Dzieci wracają do mnie w tym tygodniu, a ja- zgodnie z przewidywaniami, w lesie ze wszystkim co miałam ogarnąć! Ale dziś, pojechałam odebrać wyniki panny Łucji z matur! Poszły jej dobrze. Wybitnie poszła jej rozszerzona geografia, na której zdobyła 76% co ulokowało ją w 94 centylu, bo to bardzo trudny egzamin był, rozszerzony angielski, który miała na 95%, rosyjski, który ma na 85% i nieoczekiwanie także polski, gdzie ma powyżej 80%. Dokładnie NIE wiem, bo zaświadczenia mi nie wydano, GDYŻ panna jest pełnoletnia. Upewniłam się tylko, że może odebrać w przyszłym tygodniu i pojedzie już sobie SAMA. Zgłoszenia na studia już wysłane, chociaż mamy duże emocje, bo kierunek na który panna chciała się dostać wymaga rozszerzenia, którego NIE mamy, a info pojawiało się dopiero teraz Tym jednak, będziemy martwić się później! Bibs sobie przywiozłam od dziadków WCZORAJ, ale do dziadków muszę podjechać TAKŻE jutro, bo oni na chwilę wyjeżdżają (a KOTEK będzie sam). Zajrzałam też, po drodze (wracając ze szkoły Łucji), do piekarni, bo otworzyli nam w okolicy KOLEJNĄ. I to jest akurat bardzo, bardzo fajne. We wrześniu ubiegłego roku nie mieliśmy w pobliżu żadnej. Duże było kombinowanie ze śniadaniówkami, ale w połowie września otworzono AŻ DWIE. A później jeszcze DWIE (i mówimy o zupełnie różnych, ale bardzo smacznych piekarniach). A dziś otwarto piątą- taką małą, rodzinną i craftową. Jest więc w czym wybierać w zależności od nastroju! Muszę także jeszcze podbić do biblioteki, bo jadąc do ogólniaka Łucji skończyłam ostatniego audiobooka, którego miałam!
🐲🐲🐲















