Wydaje mi się, że marzenie o szczęściu, to dwie rzeczy, które się wzajemnie wykluczają.

Reniferek, Netflix

W moim necie pojawiło się dużo tematów o szczęściu. Najpierw jedna radiowa dziennikarka zadała pytanie: kiedy ostatnio powiedzieliście na głos: Jestem szczęśliwy. Hmmm… Ja taką MYŚL mam często. Wieczorem jak zasypiam, jak idę z Bibs na spacer, albo jak wracam do domu. Chyba tego NIE mówię, ale za to często wyrywa mi się na głos: ALE mi dobrze!

A później inna osoba, którą podczytuję napisała o energetycznych kredytach jakie zaciągamy wobec naszego ciała. Czasem jesteśmy niewyspani, ale się sprężamy z nadzieją, że kolejnej nocy odeśpimy, a kolejna noc okazuje się być jeszcze gorsza. I co gorsza kolejny dzień jest równie ciężki, ale dajemy radę. Przez takie momenty, które wszyscy czasem mamy, powinniśmy ZAWSZE za to nasze ciało być wdzięczni i być dla niego dobrym. Za to, że nas nosi, że nas ZNOSI i za nami nadąża.

Dzieciaki jadą teraz do Danii! Zaczynają dłuższy pobyt w jakimś nadmorskim domku, gdzie będzie przepięknie. Ja natomiast wsiadam na rower i pojadę do sklepu (dziś mamy nd handlową, a ja mam pustą lodówkę!) .

Mięta rośnie jak szalona w takiej pogodzie

  • Łuks, możesz mi przesłać jakiś filmik TYLKO z moimi dziećmi?
  • A po co?
  • No bo, ja przesyłam to do dziadków i Krzycho chce się pochwalić przesyłając je dalej… Pamiętasz o co chodzi? W wielkiej rodzinie M nie ma porażek i rozwodów, więc oficjalnie to my nie jesteśmy rozwiedzeni od 10 lat, tylko Ty mieszkasz w Niemczech, a ja w Polsce. A jak na każdym zdjęciu jest jeszcze Twoje dziecko to historia się wali.
  • Aa, no dobra, prześlę. Chcemy dziś pojechać do Kiel.
  • Super. Wspaniale tam macie!

Przypomnę Wam jak to oni mają geograficznie. Diabli mieszka 70 km na północ od Hamburga. Gdy jadą nad morze Północne, do np. Sankt Peter Ording są od lewej strony duńskiego cypla. To te zjawiskowe miejsce, gdzie odpływy są parokilometrowe, uzdrowiska i na tym wybrzeżu są miejsca z fokami. Btw. Sylt to wyspa i tam można dotrzeć promem. Z prawej strony mają morze Bałtyckie, z Kiel i Travemunde, które są mekkami surferów. Wschodnie wybrzeże to skaliste plaże i również DUŻO wiatru. Moim zdaniem to niemieckie wybrzeże jest przepiękne! Tymczasem u nas cd skwaru, który bardzo pasuje mojej… donicy przed domem! Jak wykopałam cebulki żonkili wstawiłam tam sadzonkę sosny, którą dostałam i z którą jeszcze nie wiem co zrobić, a chwilę później dołożyłam miętę i oregano. I ta mięta to oszalała! Powiedziałabym nawet, że rośnie szybciej niż dziś rano biegałam!

dzień z panelami

Przypomniało mi się, że jak byliśmy nad morzem z Bibs i siedzieliśmy w jakieś knajpie, stylizowanej na partyzancką i serwującą grochówkę z wkładką oraz gigantyczne schabowe o nazwie Podeszwa Oficera, psa zrobiła dziwną rzecz. Otóż przy stoliku obok siadła para. Starsza o lat 10 ode mnie? On był duży i z nadwagą, a Bibi jak go zauważyła wpadła w szał radości. Powód był prosty. Ten gość po prostu pachniał insuliną, a taki zapach kojarzy się psu z dziadkiem. To dobry zapach, kiedyś spotkałam znajomego jak z nią szłam na spacer i Bibi zrobiła dokładnie to samo. Tamten szedł na kolejkę, nigdy psa nie widział, a ta ucieszyła się niemalże jak na mój widok, gdy wracam do domu! Takie właśnie są te pieski!

A ucieszyła się na MNIE dziś, bo cały dzień przesiedziałam na rewelacyjnej konfie z różnorodnymi edukacyjnymi panelami! Lubię takie wydarzenia NIE dlatego że mnie tam zawsze nakarmią 🧆, lecz BO wierzę w edukację i kręci mnie ta wielka rozkmina czy powinniśmy wywalić technologie, bo taki jest trend w zachodniej Europie, czy wręcz przeciwnie zostawić? Było więc fajnie, ale jeszcze fajniej miały dzieci, bo nurzały się do południa w morzu Północnym!

Pancetta buszująca w zbożu (szukająca cienia)

Zajęłam się robieniem carbonary i okazało się, że przy krojeniu boczku, CHĘTNIE pomaga mi Bibi! Na dodatek jak krzyczę PANCETTA, co mogłoby być cudownym imieniem dla psiego łakomczucha (który pies nie chciał by się nazywać dojrzewający boczek?), to ona na TO słowo reaguje!

Udało mi się załatwić kolejne sprawy: podjechać do warsztatu na dolewkę oleju i kontrolę świateł (w przyszłym tygodniu muszę zrobić badanie techniczne i oni zawsze się czepiają, jeśli któreś jest przepalone), odebrać telefon Lilki z serwisu (działa, naprawiony) i zszyć plecak Liliany! To dużo biorąc pod uwagę astronomiczny gorąc (ale przyszły tydzień ma chłodniejszy). Trafiłam w necie na niezłą dyskusję o wizytówkach w American Psycho (fakt, pamiętam ten fragment) i przypomniało mi się, że dzieciaki ostatnio kupiły na jakimś VOD dostęp do tego filmu, żeby go sobie obejrzeć. Wydało mi się to ciekawe, że zyskał miano na tyle kultowego, że chcieli go obejrzeć.

zwierzyńcu gorąco

Rozmawiałam z jedną psią znajomą o wakacjach. Że ceny w sezonie to szybują bez umiaru. I to nie tylko na świecie, ale i w Polsce. Ona wprost powiedziała: A gdzie teraz nie jest drogo? No i ma rację, bo te ceny to ścinają globalnie. Niemniej jednak ja sobie teraz siedzę w moim domu, patrzę na mój zielony ogródek, którego cały dzień nie widziałam i jest mi naprawdę dobrze! Na suszarce suszą się szkolne plecaki, a RÓWNOLEGLE dzieciaki były wczoraj w strefie kibica w Hamburgu! Dostałam więc fotki z buziami wymalowanymi we flagę, fotki z dopołudniowego leżakowania przy basenie ogrodowym i odesłałam im filmiki jak jem sernik MLASKAJĄC!

Może G-ujo?

Oglądam takiego zabawnego stad-upera, który jest gejem i najczęściej robi show typu, że ludzie spod sceny zadają mu pytania, na które on odpowiada. Ostatnio wkleił fotki z Sycylii, gdzie pojechał odwiedzić swoją siostrzenicę. I oprócz tego, że ich zdjęcia z plaży są komentowane, że wasze stroje kąpielowe są tej samej wielkości (ona ma z pięć lat), to dużo osób pisze, że każda dziewczynka potrzebuje guncle, czyli gey-uncle. I zaczęliśmy się w aucie (wracając znad morza) zastanawiać jak TO powiedzieć po polsku. Guj (Gey+ wuj) brzmi koszmarnie, ale gujek jeszcze gorzej! 🫣

Wtorek. Zgodnie z umową, dziś jestem człowiek czynu! Udało mi się załatwić odczulanie, a wracając wpadłam na rynek. Nie zamierzałam tam jechać (mam w zamrażarce jakieś zamrożone zupy), bo przecież jestem SAMA, ale przejeżdżałam obok i pomyślałam, że A może tak by pomidory kupić? Razem z nimi doszła sałata, cebula cukrowa, pak-choi i truskawki! I tyle by było z ekonomicznego dojadania! Jem i ruszam z porządkami! Tymczasem dzieciaki dotarły wczoraj do Hamburskiego China Town, bo potrzebowały składniki do Hwachae. To koreański deser, który jest hitem na Tik-Toku 🍸

We’ll say hello again

-Wanda Vision, czyli mój nowy serial, na czas SOLO, bardzo przyjemnie zresztą się to ogląda!

Dzieci dotarły do Hamburga, gdzie pobędą do czwartku. Siedzą na tych włościach ojca, on jeszcze na razie jeździ do pracy i ogólnie, jak to na wakacje, trochę się nudzą. Ale mają ogrodowy basen, wielkiego grilla i okolice pełną zwierząt gospodarczych, bo Niemcy to przy domach sobie cały folwark trzymają. Ja tymczasem byłam w serwisie sprzętów elektronicznych, gdzie zostawiłam telefon Liliany. Będą dawać znać, czy da się go, w ramach gwarancji, naprawić. Na ten tydzień zaplanowane miałam odczulanie i dziś tego nie załatwiłam, bo dok nie było, więc spróbuję jutro. Mam dwa dni pracy poza domem i jedną konfę, co to bardzo chciałam się na nią dostać… Chciałabym Wam opowiedzieć o milionie rzeczy, które JUŻ zrobiłam, ale na razie nie chce mi się nawet sprzątać… JUTRO będę człowiekiem czynu!

w tym akurat momencie smarki jadą do centrum Hamburga

W Niemczech wierzą, że ból jest częścią rekonwalescencji

-Dopesick, Disney+

Pojechali! Wycieczka szykuje się im imponująca i wracają do mnie w połowie lipca. Uprzedziłam tylko Diabla, żeby nie ubierał w funkcję pilota Lilkę, bo ona przekręca nazwy. Dla niej Glinojeck, to GLINODŻEK i nie idzie jej wytłumaczyć, że pewne słowa należy JEDNAK czytać po polsku.

Nie mam żadnych konstruktywnych planów na ten czas, ale sąsiedzi przebudowują płot między nami i ponieważ nic się do tego nie dorzucam, to może im zaproponuję, że MOGĘ pomalować? To raz. Dwa, mam cały czas pewien kopczyk z praniem. Nie wyprałam jeszcze wszystkich koców, które mieliśmy nad morzem. Poza tym przy drzwiach leży sterta zeszytów i podręczników, ale nie bardzo mogę ja ruszyć, bo dzieci muszą zdecydować, które książki zostają, a które sprzedają. Wtedy przejrzymy też zeszyty, notatki, a ja będę mogła wyprać plecaki. Prasowania mam zero, ale może to i dobrze, bo do prasowania oglądam seriale, a przez ostatnie dwa lata moim serialowym kompanem jest Lilka. Aktualnie wciągnął nas mistrzowski serial „Lekomania” ze swoją utopijną wizją pozbawienia świata bólu. Opioidy w medycynie to fascynujący temat i u nas (w Polsce) dawkowanie (RÓWNIEŻ) często określa sam pacjent. Nie szukając daleko, Łucja po operacji kręgosłupa, leżąc na sali pooperacyjnej, wpompowała w siebie (za pomocą przycisku w ręce) tego typu leku DUŻO. Niemniej jednak co dalej w NASZYM serialu, dowiem się dopiero gdy dzieciaki wrócą i obejrzymy z Lilką ostatnie dwa odcinki!

Wczoraj byliśmy u dziadków, ale może pojadę do nich i dziś, bo mamy w końcu Dzień Ojca! Wezmę ze sobą Bibi, bo ona od rana przeżywa, że JEJ ludzie wyjechali. Miau też zachowuje się gorzej, ale jak dotrze do niej, że JA jestem powinna trochę się uspokoić. Gdy byliśmy nad morzem terroryzowała całe osiedle chodząc po domach i miaucząc. Niektórzy ją nawet próbowali karmić, lecz nie była zainteresowana jedzeniem.

Pokażę Wam jakie piękne rumianki pozrywałam dziś na polach, dla taty!

Wakacje!

  • Oooo, tu też to grają! Zostaw Łucza, nie przełączaj! – krzyknęłam do Łucji gdy wracaliśmy znad morza. W radiu leciało akurat nowe Sound of Silence, a Łucja jest w aucie DJ-em.
  • NIE! – krzyknęła cała trójka, a panna najstarsza dodała – To podoba się tylko starym ludziom. Tata Matiego ma to ustawione jako dzwonek.
  • Bo my wiemy jak brzmiała pierwsza wersja i jakoś ją pamiętamy. DLATEGO nam się podoba! Ale okej, szukaj dalej!
  • Lila, to już jest w radiu! – Łucja zatrzymała się na jednym kanale, gdzie leciało: „I’m looking for a men in finance” 🎼
  • Ja to też znam! – ucieszyłam się!
  • To cringe jest mamo, straszny.
  • Ale mówią, że to będzie HIT tego lata! A propo muzy, Lil jak nastrój przed koncertem?
  • Mam dwa lęki. Albo że nie będę znać znać Surprise Song, albo że bilet nie zadziała.
  • Surprise Song? Nie musisz znać wszystkich piosenek!
  • Muszę. Nie znasz fanów Taylor Swift.

Wakacje! Plany są i to wielkie, ale czy uda się wszystko zaplanowane, będziemy wiedzieć pod koniec sierpnia! Na pewno jutro rano dzieci ruszają z Diablim. Znikają mi na trzy tygodnie, ja w tym czasie jeszcze pracuję, a potem wracają. W planach mamy jeden wspólny wyjazd w zupełnie nieprzerabianej jeszcze przez nas formie i kilka planów na krótkie wypady. Bilety są kupione na DWA koncerty (Lilka idzie na Taylor Swift!, a Łucja na coś czego nie zapamiętałam) i może uda nam się dotrzeć na kilka eventów i festiwali. Łucja będzie miała urodziny (18-ste!), mam też nadzieję, że panna skończy kurs i może nawet zda prawo jazdy? Nikt nie zmienia szkoły i to jest wielka ulga, bo ubiegłoroczne lato z tym polowaniem na wolne miejsca w szkołach średnich (Łucja chciała zmienić ogólniak) było fatalne.

Jedna rzecz z życiowej układanki mi się wczoraj przewaliła i cały wieczór byłam na etapie: Qva, a już było dobrze!!! Ale rozłożyłam sobie pasjansa (jakby nie było w Noc Kupały) i wyszedł, rano pojechałam pobiegać, a potem przyszła refleksja mocy. Źle się przerabia trudne tematy, kiedy masz dzieci w domu, bo one są wszędzie. Schowałam więc na strychu i tak patrząc na tą systematycznie zagracaną przestrzeń znalazłam ukojenie i siłę. Z jednej strony miałam drukarkę oraz szafkę z segregatorami na których pisało: firma, ciąże i świadectwa, po środku miałam moje stopy na górce prania do prasowania, suszarkę, poduchy do siedzenia na trawie i dwa kopczyki wypranych ręczników: domowe i wyjazdowe. A po prawej jest wnęka, w której są zwinięte materace, namiot, bombki i pudło po fotelu gamingowym Mieszka. I dał mi ten chaos siłę. Każdy element wywoływał falę wspomnień, a te przypominały, że dużo się działo w moim życiu i nie takie problemy pokonywałam. Potrzebujemy przedmiotów, bo pokazują nam ile etapów już w życiu przechodziliśmy. Pudło ze strojami do przebierania, maskotka robot, o której marzył Mieszko, teczka z dokumentami sądowymi, słój z piaskiem z Sahary, sanki, śpiwory, lampiony, kosz z tamborkami i króliki Wielkanocne. Oooo, mam! Fajnie by było też tego lata kupić regał na książki!

„Siema, nara”

jechałam autem z otwartymi oknami i jeden dwunastolatek wykrzykiwał do swoich koleżanek. Ba, on nawet dodał: „Widzimy się za pół roku”, ale one go poprawiły, że jesień będzie prędzej 😏

  • Liliana!!! Ty się zaraz spóźnisz!
  • No i? Nie idę dziś do szkoły.
  • DLACZEGO?
  • Moje oczy są NIE w tym miejscu, w którym powinny być.
  • Czaszka przez noc zmieniła kształt???!? Niemożliwe! Cały tydzień miałaś wolny, a dziś musisz odebrać świadectwo!
  • Nie widzisz, że są w innych miejscach??!. Świadectwo mogę odebrać w dowolnym momencie. I obudziłam się za późno.
  • To trzeba było ustawić sobie budzik!
  • JAK? Przecież nie mam telefonu i nie naprawiłaś go wczoraj!

Zakończenia roku!🎉 Iiii??? I jaki był ten rok szkolny? Dobry, a nawet bardzo dobry! Liliana co prawda nie poszła do szkoły na zakończenie roku, ale wychodzi teraz i MOŻE wróci ze świadectwem. Ma usprawiedliwienie bo wieczorem miała gorączkę i obudziła się z jeszcze większą. Oceny ma w porządku, mogły by być oczywiście dużo lepsze, ale cytując ją ponownie: „bywam tam rzadko, więc i tak nie jest źle”. Łucja tymczasem bardzo ładnie przeszła do klasy maturalnej i ma na kolejny rok niezwykle ambitny plan naukowy. A Mieszko? Mój syneczek przyniósł mi jednak pasek! Stało to pod dużym znakiem zapytania, bo ocena z zachowania była dobra, a to za mało jak na pasek (BO GADA NA LEKCJACH), niemniej jednak Pani się ulitowała – ocenę mu o ten jeden stopień podniosła i mamy! Gość już kombinuje, że to się chyba opłaca, bo dostaje się stypendium, więc może paskową tendencję utrzymamy? Obie panny miały pasek co najmniej dwukrotnie: obie w piątej klasie, Lilka miała też w czwartej (czyli miała 2x), a Łucja miała jeszcze w szóstej i w ósmej (3x), czyli młody do średniej rodzeństwa powinien przynajmniej jeszcze raz TAKI wyczyn powtórzyć!

A jak MI minął ten rok szkolny? Też dobrze. Jest czasem urwanie głowy, niezmiennie przesuwam sporo domowych spraw na później, ale dzieci rosną i coraz częściej mogę powiedzieć: Ogarnijcie to sami. A jest to gigantyczne odciążenie! Zawodowo czuję się częścią bardzo fajnej społeczności i mnóstwo ważnych rzeczy udało nam się w tym roku załatwić.

Mieszko po szkole pojechał z kumplami na jakieś słynne kurczaki, Łucja ma dziś randkę, a ja właśnie wydrukowałam dyplomy dla dzieciaków co to ich mam na korkach. Po południu mają wpaść i zabrać ćwiczenia z którymi pracowali cały rok i każdy dostanie ode mnie dodatkowo po małej papierowej torebce z czereśniami. Byłam dziś rano na rynku i te czereśnie tak rozdysponowałam, że dla NAS nic nie zostało! Ale tak wyszło, bo pomijając małą sąsiadkę, zapakowałam też papierowe paczuchy dla obu wychowawczyń Mieszka. Obie są cudowne, mądre i bardzo, bardzo cierpliwe.

tak zapakowałam czereśnie do szkoły! Wiem, torebki świąteczne, ale podobno się podobało!

A teraz tylko musimy przetrwać wakacje! 🪲