- Lil, co chcesz na Dzień Dziecka?
- A jaki mam budżet?
- Do 50 zeta. Twoja siostra chce kredkę do konturowania z DM. Mieszko, a Ty?
- A ile mogę wydać?
- Mało. A może chcecie jakiś prezent wspólny? Kupić Wam kochani trampolinę?
- Oj, tak – mamo, ja chcę! Będę mogła spać w ogródku!
- Zjedzą Cię komary, Łucja. Mamo, ja chcę repetytorium z matematyki.
- Cudownie Lila. Mieszko, a Ty? Żartowałam z tą trampoliną.
- Chcę kremówkę.
- Za 50 zeta? To chyba całą blachę? A może masz ochotę na wycieczkę do Wadowic? Mieliśmy się tam wybrać…To dobry pomysł. Musimy go kiedyś zrealizować!
- Tak przy okazji wycieczek, ja już sprawdzam jakie bonusy będę miała za wzięcie udział w wyborach.
- Łucja, Ty jesteś mistrzem takich odkryć! Czekałam bardzo na ten Twój wiek wyborczy! Co możemy dostać?
- Trzeba zrobić sobie zdjęcie przy urnie wyborczej jak się wrzuca kartkę. W jednym miejscu można odebrać matchę, w innym będzie losowanie wycieczki do Zakopca i voucherów.
Myślicie już o Dniu Dziecka? Jutro cisza wyborcza, więc samo mówienie: A jaki wafelek zjecie na Dzień Dziecka, może być agitacyjne ☺️ Za to, dziś, miałam wycieczkę z uczniami, na którą zabrałam Łucję! Wycieczka była do jednej z najbardziej niesamowitych współczesnych budowli, którą miejscowi nazywają… wyciskarką do cytrusów. Budynek widać z daleka, a długa perspektywa prowadzącej do niego alei przywołuje symetrią i układem Watykan. My jednak poszliśmy tam głównie do podziemi, bo tam IPN przygotował dla nas oprowadzanie po Izbie Pamięci Prezydentów na Uchodźctwie. Zanim tam jednak dotarliśmy mieliśmy tour po świątyni i jest to naprawdę mega miejsce. Drewniane ekrany akustyczne by nie było echa, 12 tonowy ołtarz zrobiony z litego kamienia i podziemna kaplica, która ma nawiązywać do pierwszych miejsc kultu katolickiego, które mieściły się grotach. Cały czas poszerzana jest ściana z relikwiami, mają tam dojść piszczałkowe organy, które są specjalnie do tego wnętrza tworzone, a wielka sylwetka Chrystusa jest umieszczona na 30 metrowej ścianie, zakończonej świetlikami (ma to mieć wrażenie wznoszenia się ku światłu). Potem w nagrodę, że mi towarzyszyła, zabrałam pannę na matchę!
No dobra, właściwie to ona mnie zabrała, bo wiedziała, gdzie serwują dobrą 🙂









