🫐🥟Sukces na miarę naszych możliwości!

Próbowałam sobie przypomnieć wszystko co pamiętam z MOICH pierwszych wakacji za granicą. Miałam wtedy 10 lat, pojechaliśmy z rodzicami do Jugosławii, a na dachu malucha był drugi „maluch” bagażu. Mieszkaliśmy w namiocie i podróż wydawała mi się bardzo długa. Nie pamiętam ciepłego morza, ale pamiętam, że od dziadka dostawaliśmy codziennie jakiś pieniążek za który mogliśmy kupić sobie coś w sklepiku kempingowym. Na ogół wybieraliśmy pierwszy w życiu jogurt, a potem odkryliśmy, że za dwa jogurty możemy kupić komiks. Co z tego, że w nieznanym nam języku, skoro komiks w PRL był bardzo cenną relikwią! I w sumie pamiętam też trochę rozczarowanie, bo wakacje u babci były fajniejsze. Mniej stresu, więcej przyjemności i żadnych napięć. Opowiadałam o tym wszystkim dzieciakom.

  • Jechaliśmy długo, bo wszędzie się zatrzymywaliśmy. Pierwszy postój był koło Lwowa, w Rosji, gdzie dziadek kupił lornetki.
  • Chyba na Ukrainie?
  • Nie, Lila. Wtedy to było ZSRR. Kolejny postój był na w Rumuni, a jeszcze kolejny w Bułgarii. W Jugosławii sprzedaliśmy te lornetki, a coś co kupiliśmy w Rumunii sprzedaliśmy w w Bułgarii. Wszyscy TAK robili.
  • Nie wszyscy. Tylko dziadek.
  • Powiem mu to 😉 – powiedziałam i DZIADEK był dumny, że wnuczka TAK go ocenia ;) – I pamiętam, że koło naszego namiotu położył się w śpiworze jakiś student.
  • Australijczyk?
  • Nie. Nie było Australijczyków we wschodniej Europie. To chyba by też Polak.
  • W sensie, jak w tym memie. Nie ma TAK odległego miejsca na świecie, gdzie nie spotkasz Australijczyka na gap year-ze. Tak jak w Albanii.
  • No tak 🙂 TO taki był demoludowy Australijczyk! A co Ty pamiętasz ze swoich pierwszych zagranicznych wakacji? To była Bułgaria, bo jak byłaś gdzieś tam tylko z Łucją, to byłaś za malutka.
  • Pamiętam żółwia. I że zamówiłam sobie rosołek i cieszyłam się, że jakieś normalne jedzenie będzie, a oni go podali z pomidorem. To było straszne rozczarowanie! No i w Rumunii strasznie się bałam, bo Łucja nas nastraszyła wampirami. Cieszyłam się, że tylko jedną noc tam śpimy!
  • No bo jechaliśmy przez Transylwanię!

Mieszko i Łucja TEŻ pamiętają żółwia. Mieszko jeszcze pamięta kawałek plaży, a Łucja hotel i wszyscy (łącznie z Łucją) bali się WTEDY strasznie wampirów – czyli ta dziecięca pamięć jest jednak bardzo wybiórcza. Gadałam także z dziadkiem i on przypomniał mi, że na na dachu, jadąc do tej Jugosławii mieliśmy też 20 litrowy kanister, bo w Rumunii nie było benzyny i że mieliśmy zaproszenie od gościa z Zagrzebia (dzięki któremu mogliśmy odbyć tę podróż), ale tam nie dotarliśmy. I miał jeszcze w zanadrzu kilka historii o kombinacjach z celnikami na granicach, bo to w sumie było jego pierwsze zderzenie z takimi mechanizmami.

🫐🥟🫐🥟🫐🥟🫐

Łucja miała wczoraj spotkanie z koleżankami. Koniec końców wylądowały w domu u jednej, bo jej rodzice mają firmę ze sklepami po całej Polsce i często ich nie ma. Dziewczyny spędziły więc noc na plotach: „Jak ich dalsze plany?”. Te, co się chciały gdzieś tam dostać, dostały się, choć niekoniecznie tam gdzie planowały. A jedna, która weekendowo pracowała u Wietnamczyka (noworoczna premia to były bilety do Wietnamu na Chiński Nowy Rok) dostała się na poznański UAM, na właśnie wietnamistykę! Bardzo ciekawe to życie innych, LECZ MY, z Lilianą, w TYM czasie zrobiłyśmy WCZORAJ pierogi! TO nasze pierwsze pierogi, miały więc różne kształty i różną grubość ciasta, ale w przepisie miało nam wyjść 35 sztuk i tak też, z pół kilogramem jagód, wyszło! Na fali sukcesu Lila zaproponowała, że na święta możemy zrobić USZKA, powiedziałam o tym Lutce i babcia jest pomysłem zachwycona. Ostatnie lata kupowała i jej NIE smakowały. Ba, okazuje się, że potrafi składać i ma przepis na farsz! My (tymczasem) popracujemy na CIASTEM!

jagodowe łapki Lili

Tunelowo 🕳️

Czytałam ostatnio o tunelowej perspektywie patrzenia na świat. Typowej dla osób w depresji. Zarówno tej farmakologicznej, jak i sezonowej. Łatwo nam TO sobie wyobrazić. Takie widzenie świata, kiedy widzimy tylko jego mały wycinek, a wszystko wokół jest szare, rozmazane i nieważne. I nie ma argumentu, który nas przekonał, że nie jest TAK źle, bo przecież jest tyle dobra wokół. Bywa. Miewamy tak. Wszyscy.

Jestem w tym terapeutycznym cyklu z Lilką. Mega jest babka, na którą trafiłyśmy, ale jest to wszystko strasznie drogie. TAK, że autentycznie zastanawiam czy to jest tego warte? Moje zdanie na temat psychologii i tego czy jest nam potrzebna jest takie, że NIE. Że to wytwór fanaberii i zmanierowania współczesnych czasów, ale a)goni nas czas, więc skazani jesteśmy na rozwiązania komercyjne, b) realnie osoba tworząca diagnozę jest niesamowita. Jak dwa tygodnie temu z nią rozmawiałam (w sprawie panny) i ona zadawała pytania, to autentycznie każde wywoływało u mnie: „Aa, no tak. Lilka TAK ma.” – Czy jest spostrzegawcza? – Nie. Widzi tunelowo. Nawet jak wysiada z auta muszę krzyknąć, żeby się rozejrzała. – Czy mocno się koncentruje na zadaniach, które ma do wykonania? – Tak. I jak się na czymś koncentruje, to wszystko inne przestaje istnieć – Czy lubi dwuznaczność? – Nie. Utknęła na zadaniu z matmy bo nie widziała, czy pokrywka jest jego częścią. To było dla niej najważniejsze. – Czy ma na punkcie czegoś obsesję? – Tak, swoich włosów i swojej cery. – Czy lubi niespodzianki? – NIE. – Czy jako dziecko inicjowała zabawy? – Nie. Wymyślała Łucja. Ona sie dostosowywała. – Jak wyglądają jej poranki? Lubi ciszę. Łucja wsiada ze mną do auta i podpina swojego spotify, a Lilka musi mieć ciszę. – Bo zbiera siły na cały dzień. Jakby nie było, panna właśnie ma wizytę, za dwa tygodnie jeszcze jedna i mam nadzieję, że zamkniemy ten etap i nie będziemy do tego świata terapii nigdy wracać.

👷🏼👷🏼👷🏼

Kotka Wam pokażę. To kotek sąsiadów, bo od soboty do soboty, zajmujemy się ich zwierzyńcem. To tacy sąsiedzi, którzy bardzo rzadko wyjeżdżają, za to my, ZAWSZE wrabiamy ich w opiekę na Miau. Ochoczo więc teraz chadzamy, te 2 x dziennie, by zapewnić sąsiedzkiemu kocińcowi atrakcje i towarzystwo!

🌥️chmurzasty wtorek

Mam znajomą, która ostatnio miała dołek. I tak zaczęła marudzić mężowi, że w NICZYM nie jest dobra (btw. NIEPRAWDA). I że nawet w bieganiu jest słaba, chociaż robi to od tak dawna! I bardzo mi się spodobało co ON jej odpowiedział. Nic w stylu, dla mnie jesteś najlepsza, albo że w czymś tam jesteś zupełnie niezła, lecz jej przytaknął. Fakt, we wszystkim jesteś słaba i są lepsi od Ciebie. Ale czy to przeszkadza Ci w byciu szczęśliwą? I dokładnie tak! Jeżeli czujecie, że pchacie tę kulę spraw i wszystko idzie NIE do końca tak jak byśmy chcieli, to prostu bądźmy sobie szczęśliwi! Bardzo to mądre!

🌥️🌥️🌥️

Tymczasem odbębniłam kolejne badanie (usg piersi), uruchomiłam dwie urzędowe sprawy, przejrzałam imprezy cykliczne w Polsce w sierpniu i byłam rano na rynku. Pojechałam BEZ Lili, bo odwoziłam wcześnie Łucję na kolejkę (panna grzała na kolejny plan), więc wykorzystałam to by RUSZYĆ po warzywka (panny zamówiły dużo zielonego, więc wzięłam sałatę masłową, sałatę rzymską, ogórki, kalarepkę i pak choi-a). Chciałyśmy także z Lilą zacząć zamrażać owoce, żeby były do zimowych owsianek, ale owoce nam ZA szybko znikają. Zdążyłam poporcjować i wrzucić do zamrażarki truskawki, ale borówkę Mieszko wyżarł prawie do końca. Mamy jeszcze jagody, ale WPIERW chcemy z Lilka zrobić podejście do PIEROGÓW!

dziś panna udawała fankę na koncercie i tak ją ubrali. W życiu tak się nie ubierała na koncerty!

🥒Cukinia gigant

  • Mamo, czy jak chodziłaś do szkoły, to piłaś wodę mineralną?
  • Nie, Lila. Tak jak Wy macie, że dostajecie wodę do szkoły, to nie było. Nie było plastiku. Mleko było w szklanych butelkach, chyba bywały też oranżady, ale one też były w szklanych. PRL to nie były fajne czasy.
  • Tata mówił, że po wuefie pili wodę z kranu.
  • Możliwe. My mamy takie memy, że ja w podstawówce po 8 godzinach bez płynów, moje dziecko, które zapomniało wody i czeka aż mu ją przywiozę na pierwszej przerwie, plus zdjęcie ususzonej mumii 😀 Miałam koleżankę, która czasem w zimie przynosiła termos z herbatą, ale nie było takich malultkich termosów jak teraz, tylko ona miała taki duży, ze szklaną kapsułą w środku, więc wrażliwy na upadki. Zazdrościłam jej tego, chociaż bałam się potłuczonego szkła.
  • A kiedy zaczęłaś pić wodę?
  • Wydaje mi się, że na początku ’90 pojawił się trend na wodę, jako taki fit wariant. Nikt nie mówił o nawodnieniu, ale modny stał się aerobik. Wcześniej piło się herbatę i kompoty. Albo taki gazowany napój z saturatora. Z sokiem. Ach, były też syfony!

Poniedziałek. Rozmawiałam ostatnio ze znajomą o tych rzeczach, co to człowiek je na wakacje ogarnia. Takie, które mu się cały rok kumulowały i teraz nadgania! Na ten tydzień mamy aż trzy wizyty lekarskie, chcę zabrać ekipę na jedną wystawę, ale muszę się wstrzelić w dzień, kiedy Łucja będzie dostępna i może uda mi się umówić z ekipą od nowego Internetu. Z rzeczy lekkich chcemy zrobić przegląd majtek i skarpetek. No i musimy też wymyślić jakiś sposób na przetworzenie cukinii-giganta, którego dziś rano dostałam od dalszej sąsiadki! Ona ma takie mini-pole i takie jej giganty powychodziły! Szłam z Bibi na spacer, zachwyciłam się zbiorami, to i dostałam!

Jak widać, Miaustra TAKŻE jest zdumiona TAKIM warzywem!

🍪French Vanilla Truffle Mousse

Powiem Wam, że studia Łucji wywołują dużo emocji. Spotykam na psich spacerach różnych znajomych z dziećmi w tym samym, lub podobnym wieku i przekrój reakcji jest konkretny. Od „super!” do „po co?”. Po drodze jestem uświadamiana, JAKIE za tym idą zagrożenia i umówmy się, że WIEM. Że jak panna zwiąże się edukacją ze światem arabskim to nie wjedzie do Stanów. Nie zobaczy święta Dziękczynienia, nie ruszy w trasę Route 66, nie zwilży ja para z Niagary i nie obklei jej kurz Nowego Jorku, Teksasu czy Orleanu. Procedury wizowe będą ją od razu odrzucać. Ba, to będzie problem, gdyby chciała mieć tam przesiadkę w drodze na Kostarykę czy do Chile… I niewiele da wyrobienie drugiego, równoległego paszportu, bo system Esta będzie kopał też w listach lotniczych pasażerów. I WIEM, że wybór takiego kierunku to decyzja polityczna i nowy prezydent, który nadejdzie w ’29 roku niekoniecznie coś zmieni. Ognia emocji dolewa też to, że panna w drugiej turze rekrutacji dostała się na także pedagogikę, czyli może szybko zmienić na coś NORMALNEGO. Z drugiej strony, Łucja zapytana przez Lilę, dlaczego i jak będzie ten wybór uzasadniać, powiedziała, że było jej pierwsze zawodowe marzenie – jeszcze podstawówce i że gdy wracaliśmy z Uzbekistanu i lecieliśmy nad niezachmurzonym Iranem to pomyślała, że to niesamowite, że ten kraj ma własną strefę czasową.

🍪🍪🍪

Z lżejszych tematów, zdradzę Wam, że dziś na obiad do dziadków przygotowałyśmy deser z Dojczlandu. Jest tam w sklepach SPORO półproduktów, które mieszasz z mlekiem, śmietanką, mascarpone, itp i wychodzą z tego niezłe cuda. To pewnie wszystko jest NIE najzdrowsze, ale jako takie szybkie ciekawostki na podwieczorek, są to całkiem fajne produkty. Czat mi zrobił kolaż z marki, którą kojarzycie, ale marek, wersji i wariantów jest dużo i jest w czym wybierać!

📷Sztuki trzy

  • Lila, chciałabym żebyś tak się do mnie do mnie uśmiechała jak do tej kanapki z fetą…
  • Tak?
  • Nie. NIE tak. Do NIEJ uśmiechasz się LEPIEJ.
  • Nie uśmiecham się do ludziny.

Przeczytałam ostatnio niezły artykuł o kanibaliźmie na ziemiach polskich (link, ale uprzedzam, że wersja jest niestety płatna). Ciekawe, bo wynika z niego, że tego typu przypadki były związane z rytuałami (przejmowanie energii i mocy po pokonanych wrogach) i oszczędnością (zjadano tych, co zginęli – jak wiemy to nie byli tylko ludzie starzy). Nikt nie polował na ludzi, bo a)człowieka trudno upolować, b) 18 tysięcy lat temu na terenie dzisiejszej Polski ludzi było ok 1500 SZTUK, więc leśna zwierzyna była zdecydowanie łatwiej dostępna, c)ludzina jest mało wartościowa i niskokaloryczna. I ogólnie TO słowo jest w NASZYM słowniku nowe. W takim formacie słowotwórczym znaliśmy tylko gęsinę, strusinę i sarninę! Dzieciom o tym wszystkim opowiedziałam i jak widać słowo zapamiętali!

📷📷📷

Dzisiaj zrobiliśmy przegląd zeszytów i książek po poprzednim roku szkolnym – z tych po Łucji sporo zostaje, bo może przydadzą się Lilce, a w ramach sobotnich ATRAKCJI ułożyłam sobie ekipę do corocznego zdjęcia! Tym co od niedawna przypomnę, że punktem wyjścia jest fotka z 2012 roku, którą po prostu odtwarzamy co roku, w lecie!

Mieszko jest w tym wieku, że NIE można go dotykać, stąd trudności z POZOWANIEM…

🧺 Dzień odświeżenia lakierobejcą koszy

  • Mam coś ochotę w sobie zmienić…
  • No nie wiem, Łucja. Dobrze wyglądasz. Jakiego rodzaju zmiana jest Ci potrzebna?
  • Nie wiem.
  • Kolczyk kolejny, włosy, strój? Może siłownia?
  • Myślałam o grzywce, ale jak przymierzam – tak wiesz: zginając włosy, to efekt NIE jest naturalny, bo końcówki są zniszczone.
  • Grzywka przy kręconych włosach? Średnie wg mnie… Zgól może brwi?

Rano odbębniłam kolejnego lekarza z segmentu profilaktyka, a teraz kosimy i przycinamy! Źle nam to idzie i sąsiad podpowiada by wziąć jego ogrodnika. Fakt, boję się tą piłą, którą mam, ciąć powyżej linii ramion, a na tej wysokości trzeba by przyciąć najbardziej. Mam też pnie po drzewkach do wyrwania i sama NIE dam rady. Temat będzie wracał!

🧺🧺🧺

Piąteczek i pochwalę się WAM, najważniejszym wydarzeniem TEGO tygodnia. Otóż, Łucja dostała się na studia! Dokładnie na te, na które chciała. Miałyśmy trochę wątpliwości i panna aplikowała również na inne kierunki (na których jest na listach rezerwowych), ale w końcu stanęło na tym. BARDZO się cieszę! Jej wybór to filologia na orientalistyce, na UW i oznacza to, że od października będzie się uczyć takich egzotycznych języków jak arabski, perski i tadźycki. Filologie są doskonałe, bo to kierunek, który uczy praktycznej wiedzy, którą trudno opanować samodzielnie. Czekają ją więc, zajęcia kabinowe z fonetyki i kontakt z zupełnie innym alfabetem. Dziś byłyśmy w sklepie i oglądałyśmy zeszyty (bo ona jest taki millenials jeśli chodzi o estetykę) i panna westchnęła, że CAŁY czas potrzebuje i chyba sobie kupi… więc PIERWSZE zeszyty, na NOWY rok szkolny, już SĄ!

🪣Lato w Polsce słynie z remontów

  • Lila, jesteś z siebie dumna? Te nasze knedle to mistrzostwo świata! Z taką cienką skórką to jeszcze nam się nigdy nie udały!
  • Dumna to byłam, jak naprawiłam spłuczkę w Kanadzie.

🪣🪣🪣

Zabrałam się dziś za coś, co planowałam od lat. Podłogę w dużym pokoju! Ogólnie to w planie a) chciałam ją wycyklinować i polakierować. ALE ceny jakie dostawałam były z kosmosu. I tłumaczyłam, że owszem 35 metrów kwadratowych, ale na parterze i w jednym pomieszczeniu. Żaden układ typu przesuwanie mebli z pokoju na korytarz i z powrotem… BEZ znaczenia. Koszt był w cenie biletów na drugi koniec świata dla nas wszystkich. Potem gadałam z sąsiadem i on powiedział, żeby położyć NOWĄ deskę barlinecką, bo kosztuje koło stówy za metr i to jest zdecydowanie taniej. True, ALE ja nie mam przycinarki, ZRESZTĄ nie chcę sama z piłami pracować, więc też trzeba by kogoś zamówić i TAKŻE koszt się robił duży…. I oto, jak byłam ostatnio w markecie budowlanym i szukałam kolorowej emalii i lakierobejcy do koszyków, tuż obok gadało dwóch lakierników. Część podsłuchałam, o inne rzeczy dopytałam, coś tam wykombinowałam sama i kupiłam farbę do RENOWACJI, którą maluje się na STARYM lakierze. Oczyściłam tylko powierzchnię, pokryłam bejcą i razem z Mieszkiem polakierowaliśmy wiedząc, że ZAWSZE może być gorzej.

Czy jest lepiej? NIE jest gorzej, ale co ważniejsze, czuję się uleczona z wizji poprawy mojej podłogi. Już mi NIE przeszkadza, podjęłam próbę naprawy, wyszło jak wyszło i TEMAT zamykam. Przechodzę do innych marzeń i kolejnych wnętrzarskich planów! Trochę tak jak z materacem Lilki, który kupiłam wiele lat temu za duży i postanowiłam, że TAK zostanie. BO z tym czuję tak samo! Po drodze, podczas obsychania kolejnej warstwy, zrobiłyśmy tylko z Lilą morelowe knedle (tym razem do środka wleciał arktyczny rokitnik), a zaraz pojadę z Mieszkiem do sklepu po tusze!

po oczyszczeniu/po zabejcowaniu/po polakierowaniu

☁️Środek wakacji ☁️

Przeczytałam dziś, że koty i psy wspomagają pamięć. Psy wzmacniają funkcje poznawcze i pamięć natychmiastową, a koty powodują „wolniejszy spadek płynności werbalnej”. Ten cudowny wpływ zwierząt domowych dotyczy TYLKO dwóch gatunków, bo rybki i ptaki nijak na nasz mózg nie wpływają. Bardzo to miłe, bo oba gatunki mamy w domu, aczkolwiek wiecie dobrze, że ma się czasem ochotę udusić to towarzystwo!

Odwiozłam Łucję na plan (serial o policjantach, podobno beznadziejny), byłam z Lilą w sklepie po żarcie dla zwierzaków, zamówiłam tusze do drukarki, bo utknęłam technicznie coś tam robiąc (jutro będą do odbioru), zrobiłyśmy na obiad bowle (kukurydza jest pyszna w tym roku + ryż, polędwiczki i tzaziki) i zaraz wyciągnę młodego na spacer. Zapisałam się do lekarza, na baaardzo odległą wizytę profilaktyczną i umówiłam się na montaż nowego Internetu. Ach, wybraliśmy jeszcze film na jaki możemy pójść do kina!

☁️☁️☁️☁️☁️☁️

Ogórkowo kilka zaległych fińskich fotek! Jestem na różnych grupach o podróżowaniu i straszne tłumy się teraz po świecie przewalają… Odwołania podróży, anulowanie biletów, brak miejsc w hotelach, a TAM było przyjemnie, przyjaźnie i przestronnie!

Tego nie widać, ale to były dość DUŻE schody na których STOJĘ!
Cerkiew
Bardzo mocna była ta rzeźba. Oni wszyscy płaczą. Fontanna łez. Tuż przy Centrum Sztuki Współczesnej.
Tkaniny z krosna w skansenie
Cudowne były te miejskie plaże. Cały dzień można było przeleżeć na takich polodowcowych kamulcach!
Miedziane organy w świątyni, a niżej wietrzne organy w parku
I chmury. Wydaje mi się, że gdzieś-kiedyś czytałam, że pomysł na Muminki wziął się autorce z patrzenia na chmury. Takie były w samolocie. Baa, w którymś momencie wystrzeliła z nich tęcza!

📓Zeszyt numerów

Mam nowy telefon. W sensie aparat. I jest przy nim, jak to przy takich zmianach, duże zamieszanie! Po pierwsze, chociaż czułam się niemalże ambasadorką Huwaei-a, tym razem jest to inna marka. Duże były naciski ze strony CAŁEJ rodziny, bym miała „normalny” telefon, ale nie zamierzałam się słuchać kogokolwiek. Tyle, że ostatni miesiąc pokazał jak trudne jest funkcjonowanie bez usług google. Pomińmy apki sklepowe, czy mapy, które nie pokazują natężenia korków i są dość nieaktualne, oraz nic mi po pinezkach, ale wszystkie apki z komunikatorami, co to je miałam w pirackich wersjach mi się wieszały w najmniej pożądanych momentach. Uber nie mógł mnie znaleźć albo zablokował się komunikator, na którym miałam zapisaną kartę pokładową. Ach, przecież ja nie mogłam pobrać także worda czy pdf-a (czyli np. biletu lotniczego), wiec otwierało to u siebie jakieś dziecko i przysyłało mi screena. A wymienić chciałam też, bo aparat, zaczynał się bugować i np. podczas rozmowy telefonicznej wybierał inny numer (i być może ten rekordowy rachunek z Turcji był przykładem takiego zablokowania?). Tym niemniej jednak JEST to pierwsza sytuacja w naszej domowej historii, że kupiony został NOWY aparat, podczas gdy działa poprzedni. Stary (pochodzący raptem z wiosny ’22) będzie wiec nadal użytkowany, chociażby po to by korzystać z klipów Petal, które są bliźniacze to Cup Cuta. Co Wam to zmienia? Nowy telefon ma stabilizację nagrań, więc moje rolki powinny się TRZĄŚĆ mniej!

I siłuję się z tym nowym aparatem od tygodnia, a wczoraj zrobiłam coś co jest niewątpliwym sygnałem starzenia się… Założyłam „zeszyt” z hasłami! NIC nie mogłam zainstalować, bo nie ICH nie pamiętałam. A jak zaczęłam zmieniać to wylogowało mnie na każdym innym nośniku!

📓📓📓

  • Dzień dobry. Umówiłam się do Pani, bo mam wyniki moich badań i chciałam zapytać, czy są ok. Powinna je Pani widzieć, bo to u Państwa w przychodni robiłam – powiedziałam przez telefon tydzień temu. Miałam już komplet wyników badań, które zrobiłam na początku lipca.
  • Dobrze, dobrze. Właśnie na nie patrzę. Proszę mówić! Czy coś Panią niepokoi?
  • Tak. Mam nowe uczulenie, dlatego też powiększyłam zakres podstawowy polecony przez e-pacjenta.
  • A kiedy Pani była u lekarza?
  • Jakiś czas temu.
  • Ja w ogóle w systemie NIE widzę żadnej Pani wizyty. Proszę się umówić stacjonarnie, żeby ktoś Panią zobaczył. Teleporada to nie jest spotkanie z lekarzem!
  • Ale ok są te wyniki? Ja regularnie robię też inne badania…
  • To bez znaczenia. Proszę się spotkać z lekarzem!

No więc, z duszą na ramieniu, umówiłam się na dziś, na wizytę STACJONARNĄ. I GIT! Ciśnienie też jest ok i podobno wciąż jestem szczupła, chociaż od tego wyniku max, co to osiągnęłam dwa miesiące temu, spadło raptem 3 kg. Mam pulę niezbyt pilnych badań, na które mogę się już funduszowo umówić, muszę się spotkać z alergologiem, a na jesieni suplementować witaminę D.

wnętrze tradycyjnej fińskiej chaty