z widokiem na wydmy

Był dziś w nocy raban i czymś się Bibs zdenerwowała… Rano odkryłam, że po prostu Miau, która na noc ma jedno okno otwarte, przyniosła MYSI DAR. Zebrałam go na szufelkę, usunęłam sprzed oczu straumatyzowanego psa pacyfisty i wywaliłam do śmietnika przed domem.

Śmieszne jest, że zwierzęta, które mieszkają w jednym domu tak na siebie oddziałują. Pokazywała mi Lilka przypadek kota, który został sklonowany (widzę same minusy klonowania, ale jednak ludzie się na to decydują). Jego właściciel, który to zrobił bardzo kochał swojego poprzedniego zwierzaka i chciał by on był z nim dalej. I zabawna akcja, bo ten nowy kot INACZEJ miauczał. Były nagrania poprzedniego kota i porównywał je z obecnym i ewidentnie było to INNE. A po prostu tamten kot wychowywał się z huskim, które są taką gadającą psią rasą i od niego KOT nauczył się BRZMIEĆ w odmienny sposób! Bibi z Miaustrą też tworzą ciekawą zależność, mam wrażenie czasem się na siebie skarżą do mnie, a czasem popisują!

Poniedziałek. Dalej sobie sprzątam, dziś jest trochę chłodniej i w sumie to nic ważnego nie mam na ten tydzień. Pokażę Wam fotki od dzieciaków. Mieszkają w duńskiej wiosce rybackiej na zachodnim wybrzeżu, wokół mają wydmy, a na nich domy, które wyglądają jak ta pracownia pisarza z filmu Ghostwriter (wielkie przeszklone ściany z widokiem na wydmy). Pięknie! Jest pusto. Diabli szydzi, że to ograniczenie do 90 km, które doprowadza Niemców do szału jest po to, żeby z jednego końca kraju na drugi jechać powyżej godziny. Ale przez takie miejsca trzeba jeździć powoli, chociażby dla takich krajobrazów!