-dziwne, nie? To z książki, którą czytam i której nie będę Wam linkować, bo jest dość ciężka. ALE akcja dzieje się we współczesnym Berlinie i to miłe, że kojarzę dzielnice tego miasta. Ich nazwy i ich klimat.
Zaczęły nam się zakończenia roku. Dziś na zakończeniu byłam u mnie (fotki jak będą, to będą) i zajęło mi to cały dzień. Dzieciaki zakończenia mają jutro, a dziś Mieszko był na szkolnej wycieczce w łódzkim Orientarium. Boczył się, że NIE chce jechać, bo już tam był, ale się uparłam i pojechał! Ja natomiast się wywaliłam i jak bolała mnie tylko prawa stopa, to doszła stopa lewa, prawa dłoń i prawe kolano. Jutro wszystko powinno się wszystko ładnie wybarwić na fiolet, wakacje witamy więc z dekoracyjnym ciałem!
Jutro z rana muszę podjechać na rynek, bo Miau opiekowali się nasi sąsiedzi i dostawałam codziennie fotkę jak ich córeczka wygarnia saszetki dla mojego kota. Oni są naprawdę kochani. No i dziś pytałam się tej małej, co mam kupić na rynku za tę opiekę nad moim kotem. I jak się pewnie domyślacie dostałam od niej całą listę!


