- Skoro już mamy dywan, matko, czy możemy wymienić coś jeszcze? – zapytał Mieszko.
- CO jeszcze?
- Ściany???
- O nie! Ty jesteś jak Łucja! – panna też się uparła, żeby zmieniać kolor ścian, na co ja nie mam ochoty, bo ich pokój jest DOBRY i są bardziej naglące tematy w domu do zrobienia.Oni oboje są zresztą identyczni i uwielbiają remonty i przemeblowywania – Ścian NIE ruszamy.
- To może chociaż fototapeta?
- Ona nie jest zła. Zresztą to za duża robota. Przy ściąganiu odejdzie tynk, to trzeba robić na mokro i od razu trzeba będzie nakleić nową. Potrzebny by był do tego ojciec. NIE.
- To przynajmniej lampy?
- -PY? KtórE?
- Górną i dolną?
- O tym możemy pomyśleć.
Urodzinowo młody zażyczył sobie dywan. Pojechaliśmy do sklepu i gość sobie wybrał. Mieliśmy wymiary jakie wejdą w tę przestrzeń pomiędzy łóżko a biurko i to było jego jedyne ograniczenie.Zasugerowałam też, że wolałabym jasny, bo pokój ma nieduży, a ciemny dywan go optycznie zmniejszy. Oraz przyznam się, że mi bardziej podobał się poprzedni. Ale ja a) nie lubię zmian, b)mam takie skrzywienie z racji wieku, że wzory turecko-podobne kojarzą się z PRL-em (i wewnętrzne przekonanie, że proste graficzne wzory są bardziej stylowe). LECZ, jeśli on nie ma takiej skazy i przeglądając dywany, wybrał właśnie taki, to JEST to jego przestrzeń i może sobie ją urządzać po swojemu. Zresztą w żaden sposób nie czuję się dizajnerskim guru i zakładam, że oni będą tworzyli efektowniejsze wnętrza niż ja. Tak więc, NA marzec doszedł dywan! 😸


