- Dokąd jedziesz? – zapytałam sąsiadkę z psem. Ładowała akurat do wiśniowego auta wiśniową walizkę.
- Do Berlina!
- Ach, no tak! Na bieg w błocie! Wspaniale!
- Będę przysyłać zdjęcia. Upodlę się godnie!
- Dokładnie!! Zresztą godność ogólnie lepiej w domu zostawiać.
- I wstyd też. Wianek przepadł już dawno temu! Jedź ze mną!
- Kusisz, kusisz. Kiedyś się zabiorę!
Wszyscy się wakacjują, a ja czekam na dzieci! Tych propozycji wyjazdowych mam jakoś niewiarygodnie dużo TEGO lata, ale przez ten tydzień spotkałam chyba każdego kogo mogłam! Za to, dziś, byłam w markecie budowlanym, bo włączyła mi się opcja remont. Mam DUŻY i rewolucyjny pomysł, ale w tej sytuacji zaczekam na smarki, żeby jeszcze „NIE chaotyczny” dom zobaczyły i od jutra ruszymy. Zawsze na wakacje coś porządkowego się działo, ale w tym roku majowa Agnes sprężyła mnie do wcześniejszych działań i i ściany czyste, i narzuty na kanapach wyprane i łazienka podmalowana. Fajnie, że mam tego mopa, bo w lecie zwykłam oddawać dywany do czyszczenia, a tym razem ogarnęłam to mopem. Wiadomo, po pralni było LEPIEJ, ale i tak jest odświeżone.
Ekipa zawitała jeszcze do Lichtenstein-u, więc atrakcji mieli DUŻO! Pod screenem mix fotek od Łucji!











