- Lila, jesteś z siebie dumna? Te nasze knedle to mistrzostwo świata! Z taką cienką skórką to jeszcze nam się nigdy nie udały!
- Dumna to byłam, jak naprawiłam spłuczkę w Kanadzie.
🪣🪣🪣
Zabrałam się dziś za coś, co planowałam od lat. Podłogę w dużym pokoju! Ogólnie to w planie a) chciałam ją wycyklinować i polakierować. ALE ceny jakie dostawałam były z kosmosu. I tłumaczyłam, że owszem 35 metrów kwadratowych, ale na parterze i w jednym pomieszczeniu. Żaden układ typu przesuwanie mebli z pokoju na korytarz i z powrotem… BEZ znaczenia. Koszt był w cenie biletów na drugi koniec świata dla nas wszystkich. Potem gadałam z sąsiadem i on powiedział, żeby położyć NOWĄ deskę barlinecką, bo kosztuje koło stówy za metr i to jest zdecydowanie taniej. True, ALE ja nie mam przycinarki, ZRESZTĄ nie chcę sama z piłami pracować, więc też trzeba by kogoś zamówić i TAKŻE koszt się robił duży…. I oto, jak byłam ostatnio w markecie budowlanym i szukałam kolorowej emalii i lakierobejcy do koszyków, tuż obok gadało dwóch lakierników. Część podsłuchałam, o inne rzeczy dopytałam, coś tam wykombinowałam sama i kupiłam farbę do RENOWACJI, którą maluje się na STARYM lakierze. Oczyściłam tylko powierzchnię, pokryłam bejcą i razem z Mieszkiem polakierowaliśmy wiedząc, że ZAWSZE może być gorzej.
Czy jest lepiej? NIE jest gorzej, ale co ważniejsze, czuję się uleczona z wizji poprawy mojej podłogi. Już mi NIE przeszkadza, podjęłam próbę naprawy, wyszło jak wyszło i TEMAT zamykam. Przechodzę do innych marzeń i kolejnych wnętrzarskich planów! Trochę tak jak z materacem Lilki, który kupiłam wiele lat temu za duży i postanowiłam, że TAK zostanie. BO z tym czuję tak samo! Po drodze, podczas obsychania kolejnej warstwy, zrobiłyśmy tylko z Lilą morelowe knedle (tym razem do środka wleciał arktyczny rokitnik), a zaraz pojadę z Mieszkiem do sklepu po tusze!

