Próbowałam sobie przypomnieć wszystko co pamiętam z MOICH pierwszych wakacji za granicą. Miałam wtedy 10 lat, pojechaliśmy z rodzicami do Jugosławii, a na dachu malucha był drugi „maluch” bagażu. Mieszkaliśmy w namiocie i podróż wydawała mi się bardzo długa. Nie pamiętam ciepłego morza, ale pamiętam, że od dziadka dostawaliśmy codziennie jakiś pieniążek za który mogliśmy kupić sobie coś w sklepiku kempingowym. Na ogół wybieraliśmy pierwszy w życiu jogurt, a potem odkryliśmy, że za dwa jogurty możemy kupić komiks. Co z tego, że w nieznanym nam języku, skoro komiks w PRL był bardzo cenną relikwią! I w sumie pamiętam też trochę rozczarowanie, bo wakacje u babci były fajniejsze. Mniej stresu, więcej przyjemności i żadnych napięć. Opowiadałam o tym wszystkim dzieciakom.
- Jechaliśmy długo, bo wszędzie się zatrzymywaliśmy. Pierwszy postój był koło Lwowa, w Rosji, gdzie dziadek kupił lornetki.
- Chyba na Ukrainie?
- Nie, Lila. Wtedy to było ZSRR. Kolejny postój był na w Rumuni, a jeszcze kolejny w Bułgarii. W Jugosławii sprzedaliśmy te lornetki, a coś co kupiliśmy w Rumunii sprzedaliśmy w w Bułgarii. Wszyscy TAK robili.
- Nie wszyscy. Tylko dziadek.
- Powiem mu to 😉 – powiedziałam i DZIADEK był dumny, że wnuczka TAK go ocenia ;) – I pamiętam, że koło naszego namiotu położył się w śpiworze jakiś student.
- Australijczyk?
- Nie. Nie było Australijczyków we wschodniej Europie. To chyba by też Polak.
- W sensie, jak w tym memie. Nie ma TAK odległego miejsca na świecie, gdzie nie spotkasz Australijczyka na gap year-ze. Tak jak w Albanii.
- No tak 🙂 TO taki był demoludowy Australijczyk! A co Ty pamiętasz ze swoich pierwszych zagranicznych wakacji? To była Bułgaria, bo jak byłaś gdzieś tam tylko z Łucją, to byłaś za malutka.
- Pamiętam żółwia. I że zamówiłam sobie rosołek i cieszyłam się, że jakieś normalne jedzenie będzie, a oni go podali z pomidorem. To było straszne rozczarowanie! No i w Rumunii strasznie się bałam, bo Łucja nas nastraszyła wampirami. Cieszyłam się, że tylko jedną noc tam śpimy!
- No bo jechaliśmy przez Transylwanię!
Mieszko i Łucja TEŻ pamiętają żółwia. Mieszko jeszcze pamięta kawałek plaży, a Łucja hotel i wszyscy (łącznie z Łucją) bali się WTEDY strasznie wampirów – czyli ta dziecięca pamięć jest jednak bardzo wybiórcza. Gadałam także z dziadkiem i on przypomniał mi, że na na dachu, jadąc do tej Jugosławii mieliśmy też 20 litrowy kanister, bo w Rumunii nie było benzyny i że mieliśmy zaproszenie od gościa z Zagrzebia (dzięki któremu mogliśmy odbyć tę podróż), ale tam nie dotarliśmy. I miał jeszcze w zanadrzu kilka historii o kombinacjach z celnikami na granicach, bo to w sumie było jego pierwsze zderzenie z takimi mechanizmami.
🫐🥟🫐🥟🫐🥟🫐
Łucja miała wczoraj spotkanie z koleżankami. Koniec końców wylądowały w domu u jednej, bo jej rodzice mają firmę ze sklepami po całej Polsce i często ich nie ma. Dziewczyny spędziły więc noc na plotach: „Jak ich dalsze plany?”. Te, co się chciały gdzieś tam dostać, dostały się, choć niekoniecznie tam gdzie planowały. A jedna, która weekendowo pracowała u Wietnamczyka (noworoczna premia to były bilety do Wietnamu na Chiński Nowy Rok) dostała się na poznański UAM, na właśnie wietnamistykę! Bardzo ciekawe to życie innych, LECZ MY, z Lilianą, w TYM czasie zrobiłyśmy WCZORAJ pierogi! TO nasze pierwsze pierogi, miały więc różne kształty i różną grubość ciasta, ale w przepisie miało nam wyjść 35 sztuk i tak też, z pół kilogramem jagód, wyszło! Na fali sukcesu Lila zaproponowała, że na święta możemy zrobić USZKA, powiedziałam o tym Lutce i babcia jest pomysłem zachwycona. Ostatnie lata kupowała i jej NIE smakowały. Ba, okazuje się, że potrafi składać i ma przepis na farsz! My (tymczasem) popracujemy na CIASTEM!






















