
Sobota! Pobiegane (dwie ostatnie soboty biegałam z Lilą, bo panna miała Beep-test w szkole i chciała by jej dobrze poszło), pieczywo kupione i można zaczynać weekend! Z rzeczy ważnych, które wydarzyły się w mijającym tygodniu, była także wizyta u ortopedy z Łucją! To było badanie „2 lata po operacji”. Teoretycznie rzecz biorąc, powinno było być w grudniu, ale nie dostarczyliśmy jakiegoś dokumentu i nas przesunięto. Kolejne za dwa lata, a jeszcze kolejne za pięć. Wizyta była bardzo sympatyczna, a kręgosłup panny ma się dobrze. Powinna zacząć ćwiczyć, bo odcinek lędźwiowy ma tendencję do życia własnym życiem, ale aktywność pewnie ruszy od października. Tzn. panna czasem rano biega, ale myślę że zajęcia pilatesowe były by dla niej lepsze. U lekarza stawiliśmy się za późno by ubiegać się o zaświadczenie na maturki (ten dokument trzeba było złożyć w grudniu), by panna miała mniejszą salę (egzamin z polaka jest długi, a ona może chcieć w trakcie wstać i chwilę pochodzić), ale szkoła i tak przydzieliła ją do małej sali. Problem więc ogarnął się sam!
Z rzeczy przyjemnych DZIŚ RANO zmiksowałam pierwsze tegoroczne masło z czosnkiem niedźwiedzim! Oraz tu macie roleczkę, która powstała przed chwilę, gdy siadłam na kanapę, na moich wypranych obiciach i poduchach. Jak to mówi Lilka taka opcja to life-changer, bo rzeczywiście cały dom jest od razu czystszy!

