pogoda ma być

Rozmawiałam z tą moją fryzjerką, wczoraj, o jeżdżeniu autem. I ona się przyznała, że jest świeżynka, bo prawko robiła raptem trzy lata temu! Za to jak odebrała dokument w piątek, to w sobotę kupiła auto. Bo wiedziała o jakim marzy (powiedziała jakiś numer, ja w głowie ułożyłam, że chodzi o fiata 500, ale tak naprawdę to nie wiem czym ona jeździ). I w niedzielę przejechała 50 km, żeby przespacerować się po rynku jakieś mniejszego miasta. A potem, tydzień później, pojechała do Zamościa. I kocha jeździć i nie wie jak mogła bez tego żyć. Bo i do kina można wyskoczyć, i na święta jak jedzie, to ma JAK jedzenie i prezenty przewieźć do rodziców. Aż pozazdrościłam takiego zachwytu! Ja traktuję jeżdżenie jako coś stałego, bo człowiek niczym ten kierowca, w te i wewtę kursuje i zapomina się, że przecież to jest zwyczajnie fajne!

Poza tym biegamy. Nie na ścieżce biegowej, bo to zrobiłam SAMA rano (7,5 km!), ale w wirze przygotowań. Jutro robimy bezokazyjną imprezkę, na którą mamy pokaźną liczbę gości. Z Lilką robiłyśmy dziś karkówkę i polędwiczki, w lodówce studzą się ciasta, a grafik ZADAŃ na jutrzejszy poranek jest rozpisany punkt po punkcie! Piękna Miau: