jaw, że bardzo się męczę w aucie powyżej 300 km dziennie), ale TO lato należy do samolotów. Bo zaczęliśmy loty traktować w sposób taktyczny i dotarliśmy do momentu, gdy wylot NIE musi być z miejsca, do którego wracamy. Łucja leciała na Sycylię z Polski, a wracała do Hamburga. Ja jechałam do Hamburga pociągiem, stamtąd leciałam do Helsinek, ale wracałam z Finlandii bezpośrednio do Polski. To nie jest żadna wiedza tajemna, ale musiał nam się przełącznik w mózgu uruchomić.

🐝Napój – uwielbiam kwas. Nawiozłam sobie tych butelek z Litwy sporo i JEDNA mi została. I przecudowny był także turecki Ayran. Wchodziliśmy do sklepu, dzieciaki brały wody, a ja pod sklepem jeszcze zerowałam butelkę z Ayranem. Turcy mają różne te ayrany i wszystkie są pyszne.

🐝Potrawa – NIE zrobiliśmy tego lata żadnego przyjęcia. Nie dopadła nas żadna kulinarna nowość, za to dopracowałyśmy do perfekcji knedle i zrobiłyśmy pierwsze PIEROGI z jagodami! Chcemy wrócić do gofrów i korci nas pewien przepis z brzoskwiniami. Raz tego lata piekłyśmy z Lilką brzoskwinie by powstał SIDE i bardzo to było dobre!

🐝WZRUSZ – to oczywiście jest bardzo indywidualne, ale dla mnie najbardziej poruszający moment to wydarzenie sprzed tygodnia, gdy w kościele niedaleko Bolonii odczytano listę 12 tysięcy palestyńskich oraz 16 izraelskich dzieci, które zginęły od początku trwającego konfliktu. Nie przekłada ta liczba wagowo na którąś stronę. Każde dziecko jest ważne i bezcenne.

🐝Seriale – to jest niezłe. Hitem lata były PREQUELE. W mojej głowie to był zawsze średnio udany gatunek (tak było z GOT-em i z Władcą Pierścieni), ale to co pojawiło się w moim Uniwersum TEGO lata było REWELACYJNE. I Dexter, i Outlander, i Yellowstone. Wiedzieliście jaki szałowy będzie prequel Rockiego?

🐝WTOPA – zabolał roaming w Turcji, ale naliczoną opłatę odkręciłam, nie udało mi się natomiast nic zrobić z przegapionym 800+ za czerwiec.

🐝Letnie trendy w niskich social mediach – one zawsze są mega irytujące, bo na początku nie rozumiesz co wszystkich bawi. No więc, była Balerina Capuccina vs Crocodilo Bombardillo, czyli jakaś kretyńska bajka, z której ludzie uczyli się włoskiego ORAZ 6/7 które nie znaczy ABSOLUTNIE nic. Potem było to tańczenie Bamboleo, które wykonują głównie latynosi i jeszcze inne tańce, którymi katowałam dzieci „Zobaczcie, mamusia JUŻ potrafi”. Internet jest wspaniały i może dostarczać dużo radości. Korzystajmy z tego!

🐝Muzyka – nie zarejestrowałam żadnego hitu. Na początku lata pomyślałam, że może będzie to Azizam, ale jednak nie. Za to BARDZO dobrze słuchało mi się muzyki fińskiej (Mikael Gabriel). To zabawne słuchać piosenek, których w żaden sposób NIE rozumiesz! Zresztą, później, na Litwie złapałam też Saulius Prūsaitis ir RONDO i to wywołało we mnie taki sentymentalny nastrój jak rumuński O-zone 20 lat temu!

🐝Sport – i chyba znowu wygrywa chodzenie! Kajaczki były tylko raz, na rowerze śmigałam głównie ja (na kolejkę), a pływanie było tylko w Turcji.

🐝ZWROTPas Stanleya… Co tzn? No właśnie. Jak jechaliśmy na Litwę Łucja nie chciała sprawdzać knajp, w których możemy jadać (w sensie wyszukiwać polecajek i super miejscówek). Nie pamiętam o co wtedy chodziło, ale zdecydowałam, że WSZYSTKO sprawdzę sama. I znalazłam knajpę w Kownie, gdzie mieliśmy zjeść lunch. I uparłam się, że MUSIMY do niej iść. I nie mogliśmy JEJ znaleźć… Łucja się WTEDY włączyła, że TEJ knajpy nie ma. I żeby mi to udowodnić zaprowadziła mnie pod miejsce, gdzie wcześniej była. Dodajmy, że była godzina 14-sta, to miał być nasz pierwszy posiłek tego dnia, Bibi szczekała i ogólnie napięcie było SPORE. Od tamtej pory, jeżeli panna się nie chce w coś włączyć to pytam się: Czy naprawdę jesteśmy gotowi na kolejny Pas Stanleya? Tak się tamta knajpa miała nazywać… A ONI mi są potrzebni do tego, żeby te nasze wyjazdy wypalały!

🐝🐝🐝

Przyszłoroczne lato rysuje się podobnie. Też będziemy mieć rozterki naukowe (Lila i Mieszko). Ponadto Łucja ma JUŻ gotowe plany wyjazdowe, więc jeśli tylko uda się JEJ na nie zarobić, to czemu nie? Ja bardzo bym chciała takiej wyprawy, co to nam się TEGO lata NIE udała, plus może uda nam się ponownie wpleść w grafik samozbiory? NIC tego lata nie zbieraliśmy! MAŁO było również Hamburga, a to naprawdę wspaniałe miasto… No i grill koniecznie, skoro już ogródek przygotowałam! Lato to trudny okres, bo z jednej strony temperatury zmniejszają Twoją pracową produktywność, z drugiej tłumy ludzi wszędzie zniechęcają do podróżowania. Wypoczynek to większa sztuka niż się wszystkim wydaje! Wrzucam Wam obrazek, który multimedialnie stworzyła Lila na wystawie Alphonsa Muchy!

🥣I Heard The Chef Here is Really Hot!

Ustaliliśmy z Diablim grafik ferii zimowych. Ja wstępnie zaklepałam drugi tydzień, ale później odkryłam, że jest pewna komplikacja, więc do niego zadzwoniłam.

  • Ogólnie jest jedna rzecz, która nam uciekła. Szkolne ferie kończą się, zanim zaczną się ferie akademickie. One chyba są w całej Polsce tak samo…
  • Wiem. Już też to odkryłem. Łucja ma od ósmego lutego, czyli zaczyna tydzień po feriach całej reszty.
  • Dokładnie. Nie wiem jak TO połączyć, bo ona tak na sztywno podchodzi do tych studiów, że nie wiem czy się ją uda wyrwać przed sesją…
  • Lepiej niech się nie wyrywa. Najwyżej przyjedzie do mnie sama i pojedziemy sobie do Danii. Też tak to czuję, że straciłem jedynego sojusznika na wyjazdach. Została mi buntowniczka [Lila], gość, któremu wszystko jedno [Mieszko] i łobuz [córa Diabla].
  • No właśnie! Letnich wyjazdów, też absolutnie nie da się w tej chwili zaplanować…

Nawet Lilka uważa, że przejście Łucji do kolejnego etapu edukacji trochę rozbija nam całą dotychczasową rutynę. No ale za rok obie panny będą już na tym samym etapie, więc tylko ten rok będzie taki niespójny.

🥣🥣🥣🥣🥣🥣

Za to zabraliśmy dzisiaj dziadków na pot-y! Znaleźliśmy takie, pod którymi łatwo zaparkować, dzieciaki są w tej technologii biegłe i chociaż dziadek (WIADOMO) kiedyś już pot-ów próbował, to miejsce na obiad zostało zaaprobowane! Dostaliśmy FARTUSZKI, żeby się NIE pobrudzić, panny przygotowały każdemu indywidualny (!) zestaw sosów, który miał wzbogacić wywar, Mieszko zajmował się przewracaniem mięs na grillu (bo był gar z wywarem i ruszt) i ogólnie wszyscy byli zadowoleni! Ach, być może kojarzycie, że jeżeli gdzieś pojawia się rolka z pot-ów to często leci z komentarzem/hasztagiem: I Heard The Chef Here is Really Hot, bo tym CHEF-m na ogół jesteś SAM! No dobra, u nas szefował Mieszko 😀

🌌”Niech Twoja poduszka, ZAWSZE będzie zimna”

Wyświetlił mi się filmik z gościem, któremu w nocy, w sypialni, coś zaczęło stukać w ścianę. Włączył nagrywanie w telefonie i postanowił ODKRYĆ co mu stuka… Zakładał, że za ścianą utknęło jakieś zwierzę. Szczur lub kuna. TEŻ bym tak założyła. Chociaż szczury nie lubią chodzić w górę, więc obstawiałabym bardziej kunę… Na pewno nie myszy, bo je słychać inaczej. Jakby nie było facet poszedł po piłkę i wyciął w tym karton-gipsie mały prostokąt. Przyłożył przezroczyste plastikowe pudło, żeby to COŚ nie wskoczyło mu do domu i po chwili w tym mini okienku, w ścianie, pojawiła się czarna główka… szpaka! Okazało się, że w tamtej ścianie miał wcześniej komin i ptak po prostu wpadł do środka. Skrzydlaty przybysz przecisnął się przez szczelinę w ścianie i co tu kryć, wygrał życie. W komentarzach ludzie mu dziękowali. Fakt, wycięcie dziury w ścianie wiąże się z tym, że później będziesz musiał to załatać. I musiało mu się CHCIEĆ robić to w nocy. I to, że to zrobił, było bardzo wzruszające. Jedno podziękowanie przypominało modlitwę. I nie pamiętam czy było to w języku jaki znam, czy wcisnęłam „tłumaczenie”, ale były tam między innymi słowa: Niech Twój puchar zawsze będzie pełny, a Twoja poduszka ZAWSZE zimna.

Ależ to dobre życzenie! Z utęsknieniem czekam na jesień, bo źle mi się śpi w lecie. Wstaję w nocy, przewracam te poduchy, przeszkadza mi pościel i (cały czas za szybki) świt. Dużo dobrego ma lato, ale w konkurencji SPANKO jesień nie ma sobie równych!

🌌🌌🌌

Równolegle, za nami kolejny odcinek diagnozowania Lilki. Kolejny lekarz, kolejny test, kolejna płatność. Nie wiem KIEDY to się skończy, a strasznie to drogie i męczące. ALE zdobyłyśmy wczoraj zwolnienie z wuefu dla panny! Ten wuef jej nie leżał, to było źródło stresów i rozpaczy i cieszę się, że to mamy. Dotarłyśmy natomiast na miejsce WCZEŚNIEJ i poszłyśmy sobie PRZED na gofra! I też na to popatrzymy TAK, że zrobiłyśmy sobie dzień dbania o siebie!

⛰️Gdzie zaczyna się tajemnica, kończy się sprawiedliwość.

-„Schronisko, które przetrwało”, S.Gortych, czyli druga książka z cyklu „Karkonoska seria kryminalna”.

Wystraszyłam się, że oduczyłam się czytać. Brałam książkę i po dwóch stronach odkładałam z myślą, że nie pamiętam co przeczytałam. I wczoraj mnie olśniło, że książka, z którą tak walczę, ma włożoną zakładkę jeszcze z majowych matur! Czyli, może to ta książka TAKA trudna, chociaż niby przygodowa? Odłożyłam ją i wzięłam kolejną z kopczyka. I boom! Historia o górskim obozie dla młodych faszystów, gdzie hartowano ich ducha walki od razu mnie wciągnęła! A dodatkowo, temat był aktualny, bo gadaliśmy na obiedzie u dziadków o literaturze dla dzieci. Ogólnie ja uważam, że to co było KIEDYŚ nie jest fajne (cała proza, którą podtykano jeszcze mi, NIE pasuje do współczesnej koncepcji świata). Wszystkie te historie o bohaterskich dzieciach, które giną za dorosłych (dziadka ulubiona książka to Serce Amicisa albo Chłopcy z Placu Broni) nijak do wiedzy o dziecku nie pasują. To było złe, że nieletni idealiści poświęcali się w imię konfliktów i problemów stworzonych przez innych. Ja wiem, że dzieci lubią robić to co dorośli, ale od tego są dorośli, by dzieci w ten DUŻY świat za szybko nie wpadały.

⛰️⛰️⛰️

Poniedziałek. Od dziś do piątku mamy zaplanowane trzy wizyty lekarskie, plus może uda nam się spotkać NA tygodniu z dziadkami? Wczoraj rano szalałam z odkurzaczem i mopem, czyli dom jest z grubsza ogarnięty. NIC do szkoły nie kupujemy. Mieszko nie ma nastroju, a Lilka zeszyty już ma. Brakuje jej jednego podręcznika, ale chce go kupić na giełdzie szkolnej (pozostałe ma po Łucji oraz niektóre zdobyłam jeszcze w czerwcu). Sporo ich ubiegłorocznych podręczników jest cały czas niesprzedane (ten temat ogarnia Łucja przez vinted), ale tu też ruch zacznie się dopiero od września. Tornistry są (chyba nawet wyprane), a Łucja sprawiła sobie większą torebkę, do której mieści się jej tablet.

⛰️

Pokażę Wam Babę-Jagę z Jarmarku w Lublinie. Już wisi – w mojej sypialni!

Где твоя родина, где твой дом родной?

-zapytałam z wyrzutem Miaustrę, gdy wróciła do domu wyperfumowana męskimi perfumami. ZNOWU!

Jest wiersz Surikowa, który znają wszyscy Rosjanie. Coś jak nasza inwokacja z Pana Tadeusza. Uczą się go w szkole WSZYSCY i to doskonały przykład idealizowania archetypu sielskiej wsi. Zaczyna się od słów: Вот моя деревня/ Вот мой дом родной (oto moja wieś, to mój dom rodzinny) i ja to sparafrazowałam Miustrze pytając ją: Gdzie Twoja ojczyzna (rodina), gdzie Twój rodzinny dom? BO kocica się włóczy po całym osiedlu. Dociera nawet gdzieś bardzo daleko i całe szczęście, że ją znają, bo miała by przydomek kota BEZDOMNEGO! Jak wyjeżdżamy i zaangażowani są wszyscy, to niektórzy szykują dla NIEJ legowiska przed domem, by mogła tam ODPOCZĄĆ…

🥧🥧🥧

Niedziela. Szykujemy się na obiad do dziadków i miałyśmy z Lilą burzę mózgów CO zrobić na deser? Łucja chciała knedle, ale NIE mamy twarogu. Mogą być jabłka z kruszonką, ale panna najstarsza tego NIE chciała. Zrobiłyśmy więc pistacjowe tiramisu. Krem pistacjowy (pistacje zmiksowane z migdałami w takiej formie marcepanu) Łucja przywiozła z Sycylii. Wymieszałyśmy to z mascarpone i ze śmietanką, a biszkopty zanurzyłyśmy w ciepłym mleku migdałowym. Robiłyśmy z Lilą we dwie, ale zawołałam Łucję i Mieszka, żeby zobaczyli jak wygląda UKŁADANIE biszkoptów, bo może mają ochotę ułożyć? NIE mieli, ale oboje wsadzili palec w krem i uznali, że smaczne… Towarzyszyła nam natomiast Bibi, która bardzo chciała by ją POPROSIĆ, by ułożyła biszkopty, ale NIE zaproponowano jej tego… Deser jakby nie było gotowy, smakuje bardzo dobrze, więc zabieramy z nami w gościnę!

👩‍🎨Pędzel a płeć?

Śmiesznie było wczoraj. ➡️Wracaliśmy z tego Lublina tą samą trasą, którą wracaliśmy od dziadków, w CZASACH, gdy jeszcze mieszkali daleko od nas… Jest tam przy drodze knajpa, gdzie ZAWSZE się zatrzymywaliśmy! I tak TEŻ zrobiliśmy wczoraj! A TAM nas POZNALI! Strasznie się ucieszyli, a kelnerka, gdy przyjmowała zamówienie, wszystko pamiętała (wiecie, że to nawet mogło być 10 lat?). Tradycyjnie wjechały więc rosołki, które są u nich wybitne oraz barszczyk z krokietem dla mnie. I ona zapytała: Rosołki z zielonym, czy BEZ zielonego? Wiec odpowiedziałam: Z zielonym. Dorośli. I ona strasznie się śmiała z tego że DOROŚLI i już nie marudzą, że ZIELONE im pływa. A potem przyniosła pierogi i jeden talerz ze schabowym i mówi: Wiadomo dla kogo. I postawiła przed Mieszkiem. Bo on przecież ciągle głodny!

Byliśmy także wczoraj na wystawie „Co babie do pędzla?!” Wystawę miałam na liście do odwiedzenia, więc jak już byliśmy w Lublinie to zajrzeliśmy! To bardzo fajna wystawa, na której zebrano prace polskich malarek złotego okresu polskiej sztuki (tytuł wystawy to okrzyk jednego z malarzy z tamtego okresu). Nie uczono ich wtedy proporcji, nie znały anatomii, więc tworzyły głównie portrety innych kobiet (chętnie też pozowali im poeci) i krajobrazy. Ale wypracowały własne style i niektóre osiągnęły taki poziom mistrzostwa, że ich prace są aukcyjnie nie do przebicia.! ROLECZKA plus kilka fotek:

Z wizytą w mieście Koziołków!🐐

Jedna znajoma zwierzyła się przed wakacjami CZEGO się boi najbardziej (w perspektywie wakacji). Otóż co roku, dopada ją urlopowa choroba, czyli jakieś choróbsko, które zaczyna się dokładnie razem z jej dniami wolnymi. To podobno taki mechanizm dość częsty, gdy ciało po dużym stresie reaguje odpuszczeniem i przypomina o sobie. Ciekawe, nie? Gadałam o tym z pannami i Lilka uważa, że to objaw ZBYT spokojnych wakacji… Bo jak człowiek sobie napnie, to NIC się w nas NIE rozpręży! 🙂

I dziś pojechaliśmy do Lublina! Odbywają się tam różne festiwale, a w ten akurat weekend jest spotkanie twórców rzemiosła i rękodzieła. Pojechaliśmy tam po PAJĄKA dla mnie. Takiego słomkowego cuda wieszanego pod sufitem. I ceny tego są astronomiczne… Wiedziałam, że rękodzieło rośnie na wartości, ale że AŻ tak, to się nie spodziewałam :/ Poza tym bardzo, ale to bardzo brakuje wystawców z innych krajów. Dawno temu (przed wojną) byli i Ukraińcy, i Białorusi i Słowacy. Tym pierwszym nie w głowie sztuka, tych drugich wykluczono, a Słowacy nie wiem jakie mają wytłumaczenie… ALE miasto Koziołka jest ogólnie urocze, cudowne są tam piekarnie, poszliśmy też na wystawę, którą mieliśmy w planach, ale o niej JUTRO. Dziś wrzucam Wam fotkę koziołka i ROLECZKĘ! A jak klikniecie w relację to usłyszycie też jak tam w Bramie Krakowskiej pięknie grali!