
Zanim weszliśmy na pokład samolotu lecącego do Turcji wyłączyłam przesyłkę danych. Żeby przypadkiem mi nie naliczyło żadnych opłat po wylądowaniu. I jeszcze lokalizację tak na wszelki wypadek… Internet standardowo miała mieć Łucja, która wykupuje kartę e-sim i dzieli się NIM z nami gdy jesteśmy poza hotelami i strefami wolnego dostępu. Tyle, że zaraz po wylądowaniu panna zostawiła telefon w łazience na lotnisku! Na wszelki wypadek wybrałam jej numer, żeby mieć pewność, że tego telefonu nie ma gdzieś przy sobie i poszliśmy do celników i służby ochrony lotniska… NIE szło się z nimi dogadać, lecz podeszła do nich babeczka z jakąś inną sprawą i TA babeczka, wyglądała jak Rosjanka… Zagadałam więc do niej po rosyjsku i wytłumaczyłam co się stało, a ona przetłumaczyła Turkom. Aaaaa!- wykrzyknęli i wpuścili Łucję na strefę gdzie NIE powinno jej być i panna pobiegła do toalety. Telefon się znalazł, podziękowałyśmy i pobiegłyśmy do naszego taksówkarza, który miał czekać TYLKO 15 minut. Był! Gdy szliśmy do jego vana mijaliśmy Turków Łucja mruknęła: Kto powiedział, że trzeba jeździć do Włoch by się dowartościować, tu będzie jeszcze więcej tego zainteresowania. TRUE, tak było. Ale w końcu siedliśmy w klimatyzowanym aucie, kierowca wyjął z lodówki pod siedzeniami napoje dla nas i wtedy przyszedł mi SMS o naliczeniu opłat. Extra, pomyślałam i postanowiłam, że zajmę się tym później, bo jak to usłyszałam w jednym filmie ostatnio, problemy mają to do siebie, że NIE znikają, więc NIE trzeba o nich myśleć od razu.
Po przyjeździe do Polski odwołałam się od tej decyzji i w długim mailu wytłumaczyłam JAK do tego doszło. Że nie korzystałam z Internetu, że przypadkiem odblokowałam wysyłkę danych i to wtedy, w ciągu siedmiu minut, się stało. Play reklamację, „w drodze wyjątku”, uznał, choć zaznaczono mi, że opłaty zostały naliczone prawidłowo. Niemniej jednak BARDZO się z tego cieszę!

