- Mamo, nie mam jutro pierwszej lekcji.
- Ależ cudownie Łucja! Nienawidzę tych czwartkowych poranków z godziną zero! O której wstajemy?
- To zależy czy mnie odwozisz?
- Odwiozę, bo to jednak godzina snu więcej!
I co? I nic. Panna i tak WSTAŁA o piątej i kręcąc się mnie obudziła. Plus, w nocy łaził ten durny pies, któremu jest na piętrze za gorąco, a co kilka godzin wchodzi na górę i robi obchód czy na PEWNO każdy jest w swoim łóżku! Dziś na noc Łucja ma wziąć melatoninę (jak Lilka), bo to sensu nie ma!
I cały dzień, w tym deszczu i mżawce, jestem tym faktem niesprawiedliwej pobudki poirytowana! A to NIE był dobry dzień na FOCHA, bo dziś miałam kolejną wycieczkę z uczniami! Na wystawie o kwiatach, zielarstwie i botanice zanurzyliśmy się mojej ukochanej antropologii i etnografii. Zgłębialiśmy temat etnobotaniki i medycyny ludowej i doszłam do wniosku, że macierzanka JEST moim ulubionym zapachem!





