Kopiec w procesie

  • Zobacz mamo, „Kopiec kreta”.
  • Zgadza się Lila.
  • Kupimy go kiedyś?
  • Nie. Albo… dobra. Kupmy go dziś! Ja go kiedyś jadłam. To musiało być ze 20 lat temu.
  • Pisze, że polska receptura od 2002 roku!
  • Możliwe. To jeszcze przed Waszym ojcem kiedyś zrobiłam…
  • Może babeczki w tym stylu? – panna zawahała się na innym kartonikiem z ciastem do zrobienia…
  • Nie. Idźmy na całość. Bierz kopiec!

Chciałam podskoczyć na pocztę, ale planuję to zrobić na rowerze i dziś się nie wyrobiłam. Wpadł za to Diabli, chwilę przed odjazdem do Dojczlandu, żeby podnieść kierownicę w rowerze Mieszka i okazuje się, że się nie da. Bo do TEJ ramy się kierownicy nie podnosi. Trudno. Zapowiedziałam więc Mieszkowi, że najwyżej na początku przyszłego sezonu rowerowego dostanie kolejny rower, bo TEN, chociaż nowy, zrobił się za mały. Za to główne interesujące zadanie na dziś, to robienie Kopca Kreta. Twórcą jest Liliana i właśnie odkryłyśmy, że NIE mamy śmietanki!

Szyszka na spacerze z Bibs. Przyroda jest jednak doskonała!