¡Hola, Si!

  • Synu, ale jak będziesz głodny, to sobie po prostu coś kupisz? Będziesz potrafił? To w końcu Europa.
  • Tak.
  • Nawet jak trzeba będzie po hiszpańsku?
  • Hola, Si.

Dziś w nocy Mieszko pojechał na Erasmusa. Zbiórkę na lotnisku mieli o trzeciej NOWEGO czasu, czyli o drugiej starego. Lecieli wpierw do Monachium, tam mieli przesiadkę i stamtąd był kolejny lot do… Barcelony! Tam czeka na nich bus, który przewiezie ich 150 km na południe, właściwie wzdłuż linii brzegowej. Gościć go będzie rodzina Agnes, czyli jego rówieśniczki, która później przyjedzie do nas w maju (ta logistyka wtedy to będzie kosmos). Młody pisał z nią na whatsupie i paradoksalnie ich korespondencja była najbardziej treściwa spośród wszystkich jadących dzieciaków, bo ustalili całą masę szczegółów (w tym nawet takie, że ręcznik dostanie, żeby go nie ciągnął). Mieszko bardzo chciał do Hiszpanii jechać, więc cała akcja, która wyszła nagle, bardzo nas ucieszyła. Razem z nim jedzie 9 innych dzieciaków ze szkoły, który musiały przejść rozmowę kwalifikacyjną po angielsku oraz mieć wzorowe zachowanie. No i oczywiście wszyscy wokół myślą, że o jak fajnie, że Mieszko jedzie, LECZ było z tym duże urwanie głowy. Mamy grupy rodzicielskie, były zebrania i rozbudowana papierkologia (o karcie Ekuz, która dotarła do nas w ostatniej chwili nie wspomnę). Termin się przesuwał, a jeśli chodzi o przyjazd grupy hiszpańskiej to cały czas jest ruchomy. Nasze wiosenne plany też w związku z tym zostały zablokowane, bo nic nie było wiadomo. ALE myślę, że będzie super! W tym ich miasteczku, w ich szkole, będzie też akurat grupa erasmusowa z Francji, więc całkowity multi-kulti. Całe wydarzenie (przeloty, ubezpieczenie i przejazdy) opłacone jest przez projekt, a na miejscu za wszystkie jego potrzeby odpowiada rodzina, która go przyjmuje. Wraca za tydzień!

Taka wiadomość przyszła na grupę wczoraj, od nauczycielki, która organizuje wyjazd 🙂
Taki tematyczny bidon znaleźliśmy w naszych zapasach bidonów. Barca jest tam na pewno klubem NR 1.
A taki był zaspany młody dziś w nocy, gdy go wywaliłam na lotnisku. Tam mam 7 minut na parkowanie i on sam miał pójść na zbiórkę koło pianina. Trafił!