Wystawy immersyjne są łatwe. Nawet jak ktoś średnio czuje snucie po muzeach, to immersja jest czymś więcej. Jest muzyka, głosy, ruchome obrazy i możliwość tworzenia. I mieliśmy na liście JEDNĄ wystawę, którą obserwowałam. I tu szach-mat na lato zrobili promkę, że dzieci (do trzech sztuk) wchodzą na wystawę, z osobą dorosłą, za darmo! Więc pojechaliśmy na Fridę!
Dotarliśmy tam komunikacją publiczną, bo dziś ważny dzień i miasto ma utrudniony ruch (więc wyszła nam z tego cała wycieczka). Niezłe są klimaty, bo ulica jest podzielona na dwie grupy. Z jednej strony mamy brygady harcerzy i ludzi z flagami (rocznica powstania+ marsz), z drugiej mamy mniejsze ekipy ubrane w stroje z cekinami, zmierzające na stadion na koncert Taylor Swift! Ależ niesamowita atmosfera!
My wybraliśmy jeszcze inną drogę, bo wsiąkliśmy w kolorowy i dźwięczny Meksyk, a później poszliśmy na nachosy z serem i guacamole! Btw. jednym z elementów wystawy jest seans w okularach VR (ten moment, gdy leżysz w łóżku i lecisz do góry zrobił wrażenie nawet na Mieszku!). Tu roleczka.

