Powiem Wam, że studia Łucji wywołują dużo emocji. Spotykam na psich spacerach różnych znajomych z dziećmi w tym samym, lub podobnym wieku i przekrój reakcji jest konkretny. Od „super!” do „po co?”. Po drodze jestem uświadamiana, JAKIE za tym idą zagrożenia i umówmy się, że WIEM. Że jak panna zwiąże się edukacją ze światem arabskim to nie wjedzie do Stanów. Nie zobaczy święta Dziękczynienia, nie ruszy w trasę Route 66, nie zwilży ja para z Niagary i nie obklei jej kurz Nowego Jorku, Teksasu czy Orleanu. Procedury wizowe będą ją od razu odrzucać. Ba, to będzie problem, gdyby chciała mieć tam przesiadkę w drodze na Kostarykę czy do Chile… I niewiele da wyrobienie drugiego, równoległego paszportu, bo system Esta będzie kopał też w listach lotniczych pasażerów. I WIEM, że wybór takiego kierunku to decyzja polityczna i nowy prezydent, który nadejdzie w ’29 roku niekoniecznie coś zmieni. Ognia emocji dolewa też to, że panna w drugiej turze rekrutacji dostała się na także pedagogikę, czyli może szybko zmienić na coś NORMALNEGO. Z drugiej strony, Łucja zapytana przez Lilę, dlaczego i jak będzie ten wybór uzasadniać, powiedziała, że było jej pierwsze zawodowe marzenie – jeszcze podstawówce i że gdy wracaliśmy z Uzbekistanu i lecieliśmy nad niezachmurzonym Iranem to pomyślała, że to niesamowite, że ten kraj ma własną strefę czasową.
🍪🍪🍪
Z lżejszych tematów, zdradzę Wam, że dziś na obiad do dziadków przygotowałyśmy deser z Dojczlandu. Jest tam w sklepach SPORO półproduktów, które mieszasz z mlekiem, śmietanką, mascarpone, itp i wychodzą z tego niezłe cuda. To pewnie wszystko jest NIE najzdrowsze, ale jako takie szybkie ciekawostki na podwieczorek, są to całkiem fajne produkty. Czat mi zrobił kolaż z marki, którą kojarzycie, ale marek, wersji i wariantów jest dużo i jest w czym wybierać!

