Nie jest mądre kazać im czekać

-Watchers, ze trzy miesiące temu leciało to w kinach, a od wczoraj jest na HBO – obejrzałyśmy to z Lilką i polecamy!

Wczoraj wieczorem z kolejki podmiejskiej wysiadła Łucja. Panna miała parodniowy city breake w Poznaniu! Razem z ukochanym robią sobie czasem takie miejskie wypady i po Gdańsku, Toruniu, Krakowie, Lublinie i Wrocławiu przyszła kolej na Wielkopolskę. Nie byli tym razem na żadnej wystawie, ani nie wzięli udziału w żadnym wydarzeniu kulturalnym, lecz zajęli się włóczeniem po mieście, podziwianiem odnowionej Starówki i odkrywaniu smakowitych miejscówek. Te, Łucja, oceniła wysoko. Uznała, że jest tam przestrzeń na małe, niszowe, autorskie knajpy, które dają radę się utrzymać i oferują wspaniałe dania. Zrobili sobie także podróż retro-wąskotorową kolejką! Ach, no i jedna zabawna rzecz: w jednej knajpie, w której byli, akurat kręcili tę trendy rolkę w stylu: tu coś tam, a tu coś tam i widać ich! Młodzi z wyprawy są zadowoleni, wszystko im się bardzo podobało, ale nie ma czasu by to przeżywać, bo DZIŚ Mati urządza swoją 18-stkę i robi to hucznie! Panna jeszcze jest na jazdach (prawo jazdy), ale potem wraca i zaczyna się szykować na imprezę!

KOZIOŁKI!!!!
a to widziecie? To Gu Tang Clan i jego pies Gustaw, a to z okiem to Pan Peryskop z jednym ze swoich watchers!

chwilę przed wyjazdem na rynek z kuchennym asystentem

  • Matko, już ściągamy patelnię?
  • Lil, to zależy. Zrobiłyśmy szukszukę. Tak miało wyjść?
  • Tak.

Powiem Wam, ze Lila jest niesamowitym kuchennym pomocnikiem. Rozmawiałyśmy o tym ostatnio: kiedy to się zaczęło? i to było DAWNO temu. Panna mówi, że ona pomagała już, gdy ja rozbijałam kotlety, bo ona oceniała czy dobrze rozbite (czyli lat temu ponad 10). Możliwe… Mam czasem wyrzuty sumienia, że do wszystkiego jej w domu potrzebuję, ale ja JEJ nie zmuszam! NIC nie muszę mówić, bo jak pada hasło obiad, to ona sama wie co robić i błyskawicznie się włącza. Btw. cukinie i duszone warzywa to robi tylko ona. Kroi, dusi/smaży, przyprawia, przewraca. Diabli był ostatnio w szoku, że ona NIE ma tak, że czegoś się brzydzi, albo czegoś NIE zrobi. Nabijanie mięsa na szaszłyki, marynaty, ścieranie czosnku czy tworzenie dipów, ma w małym palcu.

Wyrobiłyśmy pannie dowód. Znaczy się, złożyłyśmy wniosek. Będzie problem z odbiorem, bo potrzebny jest paszport, więc jeśli w międzyczasie wyrobią jej nowy, to nowego nie mogę odebrać, bo muszę odebrać dowód ze starym. I ciekawa akcja, bo przy wyrabianiu dowodu zgłosiliśmy, ze stary zaginął i okazuje się, że gdyby miała 18 lat to pesel byłby zastrzeżony. I ten pesel okazuje się, że można zastrzegać i odblokowywać bazylion razy (robi się to w aplikacji), więc jeśli ktoś boi się przestępstwa bankowego z jego peselem to wystarczy, że go zablokuje. Jest to bezpłatne i robi się to jednym kliknięciem.

a może to odbicie w lustrze jest tym prawdziwym?

  • I jak te komputery?
  • Pani był w bardzo dobrym stanie, ale za to na komputerze syna…Tam na wiatraku, był CENTYMETR kurzu. Jak on się w ogóle kręcił?!
  • Wie Pan co… Ja nie wiem JAK on to zrobił, ale ten kurz to TYLKO w jego komputerze, bo w domu nie ma ani minimetra!

Chyba NIE uwierzył 🫣, ale jakby nie było, OBA sprzęty mają wymienioną listwę termoizolacyjną i są oczyszczone z kurzu. Gdzieś, w środku lata, wyświetlił mi się artykuł, że TRZEBA takie coś własnym sprzętom fundować raz do roku i zależało mi, żeby jeszcze na wakacjach to zrobić! ✅

Na Dzień Psa 🐈Amazon wrzucił Dogmana. Obejrzałam to wczoraj i przypomniało mi się dlaczego zawsze uważałam Luca Bessona za mojego ulubionego reżysera. Mamy tam wszystko co u niego lubię: bohatera, który jest outsidederem (jak w Leonie czy Wielkim Błękicie), niesamowitą nawalankę w kulminacyjnym elemencie (jak w Piątym Elemencie czy Taxi, tylko tu walczą psy), wątek romantyczny, który nie ma szans się udać (jak w Nikicie). Doskonałą historie, plus wybitne dialogi. Psy mają tylko jedną wadę – ufają ludziom/Moja matka była tchórzliwa i bezbronna – w świecie zwierząt takie jednostki giną, w świecie ludzi zawsze przetrwają/Miłość i cierpienie to to samo/Dziecko przyjmie każdą miłość/A może to nasze odbicie w lustrze jest tym prawdziwym?

Wkleję też Wam (i sobie) opakowanie po galaretce z Albanii. Tej samej, która najbardziej smakowała dzieciakom (w niedzielę), tak żebym za rok miała gdzieś zdjęcie jak MA wyglądać to, CO muszę kupić!

Lato 2024 – jakie było?

Dziś rano idąc z Bibi spotkałam przed osiedlem sąsiada. Stał z walizkami i czekał na ubera. Wykrzyknęłam do niego: Kanary? Bo on często lata do córki na Teneryfę i on przytaknął, że czas pograć w golfa. Niemniej jednak, wakacje JUŻ na wylocie i chociaż co niektórzy jeszcze NIE wrócili, to mało kto rusza teraz na urlop.

Dla mnie rozpoczął się czas zebrań i ustaleń, więc myślę, że można więc podsumować mijające lato! Bo było bardzo fajne! Udała nam się wyprawa nad ciepłe południowe morze, o której marzyłam od jakiegoś czasu, ale atrakcji było więcej. Mieszkaliśmy w przyczepie nad morzem i bardzo cieszę się, że dotarliśmy na Śląsk i w tamtym kierunku będziemy jeszcze jeździć. W kinie byliśmy na Obcym, a dzieciaki (bez Lili) były na Deadpolu. Warto też dodać, że cała trójka wyrywa się czasem na lunczyk do miasta i bardzo jestem dumna, że potrafią sobie sami SOBIE zorganizować czas. Panny pracowały opiekując się kotami sąsiadów, a Mieszko poszerzył pulę gier w które gra (cały czas nie wiem w jakie). Łucja miała krótkie miejskie wypady z Matim (Wrocław i teraz), na samozbiorach byliśmy tylko raz (niestety), nie udało nam się popływać w kajaczkach i do końca rozpadły się moje biegowe buty.

Extra, że udało mi się podmalować ściany (duże było zamieszanie z szukaniem koloru), mam w końcu mopa parowego, nowy depilator i nowa krajalnicę. Doczyściłam SEDES!!! Przekopałam się także przez kilka miejsc, gdzie ODKŁADA się rzeczy i uporządkowałam je. Szafkę przy drzwiach i kilka zapomnianych szuflad. Sąsiedzi remontują ogród i pył, kurz i hałas towarzyszył nam całe lato. Gorzej było z alergią Lili i doszedł nawilżacz powietrza. To przydatne urządzenie, ale może trzeba jednak przebudować wakacje by na nie wyjeżdżać na początku czerwca? Było koncertowo: Lilka była na Taylor Swift, a Łucja była na paru koncertach zespołów nazw, których nie znam. Były mistrzostwa piłkarskie w Niemczech (nieźle, że kidsy akurat były w Hamburgu) i Olimpiada, gdzie gwiazdami byli strzelcy, a sama oprawa wzbudziła wiele kontrowersji. Dziś trafiłam na post, gdzie ktoś pisze, że były tam odwołania do wielu kultur, w tym greckiej, ale znając tylko własną wyłapaliśmy właśnie ją. Trump został postrzelony, znowu męczyły nas upały, a Łucja rozpoczęła kurs prawa jazdy. Do Polski dociera coraz więcej turystów z Bliskiego Wschodu. a polskie miasta są równie oblężone jak stolice innych europejskich miast. Dzieciaki były w Danii i w Szwecji. Kolejny rok zachwycaliśmy się jagodziankami i maliniankami. Byliśmy na kilku wystawach (grafitti i Fridzie) i w kilku muzeach (to raczej powtórki tego co znamy) oraz zorganizowaliśmy DWIE imprezy. Grilla na początku czerwca i niedawne urodziny Łucji. Świetni jesteśmy w organizacji, sprawiło nam to dużo radości i plan mamy by robić tak każdego lata! Nie udało mi się wepchnąć Lili z Mieszkiem do sanatorium i nie wiem jak to rozegrać za rok, bo wakacje będą krótsze (tak jest ułożony rok szkolny). Nie wzięliśmy także udziału w letnich festiwalach. Jedyne tego typu wydarzenie w tym roku to Festiwal Kultury Japońskiej, na który dotarli Lila z Mieszkiem. Mało było jeżdżenia pociągiem i doszliśmy do wniosku, że latanie w lecie (przez tłum na lotniskach) sensu nie ma. Kierunkiem, który nas niezmiennie kusi są Niemcy i przekładamy to na przyszły rok. Śląsk jest dużo mniej oblężony niż Mazury, Podlasie, nie wspominając o wybrzeżu, a tuż za granicą zachodnią są obiecujące południowe landy, gdzie i atrakcji sporo, a ceny wszędzie już takie same. No i góry nam się spodobały. Nie w wersji trekkingowej, ale JEDNAK lubimy i MOŻE nawet tej jesieni jeszcze góry się pojawią?

🪇Napój: hwachae. Zapomnieliśmy o nim ostatnio, bo mieliśmy go podać na urodziny Łucji, ale to zaserwujemy przy innej okazji!

🪇Potrawa- ryba w soli. Podano mi to w Albanii i marzyłam o tym daniu od dawna. Ryba jest pieczona w takiej skorupie i jest bardzo delikatna. Ta którą jadłam to był okoń morski.

🪇Słodycze: z Albanii przywieźliśmy gliko, czyli rodzaj syropu do polewania dań. Dobre to jest, polewaliśmy tym figi z kozim serem na urodziny Łucji, ale przywieźliśmy też galaretkę (w proszku) z granata, która smakowała jak landrynki. Był to dziecięcy hit imprezy i z kolejnej wyprawy TAM musimy przywieźć tego kilka kartoników 🙂

🪇Kierunek: Albania. Z każdej strony ktoś TAM się wybrał i wszyscy są zachwyceni. Sporo osób, jak co roku, dotarło też do US. Jeśli chodzi o Polskę to Dolny Śląsk. Nie zliczę ile osób w tym roku oznaczyło się na Zamku Czocha!

🪇Element odzieży: japonki. Rozwalaliśmy je, kupowaliśmy nowe i teraz mam jakiś piankowy produkt z Alika, który chyba przetrwa. W bucianej kwestii zarejestrowałam też kilka POLSKICH sklepów obuwniczych, w których chcemy sobie jakieś jesienne buty sprawić.

🪇Sport: chodzenie i pływanie! Mało było rowerów, ale nie pamiętam KIEDY tam doskonale ODMACZALIŚMY się w morzu. Mieszko co prawda marudzi, że może byśmy na jakiś basen pojechali, ale chcę go przetrzymać do jesieni, bo tam teraz strasznie tłoczno.

🪇Książka: Tosia w Bezkresie, czyli zesłanie z perspektywy dziecka. To książka Lili, za którą zabrałam się ja. Podobała mi się, zresztą śmieszna akcja, bo moja obecna książka: Król z blizną jest rosyjskiego autora (tak sądzę, bo są tam skojarzenia związane z tym wschodnim folklorem) i obie te rzeczy trochę się przeplatają. W aucie lecą mi Mgły Avalonu i też dobrze się tego słucha. Całość letniej literatury można określić jako lekka.

🪇Muzyka: I’m looking for a man in finance. To był niezłe. Remiksowane i przerabiane. A najśmieszniejsze jest, że mężczyźni co to mają do czynienia z finansami wypowiadali się, że TAKA panna nie ma u nich szans, podczas gdy ona przez miesiąc zarobiła na tej piosence kwotę zdecydowanie wyższą od ich średnich rocznych zarobków.

🪇Faux pas językowe: pamiętacie koncert Justina Bibera, który na koniec wykrzyknął: Poland is the shit!? Otóż cała masa speców od języka wypowiadała się o tym JAKĄ to on hańbą nas okrył… A prawda jest zupełnie inna. Shit to fakt słaba opcja, lecz THE shit to coś extra. Tu macie fajny filmik, gdzie mój ulubiony lektor angielskiego Wam to wyjaśnia.

🪇Warzywo: pomidory już jedzą mi obie panny i pomidory w takie słoneczne lato były pyszne!

🪇Trend turystyczny: turystyka koncertowa, czyli to co zaczął Tom Holland z Zendayą przyjeżdżając rok temu na koncert Beyonce, a czego wysyp był w tym roku, gdy koncerty Taylor Swift w całej Europie przyjechali ludzie z US.

🪇Transport: samochód. Nim przemieszaliśmy się najczęściej, 2x byłam z serwisie na uzupełnianie oleju, a prawo jazdy robi Łucja, czyli ta uważność drogowa jest teraz podwójna („Widziałaś co ten gość wyrabiał?”). Przejazd przez Albanię to było inne auto i nowe wyzwania. Też była to dla mnie jakaś lekcja.

🪇Hobby i pasja: męczyła mnie Łucja o te śląskie kamyki i się udało! Kamieni zresztą było więcej: zbieraliśmy nie tylko agaty i kobalty w górskim strumieniu, ale też bursztyny nad morzem!

🪇Serial: Reniferek (Netlix), Łasuch (oglądałam to z dziewczynami) i Doppensick (Disney i oglądałyśmy to z Lilką). Mi podobał się też Shogun i Wanda Vision. Najczęstszą platformą z której korzystaliśmy był więc Disney.

🪇Influ: tu sie działo. Bawi mnie Waszek_Mati i Mcrobostewka (Insta). Jeremy Fragrance to jest koleś, o którym warto napisać więcej (kiedyś). Ruda na Bałkanach (YT i Fb) zrobiła super wyprawę do Pakistanu.

🪇Kosmetyk: jest pewna odżywka Isany w piramidkach… Do włosów. Nie sposób tego kupić, bo to wykupują, ale to jest takie cudo, że jak trafiam to biorę kilka!

🪇Trend internetowy: pomijając Man in Finance i taki bit: Emergency, kiedy zmienia się strój po każdym słowie, koniec lata należy do tego pokazywania sal, przedmiotów, obiektu jak zrobił to hotel Elements w Świeradowie (tu). Wszyscy to teraz kopiują i jest to zabawne.

🪇A czytelniczym NAJ w social mediach, tego lata, jest Ryjówka (Fb). To jest mistrzowski funpage o filmie i kulturze.

Pokaże Wam jeszcze tylko obraz, który mnie urzekł na tej wystawie graffiti, a musicie wiedzieć, że każdą rzecz można tam BYŁO kupić. Tak więc: TEN steampunkowy bóbr był w cenie pięciocyfrowej, ale jak kiedyś będę bogata to sobie go chcę mieć na ścianie!

wczoraj był dzień piesków

Mam znajomą, która jest psim behawiorystą. Urządza specjalne spacery dla psów, gdzie psy aspołeczne uczą się integrowania, robi gimnastykę dla piesków, tak by spacer nie bolał niezależnie od psiego wieku i prowadzi kursy by człowiek i jego zwierzęcy przyjaciel stanowili zwarty duet. I na tych wszystkich spotkaniach psie opowieści snują się koło mitycznej BIBI. Ja nie bardzo wiem dlaczego, bo dla mnie Bibi jest po prostu psem, lecz podobno JEST niezwykła. Bo jest łagodna i obronna, bo jest mądra i bywa uparta. Nie bardzo wiem dlaczego jest to takie niezwykłe, lecz w kółko słyszę: Udała Ci się ta Bibi. Nie ma drugiego takiego psa! Dziwi mnie to niezmiernie, ale niech im będzie! Cieszę się, że ją mam i zdecydowanie jest to MÓJ pies.

  • Ty nam za dużo tego jedzenia zostawiłaś. My mamy cały pojemniki mięsa w marynacie – poskarżyła mi się wieczorem mama.
  • WIEM. Ja też mam CAŁY pojemnik. Zjedliśmy jeden do końca na imprezie, a pozostałe zaczęliśmy. Wy macie szaszłyki yakitori, a ja mam szaszłyki robione w ciemnym piwie. Przypomnę Ci, że masz też za to jeszcze boczek w chili, który przygotował ojciec, chociaż mówiłam, żebyście NIC nie przygotowywali i kaszankę, którą ja RÓWNIEŻ kupiłam.
  • My za dużo mamy!
  • Zabrałam wszystkie sałatki. Macie też TYLKO jeden serniczek, bo ja wzięłam dwa. Chleb też macie, ale ja też mam. Czekaj zobaczę co jeszcze mam… Aaaa, ja mam WSZYSTKIE cukienie – cały pojemnik pokrojonych do grillowania!
  • Może wpadniesz do nas na obiad?
  • Z jedzeniem? 🙂

Mamy więc akcję WYJADANIE, niczym na Boże Narodzenie. ALE dziś ma wpaść Diabli, więc NASZE zapasy zmniejszymy i najwyżej JUTRO pojedziemy wspomagać dziadków. Za to Łucja była wczoraj na koncercie, a teraz już siedzi w pociągu wiozącym ją i Matiego na wycieczkę.

Koncert był udany, a sadząc po tłumach, jestem chyba nie na bieżąco w tych współczesnych zespołach, bo nie wiem kim jest TV girl. 🦣

mroczne widmo SZKOŁY

Z Mieszkiem przez sklepy idzie się już, tak samo, JAK rok temu. On robi sobie daszek z ręki, żeby tylko NIE patrzeć na to katastroficzne WITAJ szkoło! Śmiesznie, bo ostatnio spotkaliśmy jego wychowawczynię, a jesteśmy na Ty i zwróciłam jej na to jego zachowanie uwagę, a ona mi na to powiedziała, że robi TAK samo!

Dziś rano miałam odczulanie, o którym zapomniałam, więc idę za tydzień, bo jak tam spóźniona dotarłam, to dok już poszła do domu. ZA TO udało nam się złożyć wniosek paszportowy dla Lilki! Jak wiecie, jest to dokument, do którego składania potrzebni są oboje rodzice i jest to u nas dodatkowym utrudnieniem. Ale ponieważ Diabli akurat jest w Polsce, to misja zakończona sukcesem! W środę postaram się z Lilą dotrzeć również do gminy, to złożymy podanie o nowy dowód, żeby też miała. W tym tygodniu bardzo chcę też podbić do punktu z naprawą komputerów, by w kompie Mieszka i moim laptopie wymienić listwy chłodzące.

Dziś dzieci nocują u taty, a jutro rano Łucja jedzie na city-break z Matim do kolejnego polskiego miasta, które chcą razem odwiedzić. W tym tygodniu muszę też złożyć w jej imieniu podanie, by dalej prowadził ją ten sam ortopeda, który jest ortopedą dziecięcym, a chciałabym by dalej była pod jego kuratelą. W sobotę panna obchodzi huczne urodziny ukochanego, a potem zaczyna się wrzesień!

Pokażę Wam arbuzy, co to sąsiad sobie wyhodował. Nie mam pojęcia jakie są w smaku, ale mu wyrosły. Ponadto tu macie b. krótką urodzinową rolkę (kręcił Mieszko i NIE wytarł wcześniej kamerki, plus na dodatek niewiele nagrał).

pełnoletniość?

Parę dni temu słuchałam podcastu o pełni. Księżyc w lwie w wodniku (wodnik w lwie?), wyjątkowo blisko ziemi oraz kumulacja bio-meteo. Fajnie prowadząca powiedziała o LWIE: To taki znak, który lubi więcej życia w życiu. Bardzo mi się ten zwrot spodobał, bo to dokładnie opisuje Łucję! Zastanawiałam się skąd to się jej wzięło i czy miała na to wpływ jej operacja, kiedy mnie tak łupnęło, że przecież to nie musiało się skończyć dobrze i czy to to od tego momentu TAKA się stała, czy ona taka była zawsze?

Chce jej się wstać o piątej rano, żeby jechać na targ staroci, albo jakąś garażówkę, ciąga tego swojego Matiego na weekendowe wyprawy, spotyka się z koleżankami, z którymi nie uczy się od kilku lat i ma mnóstwo marzeń. Jest cudownym planistą, wspaniałym i przewidującym organizatorem i wyrozumiałą starszą siostrą. Nie jestem gotowa, żeby się z nią rozstać, bo to tak jak Lutka kiedyś powiedziała: To jest źle ułożone, że człowiek tak strasznie nie ma czasu, kiedy dzieci są małe i jest tak urąbany, a potem one szybko dorastają.

Jej urodziny świętowaliśmy u dziadków. Dziadki mają duży ogródek, pojechaliśmy do nich wcześnie rano i ruszyliśmy z przygotowaniami. Goście dopisali, menu zaplanowaliśmy ROZBUDOWANE i dobrze, że było ROZPISANE, bo pewnie o czymś byśmy zapomnieli. Było za gorąco, parno, stoły były dwa (dorosły i nastoletni), ale przygotowaliśmy też przestrzeń na kocach, gdzie można było jeść słonecznik. Mamy bardzo udany skład rodzinny, więc było i śmiesznie, i ciekawie i zabawnie. Naprawdę lubię z nimi spotykać i powinniśmy to robić zdecydowanie częściej. Prezentowo panna ZBIERA. Zbiera na wakacje, które zaplanowane są na zimowe ferie. Gdzie się wybiorą z Matim jeszcze do końca nie wiadomo, ale do końca lata chcą kupić bilety. Zobaczymy. Zdjęć za wiele nie ma, ale widowiskowo została uwieczniona scena mojej porażki, kiedy nie odpaliła mi petarda. Chciałam, żeby z każdej strony zasypało ją konfetti, ale Diabli swoją przekręcił, a ja mojej nie umiałam! 😀

Tortów było dwa (oba bezowe), było też semifreddo z malinami (do tego były płynne maliny zrobione jako gorący kisiel do polania, dwa brownie zrobione przez Matiego (który TEŻ był), galaretki z granata z Albanii oraz serniczki. Sekcja dań NIE słodkich była oparta na bardzo różnych sałatkach, kaszy, szaszłykach, kiełbaskach i chłodniku. Do picia był szampan, piwa 0% (sami kierowcy), miód, lemoniady (rano robiła je Łucja) i woda.

moment przejścia /(w oparach marynat)

  • Mamo, mogę dziś z Tobą spać? – zapytała mnie Łucja przed wyjazdem na Śląsk.
  • Łuczku, ale jutro mamy dużo do przejechania. Nie wyśpimy się.
  • Ale to jest moja OSTATNIA noc. Wiesz…
  • Jaka ostatnia?? Aaaaaa… Ostatnia nieletnia!

Taką mieliśmy rozmowę dwa tygodnie temu, a ponieważ zależało nam na zebraniu całej rodziny, świętowanie tego momentu przełożyliśmy na koniec wakacji. A dzisiaj gadałam o tym na porannym bieganiu. Że TERAZ „50 lat” to tak jak kiedyś „40”, albo nawet „37”. A te „dorosłe dzieci” dłużej zostają dziećmi.

Wydaje mi, że włączenie w dorosłość było u mnie za wcześnie. Te pierwsze, studenckie lata, byłam całkowicie na tą dorosłą samotność nie gotowa. Brudy woziłam w plecaku do domu, gotować się nauczyłam po 24 roku życia, było mi źle i w sumie najlepsze z tego wszystkiego było, że w którymś momencie zamieszkałam z bratem, bo to była taka namiastka domowego życia. Ale tak wszyscy wtedy żyli. A teraz? Mam np. znajomą z Podlasia, która też ma trójkę i najmłodsze jest w drugiej LO. I oni funkcjonują razem! Jak mi to powiedziała, to powiedziałam jej, że to wspaniała wiadomość, bo znam mnóstwo osób, która się upiera, że „dzieci trzeba odciąć, bo my tak mieliśmy”. I ona odpowiedziała, że ich dzieci chyba by się obraziły, gdyby postanowili z mężem gdzieś SAMI pojechać albo zmusili ich do życia BEZ nich.

I potem jeszcze jedna biegowa znajoma powiedziała, żebyśmy się nie śmiały, ale ona jeździ do syna do pracy podglądać jak sobie radzi, bo bardzo jest z niego dumna. I bardzo to rozumiem, bo uważam, że nadopiekuńczość i emocjonalność współczesnych rodziców wynika z większej wiedzy o własnych dzieciach i rozwoju człowieka.

Także rzeczywiście dorastają, ale przecież nie musimy ich wywalać i izolować, bo niby dlaczego?

Zrobiłam AŻ zdjęcie lodówki. TAK, u nas nie bywa. NIC się już nie zmieści i wszystko jest, jak w tetrisie, poupychane jedno na drugim. Na blatach leżą warzywa i na noc otwieram okno, żeby schłodzi dom jak najbardziej. W bonusie macie też mój nowy płot i leżakujący zwierzyniec!

piątunio (zaczynamy szykowanie)

  • Synu, ja z Lilianą wychodzę! Chodź na dół coś zjeść!
  • Jadłem.
  • Co??
  • Zjadłem do końca kabanosy i brzoskwinię.
  • Brzoskwinie są na urodziny Łucji, więc nie wyjadamy.
  • Aaa. Nie wiedziałem.
  • Nie szkodzi. Jest też chleb. I co Ty znowu na takiej keto diecie jesteś?

Z samego rana byłam na rynku. Zakupy zrobiłam TAK duże, że do wózka mi się NIE zmieściły! Ba, zaraz po odczulaniu jedziemy z Lilką na kolejne! Po drodze do lekarza zrobiliśmy też pannie fotkę do paszportu (u fotografa),bo jej się lada moment kończy! Co więcej, wygląda na to, że trzeba TEŻ jej wyrobić dowód, bo panna miesiąc temu zgubiła i nie ma. Już nawet na koncert Taylor szła z paszportem, więc skoro tyle czasu NIE znaleźliśmy to chyba zaginął na dobre…

czwartek w aurze dżdżystej

  • Zorientowałam się, że mam w domu tylko 12 pucharków! Ty masz jakieś pucharki? – zapytała mnie wczoraj mama.
  • Mamuś, ale po co Ci pucharki?
  • Na lody, na przyjęcie!
  • Ale NIE będzie lodów.
  • Jak to nie będzie lodów?
  • Mamy zaplanowane cztery desery. I nie będzie lodów. Zrobiłam Wam menu. Nie ma lodów. Z lodami jest zamieszanie, bo trzeba je nakładać i to powinny być wtedy kulki, czyli więcej przy tym roboty i zaraz zacznie się kombinowanie kto chce jaką gałkę, a kto owoce czy bitą śmietanę. Będą cztery różne, INNE. desery. Wystarczy.
  • A jeśli ktoś będzie chciał lody?
  • To NIE dostanie. Trzeba by kupić kilka różnych opakowań, nie masz miejsca w zamrażarce. I NIE wyłamujemy się, bo zaraz się okaże, że ktoś dostał, to ktoś inny też chce. BĘDĄ inne desery, w tym taki lodopodobny.

A potem Łucja mi powiedziała, że jeszcze Mati rozpaczał, że brownie, które ON robi na jej urodziny nie będzie bezglutenowe, ale też jej powiedziałam, że może niech on z babcią pogada, to się razem ponakręcają!

Stałam sobie we wtorek w tych porannych korkach i odkryłam, że nie mam przedniego prawego światła. Potem sąsiad za mną biegł, żeby mi to powiedzieć, wiec skoro już wszyscy TO widzą, to znak, żeby wymienić. Przy okazji był najwyższy czas, żeby dolać olej (miałam to zrobić w lipcu, a po drodze auto zrobiło kilometrów WIELE) i jak pojechałam do serwisu, to znowu dwa litry się zmieściły! Poza tym byłam w pralni, a na obiad nasza ulubiona potrawa końca miesiąca czyli kasza! Mati rano zdał prawo jazdy, Łucja ma jazdy dziś i jest nieszczęśliwa, bo on JUŻ, a ona dopiero w trakcie kursu!

wieczór, wspólne granie (a właściwie doradzanie Łucji w grze) i lody z budyniem (danie wymyśliliśmy wczoraj i DA radę zjeść 😉