
Dzieci wróciły w nocy, więc zanim wszyscy posnęli, było PÓŹNO. Rano zerwałam się na bieganie, a ponieważ tego snu wyszło niewiele wielkie plany remontowe przełożyłam na inny moment… Za to wydarzyło się coś innego, co w strefie DOMU, jest bardzo ważne! Wymieniona została DESKA na sedesie!
Deskę połamała Lila, chwilę przed przybyciem Agnes. Agnes, na szczęście, była dziewczyną, której nie straszne prowizorki, więc nie narzekała. Za to teraz, wymontowałam tą połamaną, włożyłam do płóciennej torby i z takim WZOREM pojechałam do budowlanego. Patrzyłam na tych lamusów co przyszli z miarką i MYŚLĄ, że i kształt muszli i rozmiar złapią! Ja, z WZOREM wybrałam natomiast IDEALNĄ! Następnie dziś, koło południa, wpadł na chwilę Diabli i zamontowałam nam NOWĄ!
Równolegle, wczoraj przymocowałam PODKOWY. Podkowy są trzy, jakiś czas temu pomalowałam je, farbą na rdzę, na ZŁOTO (niczym w Weselu) i wiszą!

🧲🧲🧲
Opowiadałam w nocy Lilce jaką miałam przygodę na lotnisku w Helsinkach. Jak wiecie, ostatnie miesiące, różne nowe lotnicze przepisy się pojawiają i tak też było tym razem. Siedziałam sobie w pewnej odległości od gate-u z laptopem, gdy zaczęło się wpuszczanie na pokład… No i nie wiadomo dlaczego, zegarek na komputerze się nie przestawił, więc tylko tak się zastanawiałam czemu oni godzinę przed zaczęli wpuszczać? A potem poleciał komunikat, że „last call”, więc się zerwałam, że może lecimy wcześniej (do końca NIE zaskoczyłam, że zegarek się nie przestawił). Wrzuciłam laptopa do tylnej kieszeni plecak, z trudem go zapięłam i dobiegłam. Byłam ostatnia, a niewysoka, azjatycka stewardessa wkładała właśnie walizkę dziewczyny przede mną do stojaka. Handle is to high. You must pay 40 Euro.
Ups – pomyślałam. Jestem ugotowana. Mam pękaty plecak i wielką torbę z aparatem.
- I know her. I met her in Thailand half year ago – szepnął do mnie starszy Anglik, który dobiegł za mną.
- No. I met her in Turkey month ago. You too have a problem – mruknęłam wskazując na jego wielki plecak.
- BIG problem.
- I’ve got HEAVY and double problem- bo mój plecak widocznie wrzynał mi się w ciało, a torba z aparatem jest większa…
- What’s our plan B?
- I’m going to wear everything I have inside.
Po czym przyszła moja kolej i mi się zawiesił telefon. Puściłam go przodem, odblokowałam, pokazuję kartę pokładową i zaczynam się tłumaczyć niepytana z mojego bagażu, że to kamera, to… ale ona powiedziała: No, it’s ok. Uff, wielkie UFF, podziękowałam i poleciałam do rękawa! Czekał na mnie tam ten koleś i się pyta: Jak poszło? Mówię, że TEŻ ok, więc życzył mi szczęśliwego lotu i tyle było tego spotkania. A opowiadałam o tym Lilce, że w podróży zawsze jest komunikatywnie i czasem przydarzają nam się dobre rzeczy i zawsze należy być za nie losowi wdzięcznym!
