wypełzli

Temperatura zrobiła się nastostopniowa i znowu wszędzie pełno ludzi. Jechaliśmy do dziadków i po drodze w lesie wszystkie parkingi były zapchane. Ja nie wiem czy można już pierwszych sygnałów wiosny szukać, ale jak widać szukają! Btw. Zerkałam ostatnio w sklepie i na rynku, ale CZOSNKU niedźwiedziego JESZCZE nie ma… Sąsiedzi porządkują przestrzeń przed domami i ja tak myślę, że może i ja powinnam zgrabić jesienne liście? Jak już ogarnę ogródek, wystawię na zewnątrz drzewko oliwkowe – ono zdecydowanie woli stać na świeżym powietrzu… Chętnie bym się wybrała na jakąś akcję sprzątającą nadrzecza, albo lasy, ale nic takiego nie znajduję. Nastolatki paraduja już w krótkich spodenkach (oni co roku za wcześnie to robią), a na jednej mojej lokalnej grupie g-burza o kusicielki z lasu, bo już stoją. I ja RÓWNIEŻ nie uważam, że to jakaś wskazana ozdoba krajobrazu i chociaż rozumiem argument, że SKORO stoją, znaczy się ktoś KORZYSTA, wolałabym by ich tam nie było. Zrobiłam także twarożek z rzepą i Lutka powiedziała, że dziadek tak często robił. Nie wiedziałam o tym, ale to miłe, że wtem odkrywasz, że dużo w Tobie nawyków, które masz po przodkach 🙂 Ach, no i wynalazłam jakaś serię książek o podlaskich przesądach i na kolejną wyprawę w stronę Bug-u muszę się zaopatrzyć!