- Lila, jak tam Twoje ucho? – panna rano odgarnęła włosy i czymś spryskiwała kolczyki.
- Dobrze, mamo. No swimming, no sauna for two months.
- Tak naprawdę to sądziłam, że zrobisz sobie tak wyżej tego drugiego… W tej górnej części ucha.
- Bo tak planowałam, ale potem zmieniłam zdanie, bo u góry bardziej boli. Ale to zrobię sobie kolejnym razem jak pojedziemy tam z Mieszkiem zrobić mu kolczyk w pępku.
- Zgodził się na to?
- Zgodzi się.
- Mhm. A powiedz, masz dzisiaj wuef? Jak nam się w TYM roku udają te zajęcia?
- Mam taki patent, że mówię do pana, że idę pograć w badmingtona, wchodzę do szkoły i pojawiam się na koniec lekcji. I on nie wie co ja robiłam, a ja mogę sobie posiedzieć z telefonem.
- Czyli tak to rozegrałaś? No ok.
Poniedziałek. W tym tygodniu mam jedną wizytę lekarską z panną najstarszą, Mieszko ma wyjście do teatru na Balladynę i powinnam podbić do gminy, żeby odebrać wznowioną KDR Łucji. Ma być ciepło i sucho. Dzisiaj mam wolne, bo odbieram za pierwszego września i ustawiłam się z Łucją na mieście. Dom z grubsza ogarnięty (zryw porządkowy miałam wczoraj), chociaż na stole na dole niezmiennie leży galeria pocztówek i naklejek, które panny przyciągnęły z Berlina!

