I dbajmy o te wszystkie dzieci (nasze, czyjeś i wewnętrzne)

  • Ojej, dzisiaj Dzień Dziecka! – ocknęłam się po 16-stej, kiedy zorientowałam się, że wszyscy w moich social mediach składają życzenia dzieciom (własnym/wewnętrznym/zwierzęcym)– Coś chcecie?! Lila!!
  • Nic.
  • Mieszko?!
  • Mangi.
  • Za chwilę siądziemy i zamówimy. A Łucję po prostu odbiorę z dworca!
  • Matko, ja w sumie bym chciała, żebyśmy w czerwcu poszły na sushi z okazji Dnia Dziecka. A pamiętasz, że ten smród – mój brat, dał Ci na Dzień Matki TYLKO przytulasa?
  • Pamiętam. Jest STRASZNY. Za to, my na pójdziemy na sushi! Przypomnij mi tylko, co od Ciebie dostałam?

Dzisiaj mam jakieś duże spowolnienie. Najpierw zaspałam na bieganie. Budzik w telefonie sobie ustawiłam jak tydzień temu, a zaraz jak zadzwonił, to się rozładował i wyłączył. Podpięłam do ładowania, szybko ubrałam się, umyłam, napiłam łyka herbaty i wzięłam go ponownie do ręki. 8:43. ??? Bieganie mamy o ósmej! A budzik zadzwonił kwadrans po ósmej… Wydaje mi się, że stało się tak, bo przesunęłam ustawienia weekendowe w niedzielę, gdy jechałam z chłopakami na bieg… Niemniej jednak zapakowałam się do auta z Bibs i pojechałyśmy, żeby przynajmmniej SAME sobie pobiegać. Bieganie w lesie jest zupełnie inne, bo ten leśny zapach jest cudownie odświeżający. Lubię przestrzeń jaką dają mi pola i pastwiska, ale w lesie oddycha się inaczej!

Łucja natomiast wraca z Wrocławia! Było tam jakieś wydarzenie sportowo-samochodowe, w którym Mati chciał wziąć udział, a ponieważ wyjazd tym razem planował ON, panna się dostosowała. Miała kontr warianty: wyskoczymy do Drezna, wyskoczmy do Pragi, bo tam dość często kursują koleje dolnośląskie i można zrobić sobie taki jednodniowy wypad, ale koniec końców włóczyli się po mieście.