- Cały czas 50%.
- 50% czego Łuczku? Matmy?
- Tak.
- A od ilu się zdaje?
- Od 30.
- To dlaczego my się martwimy?
Siedzi ta panna i rozwiązuje te arkusze i dziś nawet JEDEN raz, ta matma wyszła 67! Równolegle, ja z Lilą byłam na rynku i zdradzę Wam, że zaczyna się sezon na smakołyki! Są już truskawki (moja fryzjerka, która pochodzi z rolniczego regionu, mówi, że to nasze, bo w tunelach już są), ale cena na razie zaporowa. Szparagów jak dotarłyśmy nie miał już NIKT, ale są także pierwsze gruntowe ogórki (pycha!). Ziemniaki młode już też są, ale czekamy, aż potanieją. Tak żeśmy się z Lilką na te smakołyki napatrzyły, że na obiad przyrządziłyśmy coś nietypowego, bo rybę! Ryby u nas za bardzo nie schodzą, ale umyśliłyśmy, że panierowane kawałki w otoczeniu wiosennych warzyw będą strzałem w 10! Pokroiłyśmy tylko filety miruny na paluszki (równiutko niczym u kapitana Igloo) i mamy zielone światło, by DANIE powtarzać! A teraz siedzę u sąsiadów i zajmuję się ich kotami. Na ogół oni zajmują się naszą kotką, a tym razem za petsitterów robimy my!

