Każdemu czasem potrzebna jest palma 🌴

Dzisiejszy dzień zaplanowaliśmy jeszcze w listopadzie. Jak spojrzałam na kalendarz i odkryłam, że pomiędzy feriami a Wielkanocą są aż DWA miesiące, to postanowiłam zrobić PRZERYWNIK. Wspólnie wybraliśmy DZIEŃ, kiedy już jest po ogólnopolskich feriach, ja na tą datę ustawiłam sobie grafik TYLKO na dwie poranne godziny (za to jutro robię do 20-stej) i wszyscy mieliśmy wolne. Rano towarzystwo się wyspało, Bibi została wyprowadzona, potem były pewne konflikty, gdy okazało się, że odzież co to ją na TĘ okazję mamy, jest jakaś KUSAWA i pojechaliśmy! Do wodnego parku! I było super, chociaż miałam rano myśl, czy na pewno WARTO? Pannom wzięłam tym razem pakiet szerszy, bo ze strefą drugą, więc wymoczyły się basenach siarkowych, magnezowych, litowych, solnych przetykając to sauną, a ja z Mieszkiem byliśmy na strefie zabawy. Była optymalna ilość ludzi – zależało nam, żeby nie trafić na ferie, ale żeby trochę ich tam jednak było i tak się udało. Nie było kolejek do zjeżdżalni, chociaż do tych najpopularniejszych te 5-6 osób przed Tobą było. Absolutnie idealnie było na basenach zewnętrznych. Temperatura wody była powyżej 30 stopni, z nieba padała marznąca mżawka, nad wodą unosiła się mgła TAKA, że ratownicy chodzili wzdłuż brzegu, bo nie było widać jego krańców. Nastoletnie grupki ze szkolnych wycieczek wykorzystywały to do uścisków w wodzie, a poziom komfortu z takich warunków atmosferycznych był wyjątkowy. Byliśmy kiedyś w lecie i to oślepiające słońce wtedy męczyło. Tym razem można było się poczuć jak w basenie w szwajcarskim château. Panny w którymś momencie pojawiły się obok mnie i Mieszka i młody wykorzystał to by zabrać ukochaną LILUSIĘ na wszystkie hardcorowe zjeżdżalnie (oboje uwielbiają). Ach, zajrzałam i ja podejrzeć tę drugą strefę relaksu… Zasiadłam w basenie pomiędzy palmami z musującym jazzuzi na plecach a obok mnie przysiadła jakaś babka z pękatym kieliszkiem martini 🤩 Wszyscy czasem takiego miejsca potrzebujemy!