dzień na galowo

W sumie to się cieszę, że zbliżamy się do końca szkolnej rutyny, bo Łucja jest JUŻ w klasie maturalnej! Panna całkiem ochoczo wybierała wczoraj strój i skoro świt ruszyła na rozpoczęcie. Bo to ostatni rok, zamknięcie pewnego etapu i na dodatek będzie krótko, bo dla niej szkoła potrwa tylko do kwietnia.

Lila na rozpoczęcie klasy trzeciej się nie wybiera. Rzeczywiście rozpoczęcia nie są obowiązkowe i jeżeli skombinuje jakoś inaczej plan lekcji, to ma do tego prawo.

Mieszko idzie na godzinę 10-tą i pójdzie. U niego jest problem z aplikacją szkolną, bo stała się płatna, więc po prostu nie będzie jej pobierał… Słaba akcja, bo były tam informacje np. o odwołanych zajęciach, ale ogarnie to sobie przez grupy klasowe. Młody rozpoczyna klasę siódmą, przed nim dwa, bardzo obciążone lekcjami, lata i powoli powinien już zaczynać myśleć jakie rozszerzenie brać w szkole średniej? Zacznie w tym roku naukę niemieckiego i dojdzie mu fizyka z chemią. Mam nadzieję wepchnąć go też do sanatorium w listopadzie, to przez miesiąc będzie miał luźniej.

Panny nie mają jeszcze kupionych podręczników- tu czekamy na pierwsze lekcje i informacje od nauczycieli, a do nadchodzących wydatków trzeba będzie również wysupłać na kursy maturalne, które Łucja chce MIEĆ. Panna będzie miała bardzo intensywny rok, bo gdzieś po drodze, będzie również egzamin na prawo jazdy. Na studniówkę się nie wybiera, ale za to w sobotę, korzystając z funduszy urodzinowych, zaklepali sobie z Matim wakacje na ferie zimowe.

Rok szkolny zaczynam też ja (btw. tu macie roleczkę z podsumowaniem sierpnia). Wczoraj miałam uroczyste rozpoczęcie (fotka niżej) i śmieszna akcja, bo spotkałam tam mojego ex, którego nie widziałam lat 20. I przez te wszystkie lata nie miałam z nim żadnego kontaktu. Wtedy postanowiliśmy się rozstać, bo uznaliśmy, że to co nas łączy, jest za słabe, żeby budować na tym CAŁE życie (po ośmiu latach razem emocje są wiadomo inne). I chociaż dużo było między nami uczucia, to podeszliśmy do tematu filozoficznie, co zaskutkowało tym, że od razu władowaliśmy się w nowe związki i chwilę później zostaliśmy rodzicami. Jego syn jest o pół roku starszy od Łucji, a córa 4 miesiące starsza od Lili. Ja, jak to ja, w takich stresowych sytuacjach, zachowuję się jak idiotka i bywam przytłaczająca i tak też było tym razem. I przytłoczyłam ich tym moim hura optymizmem, komunikatywnością i zachwytem (wszyscy wyglądali świetnie), i tak sobie później myślałam, że cieszę się, że Diabla tak nigdy nie przytłaczam. Jakby nie było on ma dwójkę w klasie maturalnej, w edukacji domowej, więc pewnie na majowych egzaminach mogę na nich trafić.

Formalnie muszę się też przyznać, że było duże zamieszanie z przedłużeniem mojej umowy, ale koniec końców, mam o ten rok przedłużone. Przez te pięć tygodni, kiedy nie wiedziałam co dalej, zaczęłam szukać innej roboty. Efekt jest taki, że może coś tam wyjdzie i spróbuję to ogarnąć RÓWNOLEGLE. Plus korki, co to już się dobijają uczniowie i wiem, że będę w tym roku nieźle urąbana. Nie tęskniłam.