–z Wesela
- Lila, mogę oddać „Wesele” do biblioteki?- odwoziłam pannę rano na przystanek.
- W sumie tak, chociaż jeszcze omawiamy. Ale już bez książki. Omawiamy grupy społeczne.
- I jak je oceniasz?
- Wesele jest wyjatkowe, bo żadna inna powieść nie omówiła tak szczegółowo konfliktu między chłopami a inteligencją.
- Proszę Cię, nie opowiadaj mi tego. Mam w audiobooku narodziny faszyzmu na przykładzie rodziny z aryjskim chemikiem i jego żoną żydówką i to jest TAK ciekawe, że jak słyszę o konflikcie społecznym w kraju bez wojny, to wiem, że to NIE będzie TA historia!
- I tak wolę „Wesele” niż Mickiewicza. Pan Tadek był straszny.
- To fakt. To polskie ziemiaństwo było równie nieprzystosowane jak ludzie przed wybuchem II wojny światowej. Jakby nigdy nie oglądali filmów katastroficznych. Wyskakuj, bo zaraz zaczną trąbić- ponagliłam spóźnialską.
- Ha, ha, dokładnie!
Miałam trochę wyrzuty sumienia, że nie zasadziłam cebulek szczypiorku, ale wbiłam palec w ziemię i zimno. Z CZYSTYM sumieniem przesuwam to na PÓŹNIEJ, a w międzyczasie byłam na kolejnej wycieczce! Tam, gdzie byłam w ubiegłym tygodniu, z Mieszkiem i z LO, lecz tym razem zabrałam ze sobą SP. Mieliśmy mniej o wojennej konspiracji, ale były za to warsztaty o bullingu, co jest niezłym przełożeniem tematyki opresji wobec Żydów na świat młodszych nastolatków. Wszyscy teraz masowo oglądają netflixowe „Dojrzewanie” i ja zaraz jak skończę disneyową „Sektę” też to ruszę!



