Dziś rano idąc z Bibi spotkałam przed osiedlem sąsiada. Stał z walizkami i czekał na ubera. Wykrzyknęłam do niego: Kanary? Bo on często lata do córki na Teneryfę i on przytaknął, że czas pograć w golfa. Niemniej jednak, wakacje JUŻ na wylocie i chociaż co niektórzy jeszcze NIE wrócili, to mało kto rusza teraz na urlop.
Dla mnie rozpoczął się czas zebrań i ustaleń, więc myślę, że można więc podsumować mijające lato! Bo było bardzo fajne! Udała nam się wyprawa nad ciepłe południowe morze, o której marzyłam od jakiegoś czasu, ale atrakcji było więcej. Mieszkaliśmy w przyczepie nad morzem i bardzo cieszę się, że dotarliśmy na Śląsk i w tamtym kierunku będziemy jeszcze jeździć. W kinie byliśmy na Obcym, a dzieciaki (bez Lili) były na Deadpolu. Warto też dodać, że cała trójka wyrywa się czasem na lunczyk do miasta i bardzo jestem dumna, że potrafią sobie sami SOBIE zorganizować czas. Panny pracowały opiekując się kotami sąsiadów, a Mieszko poszerzył pulę gier w które gra (cały czas nie wiem w jakie). Łucja miała krótkie miejskie wypady z Matim (Wrocław i teraz), na samozbiorach byliśmy tylko raz (niestety), nie udało nam się popływać w kajaczkach i do końca rozpadły się moje biegowe buty.
Extra, że udało mi się podmalować ściany (duże było zamieszanie z szukaniem koloru), mam w końcu mopa parowego, nowy depilator i nowa krajalnicę. Doczyściłam SEDES!!! Przekopałam się także przez kilka miejsc, gdzie ODKŁADA się rzeczy i uporządkowałam je. Szafkę przy drzwiach i kilka zapomnianych szuflad. Sąsiedzi remontują ogród i pył, kurz i hałas towarzyszył nam całe lato. Gorzej było z alergią Lili i doszedł nawilżacz powietrza. To przydatne urządzenie, ale może trzeba jednak przebudować wakacje by na nie wyjeżdżać na początku czerwca? Było koncertowo: Lilka była na Taylor Swift, a Łucja była na paru koncertach zespołów nazw, których nie znam. Były mistrzostwa piłkarskie w Niemczech (nieźle, że kidsy akurat były w Hamburgu) i Olimpiada, gdzie gwiazdami byli strzelcy, a sama oprawa wzbudziła wiele kontrowersji. Dziś trafiłam na post, gdzie ktoś pisze, że były tam odwołania do wielu kultur, w tym greckiej, ale znając tylko własną wyłapaliśmy właśnie ją. Trump został postrzelony, znowu męczyły nas upały, a Łucja rozpoczęła kurs prawa jazdy. Do Polski dociera coraz więcej turystów z Bliskiego Wschodu. a polskie miasta są równie oblężone jak stolice innych europejskich miast. Dzieciaki były w Danii i w Szwecji. Kolejny rok zachwycaliśmy się jagodziankami i maliniankami. Byliśmy na kilku wystawach (grafitti i Fridzie) i w kilku muzeach (to raczej powtórki tego co znamy) oraz zorganizowaliśmy DWIE imprezy. Grilla na początku czerwca i niedawne urodziny Łucji. Świetni jesteśmy w organizacji, sprawiło nam to dużo radości i plan mamy by robić tak każdego lata! Nie udało mi się wepchnąć Lili z Mieszkiem do sanatorium i nie wiem jak to rozegrać za rok, bo wakacje będą krótsze (tak jest ułożony rok szkolny). Nie wzięliśmy także udziału w letnich festiwalach. Jedyne tego typu wydarzenie w tym roku to Festiwal Kultury Japońskiej, na który dotarli Lila z Mieszkiem. Mało było jeżdżenia pociągiem i doszliśmy do wniosku, że latanie w lecie (przez tłum na lotniskach) sensu nie ma. Kierunkiem, który nas niezmiennie kusi są Niemcy i przekładamy to na przyszły rok. Śląsk jest dużo mniej oblężony niż Mazury, Podlasie, nie wspominając o wybrzeżu, a tuż za granicą zachodnią są obiecujące południowe landy, gdzie i atrakcji sporo, a ceny wszędzie już takie same. No i góry nam się spodobały. Nie w wersji trekkingowej, ale JEDNAK lubimy i MOŻE nawet tej jesieni jeszcze góry się pojawią?
CO było NAJ?
🪇Napój: hwachae. Zapomnieliśmy o nim ostatnio, bo mieliśmy go podać na urodziny Łucji, ale to zaserwujemy przy innej okazji!
🪇Potrawa- ryba w soli. Podano mi to w Albanii i marzyłam o tym daniu od dawna. Ryba jest pieczona w takiej skorupie i jest bardzo delikatna. Ta którą jadłam to był okoń morski.
🪇Słodycze: z Albanii przywieźliśmy gliko, czyli rodzaj syropu do polewania dań. Dobre to jest, polewaliśmy tym figi z kozim serem na urodziny Łucji, ale przywieźliśmy też galaretkę (w proszku) z granata, która smakowała jak landrynki. Był to dziecięcy hit imprezy i z kolejnej wyprawy TAM musimy przywieźć tego kilka kartoników 🙂
🪇Kierunek: Albania. Z każdej strony ktoś TAM się wybrał i wszyscy są zachwyceni. Sporo osób, jak co roku, dotarło też do US. Jeśli chodzi o Polskę to Dolny Śląsk. Nie zliczę ile osób w tym roku oznaczyło się na Zamku Czocha!
🪇Element odzieży: japonki. Rozwalaliśmy je, kupowaliśmy nowe i teraz mam jakiś piankowy produkt z Alika, który chyba przetrwa. W bucianej kwestii zarejestrowałam też kilka POLSKICH sklepów obuwniczych, w których chcemy sobie jakieś jesienne buty sprawić.
🪇Sport: chodzenie i pływanie! Mało było rowerów, ale nie pamiętam KIEDY tam doskonale ODMACZALIŚMY się w morzu. Mieszko co prawda marudzi, że może byśmy na jakiś basen pojechali, ale chcę go przetrzymać do jesieni, bo tam teraz strasznie tłoczno.
🪇Książka: Tosia w Bezkresie, czyli zesłanie z perspektywy dziecka. To książka Lili, za którą zabrałam się ja. Podobała mi się, zresztą śmieszna akcja, bo moja obecna książka: Król z blizną jest rosyjskiego autora (tak sądzę, bo są tam skojarzenia związane z tym wschodnim folklorem) i obie te rzeczy trochę się przeplatają. W aucie lecą mi Mgły Avalonu i też dobrze się tego słucha. Całość letniej literatury można określić jako lekka.
🪇Muzyka: I’m looking for a man in finance. To był niezłe. Remiksowane i przerabiane. A najśmieszniejsze jest, że mężczyźni co to mają do czynienia z finansami wypowiadali się, że TAKA panna nie ma u nich szans, podczas gdy ona przez miesiąc zarobiła na tej piosence kwotę zdecydowanie wyższą od ich średnich rocznych zarobków.
🪇Faux pas językowe: pamiętacie koncert Justina Bibera, który na koniec wykrzyknął: Poland is the shit!? Otóż cała masa speców od języka wypowiadała się o tym JAKĄ to on hańbą nas okrył… A prawda jest zupełnie inna. Shit to fakt słaba opcja, lecz THE shit to coś extra. Tu macie fajny filmik, gdzie mój ulubiony lektor angielskiego Wam to wyjaśnia.
🪇Warzywo: pomidory już jedzą mi obie panny i pomidory w takie słoneczne lato były pyszne!
🪇Trend turystyczny: turystyka koncertowa, czyli to co zaczął Tom Holland z Zendayą przyjeżdżając rok temu na koncert Beyonce, a czego wysyp był w tym roku, gdy koncerty Taylor Swift w całej Europie przyjechali ludzie z US.
🪇Transport: samochód. Nim przemieszaliśmy się najczęściej, 2x byłam z serwisie na uzupełnianie oleju, a prawo jazdy robi Łucja, czyli ta uważność drogowa jest teraz podwójna („Widziałaś co ten gość wyrabiał?”). Przejazd przez Albanię to było inne auto i nowe wyzwania. Też była to dla mnie jakaś lekcja.
🪇Hobby i pasja: męczyła mnie Łucja o te śląskie kamyki i się udało! Kamieni zresztą było więcej: zbieraliśmy nie tylko agaty i kobalty w górskim strumieniu, ale też bursztyny nad morzem!
🪇Serial: Reniferek (Netlix), Łasuch (oglądałam to z dziewczynami) i Doppensick (Disney i oglądałyśmy to z Lilką). Mi podobał się też Shogun i Wanda Vision. Najczęstszą platformą z której korzystaliśmy był więc Disney.
🪇Influ: tu sie działo. Bawi mnie Waszek_Mati i Mcrobostewka (Insta). Jeremy Fragrance to jest koleś, o którym warto napisać więcej (kiedyś). Ruda na Bałkanach (YT i Fb) zrobiła super wyprawę do Pakistanu.
🪇Kosmetyk: jest pewna odżywka Isany w piramidkach… Do włosów. Nie sposób tego kupić, bo to wykupują, ale to jest takie cudo, że jak trafiam to biorę kilka!
🪇Trend internetowy: pomijając Man in Finance i taki bit: Emergency, kiedy zmienia się strój po każdym słowie, koniec lata należy do tego pokazywania sal, przedmiotów, obiektu jak zrobił to hotel Elements w Świeradowie (tu). Wszyscy to teraz kopiują i jest to zabawne.
🪇A czytelniczym NAJ w social mediach, tego lata, jest Ryjówka (Fb). To jest mistrzowski funpage o filmie i kulturze.
Pokaże Wam jeszcze tylko obraz, który mnie urzekł na tej wystawie graffiti, a musicie wiedzieć, że każdą rzecz można tam BYŁO kupić. Tak więc: TEN steampunkowy bóbr był w cenie pięciocyfrowej, ale jak kiedyś będę bogata to sobie go chcę mieć na ścianie!