Na moich kreatywnych zajęciach dostałam zadanie przerwania rutyny. Zrobienia czegoś inaczej niż zwykle. Pójścia do pracy/szkoły/sklepu inną drogą, zjedzenie czegoś innego na obiad/na mieście lub z kimś kto nas dawno temu zapraszał, albo odwrócenia kolejności domowych zadań. I nie udało się. Każda rutyna jest u nas bezcenna. Dziś rano Lilka zamiast tabletek na alergię wzięła dwie tabletki melatoniny i wpadła w histerię, że oto zaśnie jadąc do szkoły, więc na wszelki WYPADEK nie poszła (DUŻA awantura). I oczywiście (a jakże by inaczej?) winna jestem JA, bo jej nie przypilnowałam… Rutynę złamałam więc idąc inną trasą spacerową z BIBS! I znalazłyśmy drzewo, którym kiedyś już się zachwycałam, bo ma piękne, jak rzeźbione, gałązki!

- Mieszko, Ty nie musisz się uczyć?
- Nie.
- A miałeś jakąś poprawę pisać?
- Z czego matko? Hmm?
- Z biologi? Nie? Z chemii? Ty chyba jeszcze nie masz chemii? Z matematyki?? Też nie? Chyba nie z polskiego?!
- NIE. Z historii. Już napisałem. 5+
- Oooo! Bardzo jestem dumna! Czyli NIE masz nic do nauki? A może jakiś kolejny sprawdzian się szykuje?
