
A dokąd to panny pojechały? A do Berlina! A po co? A bo Lilka chciała zrobić sobie dziurki w uszach na Kreuzbergu!
Projekt NIE był nowy. Gdy byliśmy w Berlinie ostatnio (ferie: dwa i pół roku temu), Łucja była pół roku po założeniu kolczyka w pępku. Trafiłyśmy wtedy do studia piercingu, gdzie panna młodsza wpadła na pomysł, że na 16-urodziny (które miała w marcu tego roku), ona zrobi sobie TU, w jednym uchu, dwie dziurki. Znajoma od piercingu mi kiedyś mówiła, że z dwiema dziurkami na raz jest problem, bo po pistolecie uszy trochę puchną i jak robić naraz w JEDNYM uchu, to trzeba u piercera, żeby było igłą.
Panny do stolicy Niemiec pojechały pociągiem i autobusem, bo trwa akurat przebudowa Berlin Hauptbahnhof i od Frankfurtu konieczna jest przesiadka do busa. Z drugiej strony miał do nich dotrzeć Diabli, który w tej chwili pracuje tak, że pięć dni spędza w Hamburgu, a dwa w Berlinie. Rodzic był konieczny, bo zabieg został wykonany na niepełnoletnim dziecku i potrzebna była zgoda któregoś z nas. Zapewnił dziewczynom nocleg na tę pierwszą noc, nakarmił i przewiózł rzeczy do ich hotelu, gdzie spędzą kolejne dwie noce. Panny mają dość gęsty grafik planów, ale dziś na śniadanie miały zabrać ojca na najlepszą szukszukę na libańskiej ulicy. Pogoda jest dżdżysta, ale do przemieszczania się w mieście taka akurat jest bardzo dobra. Btw. akurat w ten weekend odbywa się Berlinen Art Week.
Technicznie rzecz biorąc pasował nam wrzesień, bo nie było na ten miesiąc żadnych planów i szkoła się dopiero rozkręca. Bilety na kolej kupowaliśmy przez PKP, bo o dziwo DB tym razem było droższe, czyli zawsze warto porównywać. Jeśli chodzi o nocleg ważne było, żeby załapał się w granicach drugiej strefy, żeby obejmował go bilet miejski.
I jak? Zrobione! Oczywiście okazało się, że to to studio jest na East Side, a nie Kreuzebergu i na DZIŚ nie było już miejsc, ale Diabli to załatwił, podpisał wszystkie zgody na zabieg i pojechał do roboty. A panny zrobiły to co było zaplanowane!



